blog Karmel

Mała droga św. Teresy od Dzieciątka Jezus

Marzec 30, 2017 O. Sergiusz Rafał Niziński

Tak zwana mała droga świętej Teresy od Dzieciątka Jezus na pierwszy rzut oka nie wydaje się czymś odkrywczym. Mówi ona bowiem o ufnym zdaniu się na Boga w chwilach doświadczania swojej słabości.

Jak przeżywamy nasze słabości?

Kluczowym momentem w naszej relacji do Boga są nasze upadki. Wydaje się, że szczególnie te upadki, które wyraźnie zaprzeczają naszym świętym ideałom. Dla przykładu weźmy sytuację, gdy żona postanawia sobie, że będzie łagodna wobec męża, który ma ciężki charakter. Jest to dla niej sprawa bardzo ważna, gdyż wielokrotnie pod tym względem upadała. Sądzi, że nie dość mocno kocha męża. Przychodzą momenty próby. Mąż zmęczony wraca z pracy. Jest rozdrażniony, nie docenia pracy żony w domu, uważając, że to on pracuje, a przy tym ma jeszcze wymagania co do obiadu. Żona raz, drugi jest cierpliwa, ale potem już zaczyna okazywać zniecierpliwienie. Potem zaczyna się złościć. Może jedna taka sytuacja jeszcze nie spowoduje w niej jakiegoś kryzysu, ale jeśli dzieje się tak dzień w dzień, to w końcu ten brak cierpliwości do męża będzie się przenosił na jej relację z Bogiem. W takiej sytuacji żona będzie sobie tłumaczyć, że nie może tolerować takiego postępowania męża, które jest niesprawiedliwe, więc musi okazać swój gniew a zatem wycofa się ze swojego ideału. Może też przyjąć postawę odwrotną: zaczyna się obwiniać, że nie umie być cierpliwa, a więc nie dość mocno kocha męża, i bierze całą winę na siebie. Zniechęca się do praktykowania postawy cierpliwości, bo sytuacja zupełnie ją przerasta. Czuje się też winna przed Bogiem, że nie umie dobrze kochać. Chodzi smutna i przygnębiona. Przykłady takich sytuacji możemy mnożyć. Jak się zachowujemy, gdy nie wychodzi nam walka z lenistwem, nieczystością, pijaństwem…?

Wymagania małej drogi?

Pierwszą sprawą bardzo ważną dla Teresy jest życie w prawdzie. To ja nie mam dość sił, aby postępować wg ideałów Ewangelii. To ja nie mam cierpliwości, to ja nie potrafię zapanować nad swoim obżarstwem. Nie jest tak łatwo przyznać się do swojej słabości. Jesteśmy mistrzami w ukrywaniu prawdy o sobie. Tutaj psychologia ma bardzo dużo do powiedzenia. Wszystkie mechanizmy obronne, to nasze często nieświadome zabiegi, aby trudną dla nas prawdę ukryć przed sobą. Dla niektórych jednak nie jest problemem życie w prawdzie, bo bez trudności się przyznają do swoich słabości, przynajmniej niektórych, a nawet się nimi szczycą. Oczywiście i taka postawa nie jest ewangeliczna. To, że grzeszą jest tylko częścią prawdy. Drugą jej częścią jest to, że grzesząc obrażają Boga i się od Niego oddalają. Tym samym czynią zło.

Drugą rzeczą związaną z życiem w prawdzie jest wytrwałe dążenie do swoich świętych ideałów. Chcę kochać Boga z całych sił. Chcę być świętym. Dlatego zrobię wszystko, aby nie grzeszyć. Teresa nigdy nie złożyła broni. Doświadczając swoich słabości nigdy się nie wycofała z tego, do czego się czuła powołana. Stwierdzała nawet, iż „trzeba być orłem w swoich pragnieniach”. To znaczy, trzeba mierzyć wysoko. Stąd za wszelką cenę wystrzegała się popełnienia najmniejszego grzechu. Spowiednik, po wysłuchaniu jej spowiedzi z całego życia, powiedział do niej, że nigdy nie popełniła grzechu śmiertelnego. Ona sama twierdzi, że niczego w swoim życiu nie odmówiła Chrystusowi. Zatem mała droga nie jest hołdowaniem miernocie i minimalizmowi.

