Czytelnia Dom wróć

Doświadczenie świętowania


11 listopada, 2018

Można spotkać się z określeniem, iż świętowanie to odpoczynek od pracy, ale odpoczynek od pracy sam przez się także nie ma charakteru świątecznego. Wakacje czy urlop nie stają się świętem z tego powodu, że są odpoczynkiem od pracy.

Nie trzeba prowadzić specjalnych badań antropologicznych, aby być przekonanym, że nie ma kultury bez świętowania, oraz że świętować może tylko człowiek. Mimo iż badania odsłaniają coraz liczniejsze podobieństwa pomiędzy zachowaniem zwierząt i ludzi, niemniej jednak nie spotkałam opisu świętowania wśród zwierząt. Co najwyżej można by się spodziewać obecności jednej z cech świętowania, nie zaś świętowania pełnego. Świętowanie pełne nie zawsze też jest doświadczane przez nas. Często mamy do czynienia jedynie z jego okruchami i nie zdając sobie sprawy z tego, że są to jedynie okruchy, nazywamy je świętowaniem.

Pani z Caritasu opowiadała mi, iż pytała dziesięcioletniego chłopca, czemu nie było go na niedzielnej mszy św. Chłopiec odpowiedział jej, że nie mógł przyjść do kościoła, bo świętowali. Kumple przyszli do taty i piliśmy – dodał. I drugi przykład wzięty z życia: w wakacyjnych wędrówkach natknęłam się na święto zalewajki (zalewajka to zupa wpisana na listę przedmiotów regionalnych województwa świętokrzyskiego) obchodzone 15 sierpnia. Nie jest moim celem oburzanie się na to, iż dziesięcioletni chłopiec świętował poprzez picie z dorosłymi, ani że zalewajka stała się przedmiotem świętowania. Chcę zrozumieć mechanizmy psychospołeczne, które pozwalają na nazwanie picia świętowaniem i na czczenie zalewajki.

Doświadczenie świętowania, choć obecne od zawsze, nie jest łatwe do pełnej charakterystyki. Mamy w literaturze liczne opisy świętowania, trudno jednak połączyć je w spójną całość. Są prowadzone z rożnych perspektyw światopoglądowych. Franz Brentano, na którego wykłady chodził m. in. Zygmunt Freud i Edmund Husserl, szukał odpowiedzi na pytanie, co odróżnia fenomeny psychiczne od fizycznych. Wymieniał wiele właściwości. Najważniejszą uczynił intencjonalność. Akty psychiczne są intencjonalne, czyli skierowane na coś. Myślę o czymś, chcę, pragnę, potrzebuję czegoś i czegoś się obawiam. Znaczy to, iż nie mogę myśleć o niczym (choć czasem tak mówimy), nie mogę chcieć, potrzebować, pragnąć niczego (choć czasem tak mówimy). Ale gdy tak mówimy, to znaczy, że nie myślimy, nie pragniemy, nie potrzebujemy, nie chcemy itd. „Każdy fenomen psychiczny – pisał Brentano – charakteryzuje się tym, co średniowieczni scholastycy nazywali intencjonalną (lub też mentalną) inegzystencją pewnego przedmiotu, a co my – jakkolwiek nie całkiem jednoznacznie – nazwalibyśmy odniesieniem do pewnej treści, skierowaniem na pewien obiekt (przez który nie należy rozumieć czegoś realnego) lub immanentną przedmiotowością. Każde zjawisko psychiczne zawiera coś jako obiekt, chociaż nie każde w ten sam sposób. W przedstawieniu coś jest przedstawiane, w sądzie uznawane lub odrzucane, w miłości kochane, w nienawiści nienawidzone, w pożądaniu pożądane itd. Ta intencjonalna inegzystencja jest właściwa tylko fenomenom psychicznym. Żaden fenomen fizyczny nie wykazuje czegoś podobnego”. (Franz Brentano, Psychologia z empirycznego punktu widzenia, PWN, Warszawa 1996, s. 126).

