blog Zamyślenie

Komu przeszkadza Boże miłosierdzie?

Kwiecień 19, 2020 o. Roman Jan Hernoga OCD

Miłosierdzie to najwspanialszy i najważniejszy przymiot Boga. To miłość, która nie ma granic. To tajemnica Bożego Serca.

Jest ona dla nas źródłem radości, pogody i pokoju. Jest warunkiem naszego zbawienia. Miłosierdzie to słowo, która objawia Przenajświętszą Trójcę. Miłosierdzie to najwyższy i ostateczny akt, w którym Bóg wychodzi nam na spotkanie.

Franciszek, Misericordiae Vultus, 2

Nie sposób wyrazić wdzięczności, zdumienia i zachwytu nad wielkością miłosierdzia Boga. Jest ono źródłem nadziei dla osób zagubionych i błądzących, otuchą dla słabych i wątpiących, ratunkiem dla upadających i grzeszników. Czy może być zatem ktoś, dla kogo miłosierdzie byłoby niewygodne i niepotrzebne? Czy są osoby, którym to miłosierdzie mogłoby przeszkadzać?

Współczesny świat a miłosierdzie

Św. Jan Paweł II w encyklice Dives in misericordia pisał:

Umysłowość współczesna, może bardziej niż człowiek przeszłości, zdaje się sprzeciwiać Bogu miłosierdzia, a także dąży do tego, ażeby samą ideę miłosierdzia odsunąć na margines życia i odciąć od serca ludzkiego. Samo słowo i pojęcie »miłosierdzie« jakby przeszkadzało człowiekowi, który poprzez nieznany przedtem rozwój nauki i techniki bardziej niż kiedykolwiek w dziejach stał się panem i uczynił sobie ziemię poddaną.

św. Jan Paweł II, DM, 2

Współczesna cywilizacja zachodnia, dzięki niespotykanemu dotychczas rozwojowi nauki i techniki, wydaje się nie potrzebować Boga. W pewnym sensie Bóg jest dla niej niewygodny. Jego prawo przeszkadza w kształtowaniu świata według różnych idei wytworzonych przez człowieka. Dlatego stara się Go usunąć z życia publicznego, z życia poszczególnych społeczeństw i jednostek. Współczesny człowiek chce być panem, niezależnym od niczego i od nikogo, który samodzielnie kieruje losami świata. Nikomu, nawet Bogu, nic nie chce zawdzięczać.

Dla ducha tego świata zależność i posłuszeństwo jest upokorzeniem. Tymczasem już w samą naturę stworzenia wpisana jest zależność od Stwórcy. Nie chcieć być zależnym, nie uznawać zależności od Boga, to jakby zanegować swoją naturę istot stworzonych. A to nic innego jak pycha w czystej postaci – owoc pierwszej pokusy z raju: „jak Bóg będziecie” (Rdz 3,5).

Boże miłosierdzie natomiast przypomina nam, że jesteśmy ograniczeni, pełni braków i niedoskonałości, że wobec Boga wszyscy jesteśmy grzesznikami, potrzebującymi Jego łaski i przebaczenia. Trzeba być jednak pokornym, aby przyjąć swoje ograniczenia, aby uznać swoją zależność od innych, szczególnie od Boga. Człowiek pyszny i zarozumiały tego nie potrafi. Stąd Boże miłosierdzie jest niewygodne, wprost przeszkadza pysze i ludzkiej wyniosłości. Pycha, wyniosłość i samowystarczalność to cechy starego człowieka. Tylko prawdziwe, ewangeliczne dziecko, proste, ufne, ubogie  i otwarte może przyjąć Boże miłosierdzie. Jedynie sercu dziecka, które wie, że bez pomocy Ojca nie przeżyje, nie przeszkadza Boże miłosierdzie.

Miłosierdzie a ludzka sprawiedliwość

Pycha jednak nie jest jedynie przypadłością ludzi niewierzących czy walczących z Bogiem. Także dla wielu porządnych i pobożnych ludzi Boże miłosierdzie może być niewygodne, a nawet może ich gorszyć. Dlaczego Bóg jest miłosierny dla kogoś, kto sobie na to nie zasłużył? Rozumiem miłosierdzie dla prawych, porządnych i sprawiedliwych ludzi, ale dla takiego „łotra”, dla takiego „drania” i to za darmo? Oburzamy się często, jak starszy brat z przypowieści o synu marnotrawnym (por. Łk 15, 11-32), który choć zawsze był w domu ojca i przestrzegał jego przykazań, to jednak sercem był daleko od niego.

Wiele osób wierzących, podobnie jak faryzeusze z czasów Jezusa, stosuje w życiu kryterium oparte na zasadach legalizmu. Dzielą oni ludzi na dwie jasno określone kategorie: sprawiedliwych, którzy wypełniają prawo i należy im się za to nagroda czyli zbawienie oraz na grzeszników, którym należy się kara, potępienie. W ich logice myślenia nie ma miejsca na miłosierdzie: grzesznik bowiem nie zasługuje na nie, zaś sprawiedliwy go nie potrzebuje….

