Czytelnia Dom wróć

Dom ciała


Maj 5, 2018

Stosunek do własnego ciała jest ważny, ponieważ ciało, emocje i rozum są ze sobą na wiele sposobów ściśle powią­zane.

Jak postrzegasz swoje ciało?

– Moje ciało to środek wyrażania sprzeciwu wobec ograniczających ekspresję i kreatywność reguł społecznych – mówi Franc, 20-letni stu­dent, posiadający rozdwojony, jak u jaszczurki, język oraz kolczyki i tatuaże, jak twierdzi: – Wszędzie. I jak mówię „wszędzie”, to znaczy „wszędzie”.

– Moje ciało to wygodny domek dla mej duszy, a swego czasu i dla moich dzieciątek. Czasem mniej, czasem bardziej posprzątany, ale swoj­ski i przytulny – mówi Anna, sympatyczna i pogodna czterdziestoletnia mama trójki dzieci.

– Moje ciało jest jak utwór muzyczny. Istnieje napisana przez kogoś partytura (uwarunkowania genetyczne), są instrumentaliści (poszcze­gólne części ciała), ale jak ten utwór zostanie zinterpretowany – to zależy od dyrygenta (jaźni). I nawet gdy któryś z instrumentalistów niedomaga lub sama partytura miejscami jest nudna, dyrygent może sprawić, że utwór i tak będzie porywający i piękny – mówi Kamil, trzydziestolatek, tłumacz i muzyk.

– Moje ciało to ja. Dbam, by było piękne, bo pokazuje, jaka jestem naprawdę – mówi Wiktoria, młoda, markowo ubrana blond piękność (100/60/90; 175 cm, 55 kg).

Próba metaforycznego określenia stosunku do własnego ciała jest ciekawym doświadczeniem. Postawę wobec swego ciała często trudno nazwać, jednak po głębszym zastanowieniu jesteśmy w stanie ją zwerba­lizować. Adam widzi ciało jako źródło przyjemności – bardzo dba o swój wygląd, zawsze modnie się ubiera, chodzi do kosmetyczki. Lubi wyszu­kane potrawy, często zmienia partnerki. Iwona postrzega ciało jako nie­przyjaciela. Od lat bezskutecznie walczy z potężną nadwagą, często cho­ruje. Marzena woli o ciele nie myśleć. Jako dziecko była ofiarą przemocy seksualnej, obecnie sprawy „cielesne” ogranicza do minimum, nosi praktyczne, ukrywające figurę ubrania. Stosunek do własnego ciała jest ważny, ponieważ ciało, emocje i rozum są ze sobą na wiele sposobów ściśle powiązane.

Jak ciało wpływa na umysł i emocje?

W codziennym życiu rzadko zwracamy uwagę na to, jak ciało wpływa na nasz sposób myślenia czy odczuwania. Owszem, gdy pogoda dopisuje – jesteśmy w dobrym nastroju, a przy gwałtownych skokach ciśnienia atmosferycznego wszczynamy więcej awantur, jednak związek ciało – umysł najbardziej widoczny jest wówczas, gdy w ciele zachodzą poważne zmiany.

Niezwykłym przykładem tego związku jest tzw. zespół sawanta, który może pojawić się u osób z autyzmem lub uszkodzeniem lewej pół­kuli mózgu. Choć mechanizm stojący za powstaniem zespołu sawanta nie został jednoznacznie zidentyfikowany, jest to zjawisko niezwykle interesujące. Polega ono na tym, że osoby o bardzo niskim ilorazie inteli­gencji jedno uzdolnienie są w stanie rozwinąć na poziomie przekraczają­cym możliwości innych ludzi. Sawantem jest na przykład Leslie Lemke: niewidomy, dotknięty porażeniem mózgowym muzyk wirtuoz. Talent ujawnił się, gdy Leslie w wieku 14 lat zagrał bezbłędnie I koncert forte­pianowy b-moll Czajkowskiego, usłyszany kilka godzin wcześniej w radiu. Leslie nigdy nie uczył się grać na fortepianie, lecz fenomenalnie zapa­miętuje ze słuchu tysiące utworów, które następnie potrafi wirtuoze­rsko odtworzyć. Możliwości innych sawantów to m.in. dosłowne zapa­mięty­wanie całości przeczytanych książek czy uzdolnienia plastyczne (sa­wantem był np. nasz Nikifor). Choć zjawisko to jest bardzo rzadkie (sza­cuje się, że na świecie żyje obecnie nie więcej niż 50 sawantów), skłania do refleksji – skoro specyficzne uszkodzenia mózgu mogą pro­wadzić do tak niezwykłych uzdolnień – nad tym, jaki potencjał drzemie w każdym człowieku.

Wpływ ciała na umysł i emocje widać szczególnie wyraźnie w przy­padku chorób psychicznych. Niektóre z nich mają swe korzenie w zabu­rzonej równowadze biochemicznej organizmu, np. depresja endo­genna: jej skutkiem jest nieustający „dołek psychiczny”, który wpływa też na sposób postrzegania świata – wydaje się on szary, przygnębiający, mę­czący. Stosowane przez psychiatrów leki pomagają w odzyskaniu rów­nowagi.