Doświadczenie świętowania jest doświadczeniem intencjonalnym. Trudno byłoby powiedzieć, kto po raz pierwszy je ustalił i od kiedy jest obecne w kulturze. Możemy jedynie powiedzieć, że świadectwa obecności świętowania, a także jego formy, spotykamy w najstarszych księgach kultury europejskiej. W Biblii, w Księdze Izajasza czytamy: „(…) żeby w dzień mój święty spraw swych nie załatwiać (…), tak by nie przeprowadzać swej woli, ani nie omawiać spraw swoich” (Iz, 58,13), ale z Ewangelii św. Marka dowiadujemy się, iż to szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu (Mk 2,25-27). Izajasz mówi nam o tym, że świętowanie to czas, w którym swoje sprawy, swoją wolę, czyli naszą codzienność, trzeba wziąć w nawias i wznieść się ponad nią. Chrystus według św. Marka dodaje jednak, że człowiek, dystansując się do swojej codzienności, nie przestaje być człowiekiem. Czytamy: „Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie, i poczuł głód, on, i jego towarzysze? (…) jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom” (Mk 2,25-27). Zostały w ten sposób ustalone w kulturze jakby dwa bieguny struktury doświadczenia świętowania. Bieguny te trudno utrzymać we wzajemnej relacji. Często się autonomizują i przechodzą w rozpasanie z jednej strony lub w fanatyczny ascetyzm z drugiej. Zatem od kiedy istnieje człowiek, od tedy istnieje świętowanie. Bachtin, który wiele miejsca poświęcił analizie świąt jako formie kultury, nie miał wątpliwości że: „Każde święto jest niezmiernie ważną pierwotną formą ludzkiej kultury” (M. Bachtin, Dialog, język, kultura, PWN, Warszawa 1983, s. 147).

Intencjonalność, wspólnota oraz partycypacja

Ze świętowaniem połączone są dwie inne formy aktywności ludzkiej: zabawa i karnawał. Posiadają pewne właściwości wspólne. Można je potraktować jako słabe formy świętowania. „Słabe formy” to określenie, które jednak nie oddaje w pełni różnic i podobieństwa pomiędzy fenomenami święta, zabawy i karnawału. Świętowanie jest pojęciem szerszym niż pozostałe dwa, ponieważ „wsysa” je jako własne elementy, dlatego zabawa i karnawał są elementami obecnymi w doświadczeniu świętowania. Świętowanie nadaje im sens i powagę. One nadają doświadczeniu świętowania wielorakość i pełnię.

Trzy są właściwości doświadczenia świętowania: intencjonalność, wspólnota oraz partycypacja. Wszystkie trzy są także obecne w zabawie i karnawale, choć doświadczane są inaczej. Są ze sobą związane i w doświadczeniu nieoddzielalne. Oddzielam je dla celów analizy. Intencjonalność, jak powiedziałam wyżej, jest ukierunkowana na określony przedmiot. W doświadczeniu świętowania tym przedmiotem musi być coś, co wykracza poza nasze doświadczenia codzienne. Samo jednak wykraczanie poza doświadczenie codzienne jest puste. Może być warunkiem sine qua non święta, ale nie jest jego warunkiem wystarczającym.

Można spotkać się z określeniem, iż świętowanie to odpoczynek od pracy, ale odpoczynek od pracy sam przez się także nie ma charakteru świątecznego. Wakacje czy urlop nie stają się świętem z tego powodu, że są odpoczynkiem od pracy. Święto jest związane ze światopoglądem, jest jego ekspresją, choć świętujący nie zawsze muszą być w pełni tego świadomi. Podkreśla to Bachtin, gdy pisze iż dla święta: „(…) niezbędny jest element z innej sfery istnienia, sfery duchowo – ideologicznej. Potrzebna jest tutaj nie sankcja świata materialnych środków i niezbędnych warunków, ale sankcja wyższych celów ludzkiego istnienia, to znaczy – świata ideałów. Bez tego pojęcia święto nie istnieje i w ogóle istnieć nie może” (Dialog, język, kultura, s.147).

Zatem przedmiotem intencjonalnym świętowania musi być świat ideałów. Ten świat ideałów łączy, ale i rożni nas. Rożni nas czas świętowania, ale łączy nas fakt świętowania. Obchodzimy święta państwowe, religijne i ludowe. Gadamer zwraca uwagę na czasownik „obchodzimy”. „Obchodzimy” oznacza, że nie my rozporządzamy czasem, ale święta decydują o tym, kiedy je obchodzimy. Obchodzimy Wigilię w grudniu, a nie w maju. Choć mamy wiele wigilii przed rożnymi wydarzeniami, to świętujemy właśnie tę grudniową, przed Bożym Narodzeniem. Nie możemy jej przenieść na inny termin, obchodzimy ją w czasie wyznaczonym przez samo święto. „Obchodzenie jest najwyraźniej słowem – pisze Gadamer – które zdecydowanie znosi wyobrażenie celu, do którego człowiek zdąża. Obchodzenie nie na tym polega, że najpierw trzeba iść, aby następnie dokądś dojść. Kiedy obchodzimy święto, jest ono cały czas nieprzerwanie tu oto …i nie rozpada się na szereg separowanych momentów” (H. G. Gadamer, Aktualność piękna, Oficyna Naukowa, Warszawa 1993, s. 55). Mogą oczywiście być, i zwykle są, oddzielne momenty organizacyjne, programy, ale one służą jednemu – całości świątecznej, obchodzeniu świąt. Zagadnienie struktury czasu świątecznego to odrębny i trudny temat. Gadamer dodaje jeszcze, iż z naturą święta łączy się rodzaj powracania, powtarzania i sugeruje, iż porządek czasowy powstaje dzięki powracaniu świąt. „Rok Kościelny, Rok Duchowy, ale również te formy, którymi się posługujemy choćby w naszej abstrakcyjnej rachubie czasu, nie mówiąc po prostu, o który miesiąc czy dzień chodzi, ale właśnie o Bożym Narodzeniu czy Wielkiej Nocy i wszelkich innych świętach, wszystko to reprezentuje prymat tego, co przychodzi w swoim czasie, co ma swój czas i nie podlega abstrakcyjnemu wyliczaniu lub wypełnianiu czasu” (Aktualność piękna, s. 55). Czas instrumentalny zostaje zawieszony. Gadamer – podobnie – podkreśla, iż czynność świętowania jest czynnością intencjonalną. Przedmiotem intencji nie czyni jednak – jak to robi Bachtin – świata ideałów, ale podkreśla rolę intuicji w odkrywaniu tego czegoś, na co nakierowana jest intencja. „Świętujemy – pisze – zbierając się w oczekiwaniu na coś. Tym, co wszystkich jednoczy, i co nie pozwala rozproszyć się w indywidualnych rozmowach i jednostkowych przeżyciach, nie jest po prostu bycie razem, ale intuicja” (Aktualność piękna, s. 55).

