blog Kościół

Obecność, która pozostaje

Październik 4, 2017 Karolina Kędzia

Adoracja Najświętszego Sakramentu to czas jednoczesnej kontemplacji i działania, przemiany i kruszenia duchowych murów. To odpoczynek pod uważnym spojrzeniem Boga. Obecność przed Panem Jezusem w Eucharystii umożliwia wymianę darów między Bogiem a człowiekiem i człowiekiem a Bogiem. Adoracja jest przede wszystkim miłością.

Przemieniające źródło

Kościół od dawna czcił Eucharystię, ale w XIII w. nastąpiła ważna zmiana. Wierni nie tylko chcieli uczestniczyć we Mszy św., ale „zapragnęli widzieć Hostię”. Adorować Pana Jezusa i wpatrywać się w Niego. Adorację można przyrównać do takiego właśnie wpatrywania się z miłością w oblicze ukochanej osoby. Przecież bliscy sobie ludzie często nie mogą oderwać od siebie wzroku. Ich przesiadywanie ze sobą godzinami, nawet w milczeniu, sprawia, że stają się dla siebie jeszcze bardziej oddani i bliscy. Podobnie jest z adoracją. To spotkanie, które z każdą chwilą coraz mocniej i głębiej przemienia adorującego. Dotyka i odnawia. Często pod powłoką codzienności pokazuje skrywaną prawdę. Początkowo Kościół miał trudności z wdrożeniem ogółu wiernych do adorowania Naj- świętszego Sakramentu. Musiało upłynąć sporo czasu, aby ta praktyka się upowszechniła. Dziś w kościołach często odbywają się adoracje, niekiedy towarzyszy im śpiew, litanie. Powoduje to, że nie jesteśmy w stanie trwać w skupieniu na modlitwie, skoncentrować się na adoracji Eucharystii – źródła, z którego wszystko wypływa i do niego prowadzi. Natomiast w ciszy podczas kontemplacji Eucharystii Jezus może wejść w sam środek naszej życiowej historii. Jeżeli tylko zapragniemy.

Patrzy na mnie i zostawia ślad

Podczas adoracji Bóg kieruje do człowieka obietnicę, że nie zostawi go samego. A także uświadamia, że towarzyszył jego przeszłości, idzie obok niego w teraźniejszości i nie opuści go w przyszłości. Przecież Bóg „nie pozwolił upaść żadnemu jego słowu na ziemię” (1 Sm 3,19). On bowiem troszczy się o najmniejsze drobiazgi swego dziecka. Wystarczy uświadomić sobie, ile słów w ciągu dnia wypowiadamy, aby zrozumieć, co oznacza fragment z Księgi Samuela o Niebieskim Ojcu, który żadnego słowa nie zapomni. Inaczej mówiąc, otoczy człowieka tak wielką troską, że żaden jego krok nie zostanie zmarnowany. W Bożych oczach wszystko nabiera sensu. On chce nam o tym powiedzieć podczas adoracji. To co było, to co się dzieje tu i teraz, i co będzie w naszej przyszłości, zawsze jest ogarnięte Bożą miłością. Bóg mówi o tym człowiekowi. Czasem przez jakiś fragment Pisma Świętego, czasem nie używa do tego słów, ale samą Obecnością daje znać o swojej ogromnej miłości. Dlatego tak ważne jest, by adoracja Najświętszego Sakramentu odbywała się w ciszy. Czas adoracji nie wymaga stosu modlitewników i naręcza różańców. Takie zwyczajne przebywanie, sam na sam, milczenie, które jest modlitwą, daje prawdziwe odnowienie duszy, wprowadzając serce na drogę duchowej równowagi. Nawet krótkie spotkania z Jezusem na adoracji powodują, że stajemy się oczyszczeni i uzdrowieni z wielu spraw. Możemy jak dzieci usiąść przed Bogiem i powiedzieć najprościej: „Jestem!”

Zakochany Bóg

Przesyłanie pocałunku dawniej oznaczało oddawanie czci bogom i osobom im równym. „Adorujący przykładał rękę do ust i przesyłał pocałunek.” – pisze o. Michał Zioło – polski trapista, żyjący od kilku lat we Francji. Czy nie tak zachowują się zakochani wobec siebie? Czy nie tak Bóg zachowuje się podczas adoracji, wobec człowieka, który ten pocałunek może Mu odwzajemnić? Dobrym przykładem takiego spotkania jest sytuacja, która miała miejsce kilka lat temu w Anglii niedaleko Liverpoolu. W jednym z domów dla osób potrzebujących opieki był pewien zakonnik. W klasztorze odbywał się właśnie remont jego celi i przyjechał tam, by mieć dobre miejsce dla siebie. Jednym z ulubionych elementów jego pobytu był moment, kiedy na wózku zostawał zawożony przed tabernakulum. Cieszył się jak dziecko już na samą myśl o tym. Następnie zaraz po przekroczeniu progu kaplicy, gdy był przed Panem Jezusem, całował obie dłonie i rozkładał je tak szeroko, jakby chciał przywitać i pozdrowić swojego Przyjaciela najserdeczniej jak tylko mógł. Długo wpatrywał się w Niego, ciesząc się z samej Obecności. Aż w końcu opuszczał głowę, zamykał oczy i spokojnie trwał w zatrzymanym dla niego czasie. Jak zakochany, który przychodzi ze swoim życiem do Kogoś bardzo bliskiego. Adoracja może przemienić się w kontemplację. Jakub Maritain (1882-1973) – francuski filozof, autor m.in. książki „Kontemplacja w świecie”, pisał tak: „Jest czymś uskrzydlonym (…) jaśniejszym niż słońce Afryki i świeższym niż woda ze strumienia, lżejszym niż puszek ptaków, niemożliwym do uchwycenia (…) krzyżującym i uszczęśliwiającym (…) a czasem tym bardziej szlachetnym, im mniej zauważalnym”. Przebywanie przed Bogiem może więc być drogą doświadczeń, na której dzieją się cuda. To sytuacja, która przenosi nas w inny wymiar. Chociaż nogami stąpamy mocno po ziemi, jesteśmy przecież w objęciach nieba. A kiedy wydaje się nam, że nie potrafi my właściwie adorować Pana, powtórzmy za jednym bratem zakonnym słowa: „Panie Jezu, nie mogę i nie potrafi ę na Ciebie patrzeć, ale Ty patrz na mnie”. A On spojrzy, opatrzy każdą ranę i ucałuje – jak najwierniejszy Przyjaciel.

artykuł wydrukowano
w dwutygodniku Ordynariatu Polowego
„Nasza Służba”, nr 11/2017

Karolina Kędzia

Szuka Boga. Kocha Tatry i muzykę. Tęskni za samą sobą stworzoną przez Niego. I za wolnością. W mieście uczy się żyć, choć czasem czuję się w nim jak na pustyni. Ma wspaniałych przyjaciół ! W ciszy, duchowości karmelitańskiej, muzyce i ludziach odkrywa jedyny Cel. Kiedyś też wybrała się w podróż autostopową- która zmienia do dziś.