Wpływu zjawisk cielesnych na emocje i ducha szczególnie mocno doświadczają też kobiety ciężarne. Od pierwszych tygodni matkę i dziecko łączy bardzo silna więź emocjonalna. Ma ona podstawy biolo­giczne, związana jest ze zmianami hormonalnymi oraz instynktem ma­cierzyń­skim, dzielonym przez nas ze światem zwierzęcym. Zwolennicy aborcji nie uświadamiają sobie, że tzw. syndrom poaborcyjny nie jest, jak gło­szą, wpływem „represyjnego podejścia społeczeństwa, wzbudzają­cego sztuczne poczucie winy u kobiety, która podjęła świadomą decyzję doty­czącą swego ciała”, lecz naturalnym i nieunik­nio­nym, wywołanym gwałtowną zmianą hormonalną, stanem depresyjnym samicy, której ciąża została nagle przerwana.

To nieliczne przykłady wpływu stanu ciała na całość funkcjonowa­nia człowieka. Najważniejszą jednak rzeczą, z której trzeba zdawać sobie sprawę, jest fakt, że przysłowie „w zdrowym ciele zdrowy duch” to nie pusty slogan, lecz głęboka prawda. Zbyt często zapominamy, że zanie­dbanie zdrowia i dobrej kondycji cielesnej nie tylko powoduje złe samo­poczucie, ale wpływa negatywnie na życie emocjonalne, zdolności umy­słowe i relacje z ludźmi.

Jak umysł wpływa na ciało?

Dość znana jest historia człowieka podróżującego po USA pocią­gami towarowymi. Pewnego razu w nocy wskoczył do wagonu, a drzwi zatrzasnęły się za nim. Zapalił zapałkę i z przerażeniem stwierdził, że znajduje się w chłodni. Rano znaleziono go nieżywego, z objawami za­marznięcia. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że zda­zda­rzyło się to ciepłą, letnią nocą, a chłodzenie w wagonie było wyłączone. Ta historia pokazuje, jak bardzo sposób myślenia o świecie może wpły­nąć na to, co dzieje się z ciałem. Jeżeli szaman voodoo powie zdrowemu mężczyźnie (który uważa go za niepodważalny autorytet), że w ciągu tygodnia umrze, to mężczyzna umiera. Zasada ta ma też swoje pozy­tywne strony – znam osobiście człowieka, który chorował na raka i choć lekarze dawali mu miesiąc, najwyżej dwa miesiące życia, tak głęboko wierzył w ozdrowienie, że nadal (po półtora roku) żyje i pracuje zawo­dowo.

Lekarze zajmujący się problemami z płodnością podkreślają, że w przypadku wielu kobiet zmagających się z taką przypadłością nie stwier­dzają fizycznych problemów, które uniemożliwiałyby zajście w ciążę. Rozmowy z niepłodną parą wskazują za to na brak psychicznego ze­zwolenia na dziecko czy ujawniają niechęć do partnera, obawę przed odpowiedzialnością itp. W takich przypadkach pozytywne rezultaty przynosi nie tyle terapia farmakologiczna, co psychoterapia.

Typowym przykładem wpływu sposobu myślenia o świecie na stan ciała są choroby psychosomatyczne związane ze stresem. Reakcja stre­sowa – napięcie psychiczne, napięcie mięśni, przyspieszone bicie serca, podniesione ciśnienie – występuje zawsze, gdy dzieje się nam coś złego, niezależnie od tego, czy jest to zagrożenie fizyczne, czy psychiczne. Tzn. reakcja stresowa pojawia się zarówno wtedy, gdy o mały włos uniknęli­śmy wypadku samochodowego (zagrożenie fizyczne), jak i wtedy, gdy ktoś na nas krzyczy (zagrożenie psychiczne). Problemem współczesnego człowieka są przede wszystkim zagrożenia psychiczne – a te nie pozwa­lają na rozładowanie napięcia. Jeśli ściga mnie zły pies, napięcie na­tychmiast się rozładowuje – uciekam ile sił w nogach. Gdy szef mnie zruga w pracy – fizyczne napięcie pozostanie, ponieważ, nie chcąc stra­cić pracy, zachowam się spokojnie. Ludzie są więc bardzo często spięci, bo spotyka ich wiele stresów. Skutkami są ból głowy, mięśni i stawów, gorączka, zmęczenie, utrata apetytu oraz ogólne złe samopoczucie. Jeżeli stres się kumuluje i nie zostaje w żaden sposób rozładowany – pojawiają się problemy zdrowotne. Choć typowe choroby psychosomatyczne to wrzody żołądka, generalnie działa zasada: „najpierw wysiada organ naj­słabszy” – może więc to być na przykład serce.

