blog Karmel

św. Jan od Krzyża, Horyzont i perspektywa świętych

Grudzień 15, 2020 o. Antoni Rachmajda OCD

Św. Jan od Krzyża, XVI-wieczny hiszpański karmelita bosy, mistyk, poeta, doktor Kościoła, autor dzieł duchowych i poezji; jednych pociągający swą tajemniczością i nimbem poety, innych zrażający swymi wymaganiami, swym „nic”, samą obecnością Krzyża w swym zakonnym imieniu; a dla największej części ktoś (po prostu) niezrozumiały, nie dający się ani łatwo zaszufladkować, ani przeniknąć temu, kto nie zdecyduje się na trud poznawania go[1]. To popularne odczytanie św. Jana od Krzyża, zakłada całkowitą rezygnację z siebie, predykat „od Krzyża” już to podpowiada. Nazywany „doktorem nocy” czy „nic” – gdzie trzeba wyzbyć się wszystkiego („nic” – noc dla człowieka, który z natury jest skierowany na zewnątrz) w drodze do Boga.

Taka jest wersja popularna, sięgnijmy jednak do źródeł – tekstów świętego, oto fragment jego „Słów światła i miłości”, zatytułowany Modlitwa duszy rozmiłowanej, który może nam posłużyć do przybliżenia autentycznej myśli hiszpańskiego mistyka.

Moje są niebiosa i moja jest ziemia; moi są ludzie, sprawiedliwi są moi, i moi są grzesznicy, aniołowie są moi, i Matka Boga, i wszystkie rzeczy są moje, i sam Bóg jest mój i dla mnie, gdyż Chrystus jest mój i dla mnie. Zatem o co jeszcze prosisz i czego szukasz, duszo moja? Twoje jest wszystko, i wszystko jest dla ciebie. Nie poświęcaj się temu co mniejsze, ani nie zatrzymuj się na okruszynach, które spadają ze stołu Pana (Słowa światła i miłości 26, Modlitwa duszy rozmiłowanej).

Już na pierwszy rzut oka dostrzec w nim można coś zupełnie przeciwstawnego do „nic”. Mistyka nie interesuje „nic”, lecz „wszystko”! Wszystko według Jana jest, może być moje. I to bez wyjątku! I Bóg, i Matka Boga, i aniołowie (demony nie!), ale także ludzie – dobrzy („sprawiedliwi”) i niekoniecznie tacy – grzesznicy. I nie tylko świat ducha i osób, ale także „rzeczy/sprawy”. O co w takim razie tu chodzi, czy jest to jakiś chwyt marketingowy świętego; cytat wyrwany z kontekstu? Absolutnie nie! To element janowej prawdy o człowieku. Nie ma u niego podziału na przyjaciół i wrogów, na tych, których się kocha i których się nienawidzi, z którymi się rozmawia i których się ignoruje. Nie chodzi o posiadanie czy wykluczanie kogokolwiek, lecz afirmację… Wszystko moje – oznacza horyzont, który nie zamyka/ogranicza się do tak samo myślących, kochających czy nienawidzących czy będących kimś… Dotyczy on każdego człowieka, dla Boga istniejącego „od wieczności”…

Nie oznacza to jednocześnie nie wiadomo jakiejś super aktywności, zabiegania by wszystkim przedstawić swą propozycję, wszystkich do niej przekonać (ani wtedy, ani dziś…). Jan od Krzyża był kontemplatykiem i miłośnikiem samotności. Miłość do świata i człowieka nosił w wolnym sercu (które jest jedno – jak ludzka wolność ), nie miał złudzeń co do tego, jaki jest świat i człowiek w nim żyjący (dlatego, m.in., chciał wycofać się z uniwersytetu w Salamance na samotność do kartuzji).

Ten brak aktywności nie oznacza jednak totalnej bierności i oddania walkowerem świata złu. Pisząc, modląc się: „sam Bóg jest mój i dla mnie, gdyż Chrystus jest mój i dla mnie”, mistyk wskazuje, że to przez Chrystusa dokonuje się taka przemiana człowieka, taka wolność, w której jest on otwarty na wszystkich i wszystko, i nic z tego mu nie szkodzi i nie zamyka drogi do Boga; o czym mówi Jan we wcześniejszym fragmencie Modlitwy duszy rozmiłowanej :

Panie Boże, mój umiłowany! Jeśli jeszcze pamiętasz o moich grzechach, nie czyniąc tego, o co Cię proszę; uczyń w nich, mój Boże, twoją wolę, co jest tym, czego najbardziej pragnę, i okaż Twoją dobroć i miłosierdzie i będziesz w nich znany.

(…) Kto może się uwolnić ze sposobów i celów przyziemnych, jeśli Ty go nie podniesiesz do Siebie w czystej miłości, Boże mój? Jak się podniesie do Ciebie człowiek zrodzony i wychowany w rzeczach przyziemnych, jeśli Ty go nie podniesiesz, Panie, ręką którą go uczyniłeś

Nie pozbawisz mnie, Boże mój, tego, co mi dałeś w Twoim jedynym Synu, Jezusie Chrystusie, w którym mi dałeś wszystko, czego pragnę…

Gdybyśmy jednak mieli wątpliwości co do aktualności postawy Jana dla nas dziś, jego sposobu na świętość, jego nauki; zastanowiwszy się chwilę dostrzeżemy, że z perspektywy czasu – a życie to długi dystans, a czas Boga i Kościoła jest totalnie odmienny od mijających mód i wynalazków – św. Jan od Krzyża ogarnął tyle osób w świecie: swym nauczaniem, osobą, wstawiennictwem, ile by nigdy nie objął podczas swego życia… Okazuje się w ten sposób jak prawdziwe i prorocze okazały się jego słowa z Modlitwy duszy rozmiłowanej: „moi są ludzie, sprawiedliwi są moi, i moi są grzesznicy”… Na tym polega skuteczność świętych, Kościoła i działanie Boga. Świętość jest jakością, bez niej nie ma prawdziwych owoców.

[1] Jak w dzisiejszej audycji wrocławskiego Radia Rodzina rozkoszny, reprezentujący „tumiwisizm”, młody człowiek prowadzący program, wyznający na antenie: „dziś są imieniny Jana…ale jakiego Jana? Nie wiem… a czy to ważne?”…

o. Antoni Rachmajda OCD

ur. 1961, kapłan, dr duchowości, wieloletni redaktor Zeszytów Karmelitańskich, prowadzący Instytut Duchowości Karmel we Wrocławiu