Bycie razem, wspólnota

Intuicja nie jest kategorią jednoznaczną. Jej rola w poznawaniu czy odsłanianiu prawdy lub ideałów jest dyskutowana. Czy pracuje samodzielnie? Czy współpracuje z innymi władzami poznawczymi człowieka? Czy dane intuicyjne mogą być błędne, mimo iż towarzyszy im poczucie pewności? Wreszcie, czy wymagają uzasadnienia, czy też same stanowią argument ostateczny? Takie pytania zadają sobie C. G. Jung, E. Husserl i H. Bergson – autorzy, dla których intuicja odgrywa ważną rolę w procesie poznawania prawdy. Gadamer jednakże przypisuje intuicji inną rolę niż poznawczą. Przypisuje jej rolę wspólnototwórczą. Jest „tym, co wszystkich jednoczy i nie pozwala rozproszyć się w indywidualnych rozmowach i jednostkowych przeżyciach”. Jak można tę myśl rozumieć? Być może tak, iż intuicja mówi mi coś, intuicyjnie czuję, że dzieje się coś ważnego, co przekracza jednostkowość, co każe jej na chwilę zamilknąć i skupić się, i wsłuchać się w to coś. Kiedy w Warszawie 1 sierpnia o godzinie 17. rozlega się dźwięk syren, ludzie zatrzymują się i milkną. Przez minutę są razem. Trudno nawet powiedzieć, czy wszyscy dokładnie wiedzą, co upamiętniają, komu oddają szacunek. Zatrzymują się bowiem i dzieci, i turyści, którzy nie zawsze znają dzieje i los Warszawy. Ale intuicja podpowiada, że dzieje się coś ważnego i trzeba zamilknąć. Nie wszystkim. Wielu nie milknie.

Bycie razem, wspólnota to nie to samo co tłum czy masa ludzi. Wszyscy to wiemy, ale czasem jakby o tym zapominamy. Na święcie zalewajki było dużo ludzi. Organizatorzy ogłosili sukces. I faktycznie było przyjemnie. Rozdawano zalewajkę, można było kupić kawałek ciasta upieczonego przez rożne koła gospodyń wiejskich, obejrzeć stroje ludowe. Nie wydaje się jednak, aby była tam wspólnota. Był rynek handlowy. Nikt nie zamilkł, nikt nie miał poczucia, że dzieje się coś ważnego. Nie było też współuczestniczenia. Trudno bowiem tak naprawdę oddawać cześć zalewajce. Nie było to zatem święto w ścisłym sensie tego słowa. Ot, mówimy, „święto” na rozrywkę, bo brzmi ładniej. Rozrywka, zabawa, karnawał są elementami świętowania lub przygotowaniem do świętowania. Gdy jednak się autonomizują, odrywają od świata ideałów i wartości, mogą być odpoczynkiem i rozrywką, ale nie są świętem. Podobnie nie było świętowaniem wspólne picie. Była tam co prawda wspólnota, może nawet w większym stopniu niż na święcie zalewajki, była to jednak wspólnota pusta. Wspólnota nihilistyczna. Wspólne picie nie było świętowaniem, było jego okruchem, było „żużlem” świętowania. W obu wydarzeniach mieliśmy do czynienia z intencjonalnością, ale przedmiot, na który była skierowana intencja, nie umożliwiał doświadczenia świętowania. W przekonaniu Gadamera święto jest zawsze świętem dla wszystkich. „Jeżeli jest coś takiego, co wiąże się z każdym doświadczeniem święta – pisze Gadamer – to czymś takim jest to, że nie pozwala ono na jakiekolwiek izolowanie jednego człowieka od drugiego. Święto jest wspólnotą i przedstawieniem samej wspólnoty w jej pełnej formie” (Aktualność piękna, s. 53). Dodaje jednak, że już świętować tak nie potrafimy. Świętowanie jest sztuką.