W rzeczywistości, wszyscy potrzebujemy Bożego miłosierdzia. Nikt bowiem przed Bogiem nie jest sprawiedliwy. „Jeżeli mówimy, że jesteśmy bez grzechu, zwodzimy samych siebie i nie ma w nas prawdy” – ostrzega nas św. Jan Apostoł (1 J 1,8)

Potrzeba uznania własnej grzeszności

 „Jakże Dobroć i Miłosierdzie Jezusa są mało znane. Jest prawdą, że aby posiąść te skarby, trzeba się upokorzyć, uznać swoją nicość, i to jest to czego wiele dusz nie chce uczynić” – pisała Św. Teresa od Dzieciątka Jezus do swego duchowego brata, seminarzysty ks. Belliere.

Bronimy się przed upokorzeniem, przed uznaniem naszych grzechów. Stosujemy różne mechanizmy obronne, aby się usprawiedliwiać. Zaprzeczamy naszym wadom i błędom, wypieramy nasze słabości i winy i przenosimy je na innych. Taka jest natura grzechu: usprawiedliwiać siebie, a oskarżać, obwiniać  innych. W przeciwieństwie do miłosiernego Jezusa, który wziął winy i grzechy świata na siebie, a usprawiedliwił grzeszników.

Ojciec św. Franciszek w swej książce-wywiadzie Miłosierdzie to imię Boga, stwierdza: „grzesznicy tak, niemoralni nie!” i wyjaśnia:

Niemoralność to grzech, który nie zostaje przez nas rozpoznany i nie czyni nas pokornymi… Nie czujemy już potrzeby przebaczenia i miłosierdzia, ale sami usprawiedliwiamy siebie i nasze zachowania… Grzesznik, który żałuje, a później upada i znów wpada w grzech z powodu swojej słabości, znów odnajduje przebaczenie, jeśli uznaje się za potrzebującego miłosierdzia. Niemoralny zaś to ten, kto grzeszy i udaje, że jest chrześcijaninem, a swoim podwójnym życiem demoralizuje i gorszy. Niemoralny nie zna pokory, nie uważa, by potrzebował pomocy, prowadzi podwójne życie […] .

Franciszek, Miłosierdzie to imię Boga, s. 112

Bóg może okazać swoje miłosierdzie jedynie temu, kto dostrzega dogłębnie potrzebę bycia zbawionym, potrzebę uleczenia swoich wszystkich ran. To wymaga, aby nasza samowystarczalność, nasza pycha i zła dorosłość zostały skruszone. Dlatego pierwsi mnisi prosili o dar łez,  o łaskę skruchy i poznania swoich grzechów, ale również o łzy radości w obliczu nieskończonego miłosierdzia Zbawiciela. Nam również potrzeba modlić się o dar łez żalu i skruchy, dar poznania swojej grzeszności, abyśmy nie stali się wyniośli, zarozumiali i pyszni.

Życiowe próby szansą otwarcia się na Boże miłosierdzie

Ojciec święty Franciszek mówi, że nie jest łatwo niemoralnemu wyjść z takiej sytuacji dzięki własnym wyrzutom sumienia, ponieważ

[…] jest tak zamknięty i spełniony w satysfakcji ze swojej samowystarczalności, że nie pozwala niczemu i nikomu podawać tego w wątpliwość […]. Zwykle Pan zbawia taką osobę poprzez wielkie życiowe próby, sytuacje, których nie można uniknąć, a które przebijają budowaną skorupę, pozwalając w ten sposób wniknąć łasce Bożej.

Franciszek, Miłosierdzie to imię Boga, s. 114, 116

Obecna pandemia koronawirusa z pewnością jest taką wielką życiową próbą dla współczesnego świata. Wysoki rozwój techniki, nauki i medycyny wydawał się gwarantować człowiekowi Zachodu długie, szczęśliwe i bezpieczne życie. I oto nagle, jak jasny grom z nieba, spada na nas mały wirus, który burzy dotychczasowy porządek i paraliżuje lękiem.

Jednak ta próba, która objawia granice i kruchość ludzkiego istnienia, może być czymś pozytywnym. Może być szansą, aby nas wyrwać z zamknięcia w samozadowoleniu i samowystarczalności. Może pomóc przebić budowaną skorupę zarozumiałości i pychy oraz uświadomić potrzebę pomocy z nieba. Boże miłosierdzie jest nieskończone i pragnie się rozlewać na wszystkich ludzi. Nie zrobi tego jednak, jak długo człowiek pozostaje zamknięty w swej samowystarczalności i zarozumiałości. Dlatego trzeba się modlić, aby jak najwięcej osób otworzyło się na Boże miłosierdzie i pozwoliło wniknąć łasce do swoich serc.

o. Roman Jan Hernoga OCD

karmelita bosy, były prowincjał warszawskiej prowincji karmelitów bosych, przełożony klasztoru w Zwoli, rekolekcjonista