Komentarz Biblijny o. Wilfrid Stinissen OCD wróć

Uroczystość św. Stanisława, biskupa i męczennika, Głównego Patrona Polski

Maj 7, 2018

J 10, 11-16
Dobry pasterz oddaje życie za owce

Jezus powiedział:

«Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, do którego owce nie należą, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza. Najemnik ucieka dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach.

Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia i jeden pasterz».


Szukaj towarzystwa Jezusa

Teresa radzi: „Postaraj się o towarzystwo. A jakież mógłbyś znaleźć lepsze nad towarzystwo samego Mistrza, który nauczył nas tej modlitwy, do której odmówienia się zabierasz. Przedstaw sobie Pana stojącego tuż przy tobie i patrz, z jaką miłością i z jaką pokorą raczy ciebie nauczać”.

Patrz na Tego, który patrzy na nas

Nawiąż z Jezusem osobisty kontakt, dostrzeż Jego spojrzenie, a następnie patrz Mu w oczy, bez lęku. Uświadom sobie, że nasze życie od Niego pochodzi i że On patrzy na nas z taką ogromną życzliwością.

Wsłuchuj się w Mistrza

Jezus nie tylko patrzy na nas, ale również do nas mówi.

(…) Jezus jest nie tylko bramą. On jest też pasterzem. Ojciec powierzył Mu owczarnię. Taka była wola Ojca. Wszyscy jesteśmy naznaczeni: należymy do owczarni Chrystusa. To nasz powód do radości i poczucia bezpieczeństwa. Jezus otrzymał zadanie ochrony owczarni. Ojciec chce, aby Jezus nic nie stracił z tego, co Mu dał, ale żeby to wskrzesił w dniu ostatecznym (J 6,39). My jednak jesteśmy dziwnymi owcami. Chcemy, aby nasz Pasterz chronił nas i strzegł, ale przeszkadzamy Mu w tym, jak tylko potrafi my. Co więcej, zabijamy Go. Miłość Pasterza jest tak ogromna, że pozwala się On zabić, że oddaje życie za owce. Jan od Krzyża napisał piękny wiersz o pasterzu (Jezusie), który płacze, bo został zapomniany przez pasterkę, czyli przez nas:

Był sobie pasterz samotny wśród świata,
Nie znał, co radość, co wzajemne serce,
Bo choć miłością gorzał ku pasterce
Tysiąc udręczeń pierś jego przygniata.
Nie płacze, choć się krwawią jego rany,
Ani się skarży na śmiertelne bóle,
Kiedy mu w sercu i pali, i kole,
Płacze, bo od niej czuł się zapomniany…
Po długich mękach, na krzyż wbity w ziemię
Wspiął się i w krzyża otwarte ramiona
Kładąc się pasterz – głowę zwiesił, kona!
Lecz z sobą uniósł tej miłości brzemię

My wszystko powywracaliśmy. To pasterz, zamiast zabijać owce i posilić się ich mięsem, sam zostaje przez nie zabity. Ludzka nieroztropność nie ma granic. Jednak miłość Pasterza również z tym sobie radzi: jeżeli owca nie chce ofiarować się dla Pasterza, to Pasterz ofiaruje się za owcę, co jest niepojęte. Owca chce się karmić ciałem i krwią Pasterza. Pasterz wzywa owce po imieniu. Kościół nie jest anonimową grupą. Każdy z nas jest miłowany z osobna i otrzymuje imię. Kiedy w książce telefonicznej szukamy Kowalskiego, to dużo czasu kosztuje znalezienie tego właściwego, tyle osób nosi to nazwisko. Natomiast to imię, które otrzymujemy od naszego Pasterza i którym nas wzywa, jest niepowtarzalne. Nie musimy dzielić go z nikim innym. Każdy z osobna ma własne powołanie, własne zadanie, własną drogę. Nikt nikogo zastąpić nie może. Każdy z osobna jest wybrany, ale nikt nie może się chełpić swoim wybraństwem, każda inna osoba też jest wybrana. Wspólnie jesteśmy „wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem” (1 P 2,9). Nikt nie może powiedzieć o sobie, że nic nie znaczy, że jego życie jest bez sensu. Każdy człowiek ma specjalne znaczenie dla Boga, każdy stanowi dla Niego szczególną i niepowtarzalną radość. Gdybyśmy byli tego bardziej świadomi, nie poddawalibyśmy się tak łatwo poczuciu bezsensu i rozpaczy, które dotykają ludzkość w obecnych czasach. Jakże twoje życie miałoby być bezsensowne, jeżeli Bóg woła cię po imieniu? Wszystkich nas ogarnia radość, kiedy odkrywamy, że znaczymy coś dla drugiego człowieka. Czy istnieje coś wspanialszego, coś większego od tego, że znaczymy coś dla Boga? Co więcej, znaczymy dla Boga wszystko: ofiarował przecież za nas swojego Syna.

Na koniec Jezus mówi, że jego owce znajdą pastwiska. Będą miały życie w obfitości. Obfitość to coś charakterystycznego dla Jezusa. Widzimy to na weselu w Kanie, podczas cudu rozmnożenia chleba, gdzie potrzeba dwunastu wielkich koszy, aby zebrać pozostałe ułomki, widzimy to w Eucharystii, gdzie kielich z krwią Chrystusową jest niewyczerpany. Życie, które daje Jezus, jest życiem w obfitości. Nie jest tak, że życie, które od Niego otrzymujemy, jest wystarczające, byśmy nie zostali odrzuceni przez Ojca. Nie, to co Jezus mówi, że należy dawać „miarą dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi” (Łk 6,38), sam praktykuje. Każdej niedzieli możemy spożywać Jego ciało i pić Jego krew. Wciąż nowe transfuzje krwi napełniają nas nowym życiem. Otrzymujemy nieustannie nowe szanse. Obojętnie, ile błędów popełnimy, ile razy dokonamy niewłaściwych wyborów, nowe drogi wciąż się przed nami otwierają. Życie byłoby okropne, gdybyśmy nigdy się nie mylili. Jednak nie, Bóg daje w obfitości. Pozwala każdemu kielichowi się przelewać. Wciąż nowe okazje, nowe możliwości.

Powinniśmy cieszyć się i być wdzięczni, że możemy być owcami u takiego Pasterza. Niczego nam nie braknie.

Mów do Niego

Po wsłuchiwaniu się w Mistrza my podejmujemy z Nim rozmowę. Mamy do Niego kierować słowa proste i prawdziwe.



Rozważanie zaczerpnięte ze zbioru medytacji biblijnych „Drogocenna Perła”. Pełne rozważania o. Wilfrida Stinissena OCD do wszystkich czytań roku liturgicznego są dostępne w naszym sklepie internetowym wydawnictwa Flos Carmeli.