Na czym polega mała droga?

Jak zatem pogodzić tak wielkie pragnienie kochania Boga z prawdą o nas samych, iż nie jesteśmy w stanie sprostać temu pragnieniu? Teresa uczy nas bycia małymi przed Bogiem. U podstaw naszego załamywania się podczas niepowodzeń i trudności jest nasza pycha, która nam nakazuje pokładać nadzieję w sobie. Ta pycha tak naprawdę oddala nas od centrum Ewangelii, a mianowicie każe nam polegać na nas samych i być wielkimi przed Bogiem. Święty Paweł mówiąc o Żydach, którzy sami chcieli zasłużyć sobie na zbawienie przez drobiazgowe przestrzeganie prawa, poucza, iż jest to nie tylko pychą, ale jest to niemożliwe, gdyż nie można być sprawiedliwym w oczach nieskończonej świętości Boga. Każdy człowiek grzeszy. Pychą jest powiedzieć Bogu na podstawie własnych uczynków: daj mi życie wieczne, bo na nie zasłużyłem. Bóg zbawia za darmo. Tylko dlatego, że Chrystus, Bóg-człowiek za nas umarł, jesteśmy przed Bogiem usprawiedliwieni. Nauczanie Teresy zmierza tą właśnie drogą. Żadne uczynki nie są w stanie nam wyjednać u Boga zbawienia. Dlatego też Teresa woli stać przed Bogiem z pustymi rękami – a pamiętajmy – iż nigdy w życiu Bogu niczego nie odmówiła! Teresa nie marnuje żadnej okazji, aby pokazać Bogu, że Go kocha, ale to nie jest dla niej powodem do jakiegokolwiek chlubienia się przed Bogiem. W tym właśnie sensie zupełnie inaczej powinniśmy przeżywać nasze upadki. One niczego nie zmieniają w naszej sytuacji przed Bogiem. One nie pokazują niczego innego, jak tylko to, iż nie jesteśmy w stanie zapracować sobie na zbawienie. Należy boleć nad nimi i walczyć z nimi, gdyż obrażają Boga. To nie zmienia faktu, iż Bóg i tak chce nas zbawić za darmo. W tym leży nasza siła – w jego miłości do nas a nie w naszej doskonałości.