Bardzo ważna jest zatem tzw. higiena myślenia. Osoby pogodne, akceptujące swoje życie, otoczone przyjaciółmi, z którymi mogą poroz­mawiać na każdy temat, są zdrowsze i żyją dłużej. Zachęcam tu do zapo­znania się z osobą i twórczością Wiktora Frankla – ojca proaktywno­ści. Wypracował on własny sposób postrzegania rzeczywistości – dzięki niemu nie tylko zachował poczucie własnej godności w obozie koncen­tracyjnym, lecz był wsparciem dla współwięźniów (lektura warta polece­nia szczególnie osobom, które uważają swoje życie za tragiczne).

Jak emocje wpływają na ciało?

Już dawno zauważono, że dzieci bardzo silnie przeżywają nega­tywne emocje i nie potrafią sobie z nimi poradzić. Jako dorośli wypra­cowujemy strategie radzenia sobie z emocjami, dla dzieci jest to jednak potężne wyzwanie. Maluchy dopiero uczą się tej umiejętności. Według jednej z koncepcji psychologicznych, ekstremalnie silne przeżycia nega­tywne (tzw. traumy) doświadczone we wczesnym wieku (między poczęciem a 5. rokiem życia) zostają „zwią­zane” w postaci bloków mięśniowych. Można łatwo za­uważyć, że niektóre osoby zawsze mają spięty kark, inne mają szczękościsk, problemy z kończynami, jeszcze inne są całkiem usztywnione. Teorię tę potwierdza fakt, że przy okazji rozruszania czy rozmasowania spiętych „od zawsze” partii mięśni zdarza się, że dana osoba wybucha płaczem lub zaczyna przeżywać silne emocje. Emocje są więc niejako uwięzione w ciele. Psychoterapia polega wtedy na dotarciu do negatywnych przeżyć i świadomym przepracowaniu ich. Rezultatem jest rozluźnienie widoczne także w ciele.

Bardzo silne negatywne przeżycia emocjonalne, zwłaszcza kazi­rodztwo, gwałt i przemoc doświadczone w dzieciństwie, niezwykle mocno wpływają na ludzkie ciało. Na przykład ofiary przemocy seksual­nej często popadają w bulimię czy anoreksję (najczęściej na zmianę – niepohamowane jedzenie prowadzące do otyłości, a po nim niejedzenie w ogóle – ciało zamienia się w szkielet obciągnięty skórą). Niektóre osoby próbują poradzić sobie z traumatycznymi przeżyciami przez tzw. mody­fikacje ciała. Najwięcej wiemy o tatuażach czy kolczykowaniu, jednak „modyfikacje” to m.in. rozcinanie języka na dwoje, by przypomi­nał ję­zyk jaszczurki, wszywanie w skórę głowy szpikulców, by tworzyły „iro­keza”, „cutting” – nacięcia na skórze powodujące powstawanie „ozdob­nych” blizn, „branding” – wypalanie znamion na ciele, skaryfika­cja – tatuaż bliznowy, „kieszonkowanie” – wbijanie w ciało metalowych kla­mer, implanty – wszczepianie pod skórę elementów ze stali chirur­gicznej lub teflonu. Zazwyczaj osoby poddające się tego typu zabiegom traktują je (najczęściej podświadomie) jako „katharsis przez ból” – odzy­skanie kontroli nad swym (np. zgwałconym) ciałem lub sposób ukarania się za wzbudzenie pożądania. Niemniej jednak tego typu samookalecze­nia mogą też wynikać z innych pobudek. Takim zabiegom chętnie pod­dają się osoby o upodobaniach seksualnych sado-masochistycznych, ale także młodzież buntująca się przeciw społeczeństwu i poszukująca du­chowej tożsamości. Tacy młodzi ludzie uważają się za członków tzw. ruchu neo­prymitywistycznego, który w technikach modyfikacji ciała „szuka po­czucia wspólnoty i przynależności charakterystycznej dla kul­tur ple­miennych” (cytat z deklaracji neoprymitywistycznej). Usunięcie skutków „modyfikacji” wymaga żmudnych zabiegów chirurgicznych, często jed­nak rezultatem jest trwałe okaleczenie. Ludzie poddający się modyfika­cjom są tego świadomi, choć często starają się nie myśleć o przyszłości. Dlatego w wielu przypadkach mamy jednak do czynienia z rozpaczli­wym, acz podświadomym wołaniem o pomoc psychologiczną. Przypo­minam jednak, że mówię tu o poważnych modyfikacjach ciała, a nie o wytatuowanym na pupie sercu czy kolczyku w pępku – ich przy­czyną jest moda, a nie problemy emocjonalne czy duchowe.

Bogna Białecka

żona, matka czwórki dzieci, psycholog, trener komunikacji interpersonalnej i umiejętności społecznych prezes Fundacji Edukacji Zdrowotnej i Psychoterapii. Autorka szeregu książek psychologicznych, głównie o tematyce wychowawczej.