Co należy czynić, gdy nie potrafimy spełniać wymagań Ewangelii? Trzeba pogodzić się z prawdą, iż Ewangelia nas przerasta. Wtedy – poucza Teresa – powinniśmy jak dzieci stać przed Ojcem. Teresa powołuje się tutaj na Pismo Święte: „Jeżeli kto jest maluczki, niech przyjdzie do mnie” (Prz 9,4) oraz: „Jak matka pieści swe dziecię, tak ja was pocieszać będę, przy piersiach was poniosę i będę was kołysać na mych kolanach” (Iz 66, 13,12). Ojcem jest Bóg, który nas podniesie na wyższy stopień, na który nie jesteśmy w stanie wejść o własnych siłach. To, że małe dziecko nie potrafi chodzić po schodach dla dobrego Ojca jest oczywiste. Sam tego dokona za dziecko podnosząc je wyżej. Zatem ogólna zasada brzmi: bądźmy przed Bogiem jak dzieci, które mają prawo do błędów, do braku sił, do zniechęcenia, do przerażenia wobec piętrzących się trudności. Dzieckiem przed Bogiem nie jest ten, kto się chlubi własnymi zasługami, mówiąc Mu: popatrz ile dla Ciebie zrobiłem, teraz daj mi to, co mi obiecałeś. Ten nie przyznaje sobie prawa do bycia bezradnym dzieckiem. Gdy upadnie popada w zniechęcenie lub się oszukuje, mówiąc, że nic się nie stało, gdyż polega tylko na sobie. Teresa mówi o sobie, że „niepodobna jej stać się wielką”. Ktoś wielki w swoim mniemaniu na końcu swojego życia stanie z garścią swoich tak naprawdę malutkich uczynków, które nic nie znaczą i ten właśnie będzie prawdziwie ubogi w oczach Boga, bo nic nie ma. Ten zaś, kto będzie miał puste ręce, tzn. nie będzie sądził, iż jego dobre uczynki dają mu prawo do czegokolwiek, temu sam Chrystus wręczy całą swoją miłość, którą nam wysłużył na krzyżu i ukaże tę miłość w naszych dłoniach swojemu Ojcu. Teresa mówi: „moim bogactwem są twoje ramiona, o Jezu!”. Wtedy też zwraca się do Ojca w niebie wspominając Jego Syna: „Jego zasługi są moimi, ofiaruję Ci je pełna szczęścia”. Taka osoba będzie prawdziwie bogata przed Bogiem: „…nawet gdybym popełniła wszystkie możliwe zbrodnie, miałabym zawsze tę samą ufność…”.

Bycie dzieckiem przed Bogiem oznacza także powierzanie mu z ufnością swojej przyszłości. Ten kto ufnie oddaje Bogu swoją przyszłość – jak to czyni nieświadomie dziecko wobec kochającego je ojca – ten jest wielki i silny dzięki Jego opiece. Przeżywanie trudności bez Boga, jak wielcy mocarze, którzy w samotnej walce zmagają się z własnym losem, czyni nas samotnymi i słabymi. A trzeba pamiętać, że Ewangelia postawi nas nie jeden raz przed zbyt trudnymi zadaniami! Wobec zadań nas przerastających stajemy się słabi, przerażeni, bo bez ufności. Przyczyną tej naszej samotności jest właśnie brak zawierzenia Bogu, brak ufności, czyli postawy dziecka, co ostatecznie też można nazwać pychą, która ciągle nam nakazuje bycie wielkimi. To prowadzi w końcu do przerażenia, lęku, którym się poddajemy i ostatecznie wycofujemy z walki. Natomiast dziecko mówi Bogu: „boję się, ale wiem, że mi pomożesz”. Wtedy jest prawdziwie silne i podejmuje się zbyt trudnego dla siebie zadania.

Teresa pragnęła całe życie być najmniejszą z istot, bo w tym widziała swoją wielkość. Nie jest to takie proste, jak by się nam wydawało. Gdyż to pycha, która jest bardzo subtelna, ciągle nas okłamuje i nakazuje być wielkimi. Małość jest szczególną drogą ubóstwa, które daje wielką wolność od nas samych i prowadzi nas bardzo szybko do Boga. Dlatego Teresa nazywa swoją drogę „windą” prowadząca na szczyt świętości. „Bogu podoba się w mojej małej duszy właśnie to, że kocham moją małość i me ubóstwo, oraz że ślepo ufam Jego Miłosierdziu… To zaufanie, i tylko zaufanie ma prowadzić nas do Miłości”.

O. Sergiusz Rafał Niziński

Pochodzi z Piły, gdzie mieszkał do 19 roku życia. Pierwszy rok po maturze spędził w Gdyni studiując nawigację w Wyższej Szkole Morskiej. Studiów nie dokończył tylko wstąpił do zakonu Karmelitów Bosych. Po studiach teologii rozpoczął studia filozofii zakończone doktoratem. Od wielu lat przebywa w Poznaniu będąc duszpasterzem, nauczycielem akademickim na Wydziale Teologicznym UAM. Jest egzorcystą. Interesuje go filozofia Boga, duchowość karmelitańska oraz ornitologia.