Uczestniczenie (partycypacja, methexis)

Niemniej jednak istnieje potrzeba świętowania. Ciągle jeszcze zbieramy się wokół czegoś. Nie można świętować w samotności. Na przykład dożynki. Być może nie jest to pełna forma prezentowania wspólnoty, można wszak nazwać ją świętowaniem. Stanowią wspólnotowy wyraz wdzięczności za plony. Gesty wdzięczności – przemowy, przepiękne wieńce – łączone są z gestami ofiarowania i dzielenia się chlebem i solą. Druga część świętowania to jakaś forma zabawy – ekspresja radości ze świętowania, czyli ze współuczestniczenia, świętowanie bowiem to uroczystość radosna. Nie każda uroczystość jest świętowaniem, choć każde świętowanie jest uroczystością. Uroczystego pogrzebu chyba nie nazwiemy świętowaniem, mimo iż są tam przemowy, wieńce, a potem nawet stypa. Bywa nawet współuczestniczenie i wspólnota emocjonalna, żal, smutek z odejścia kogoś bliskiego. Można spotkać się z przekonaniem, że ludzie wierzący powinni cieszyć się ze śmierci, bo nie jest ona końcem, a jedynie przejściem na drugą stronę życia – na stronę życia niebiańskiego. Gdyby to przekonanie i towarzyszące mu pozytywne emocje nadziei nie były zagłuszane przez uczucia smutku i pustki, nie byłoby dysonansu poznawczego, i wtedy, być może, można by mówić o świętowaniu.

Uczestniczenie (partycypacja, methexis) jest, podobnie jak intuicja, kategorią obciążoną filozoficzną refleksją od czasów Platona. Przeciwstawia się ją kategorii odwzorowania, (naśladownictwa, mimesis). Świętując, uczestniczymy. Mamy więc do czynienia z kategorią methexis, a nie z mimesis. W czym i jak uczestniczymy, świętując? Na pewno w czymś, co przekracza naszą jednostkowość, co zawiesza naszą codzienność. Władysław Stróżewski rozróżnia dwa znaczenia słowa „uczestniczenie”. „Uczestniczyć – pisze – to być częścią czegoś i być częściowo czymś.” (W. Stróżewski, Wokół piękna, Universitas, Kraków 2002, s. 73). Dla charakterystyki świętowania bardziej odpowiednie jest rozumienie drugie, czyli „uczestniczyć” to tyle, co „być częściowo czymś”. Jeżeli uczestniczymy w uroczystości, to sami stajemy się częściowo uroczyści; jeżeli uczestniczymy w podziękowaniach, to sami stajemy się częściowo wdzięczni itd. Uczestniczenie w świecie ideałów nas uwzniośla. Zdobywamy dzięki partycypacji pewną własność, którą posiada partycypowany. „Byt udzielający – pisze Stróżewski za św. Tomaszem – musi mieć to, czego brakuje partycypującemu. Pod tym więc względem przewyższa go, choć w innym aspekcie może on nie mieć tego, co posiada tamten. Relacja partycypacji zakłada więc w każdym wypadku pewną asymetrię, nakazującą sprowadzić partycypację poziomą do pionowej” (Wokół piękna, s. 75). Stróżewski podkreśla jednakże, że możemy mówić o partycypacji poziomej, czyli wzajemnej, w relacjach interpersonalnych. W przypadku świętowania jednakże mamy do czynienia z partycypacją pionową. Bez świata ideałów – powtórzmy za Bachtinem – żadne święto istnieć nie może. Ideały jednakże są rożne. Należy do nich również bliski Bachtinowi ideał równości między ludźmi, realizowany w czasie karnawałów. W przekonaniu Bachtina, w społeczeństwie zhierarchizowanym, świat ideałów mógł urzeczywistniać się jedynie w karnawale. „Tutaj na karnawałowym placu – pisał – rządziła szczególna forma swobodnego, familiarnego kontaktu między ludźmi, których w zwykłym, to znaczy poza karnawałowym życiu, dzieliły nieprzekraczalne bariery sytuacji stanowej, majątkowej, rodzinnej, bariery wieku i funkcji społecznych (…). Na pewien czas znikała alienacja. Człowiek powracał do samego siebie i czuł, że jest człowiekiem wśród ludzi (…). W tym jedynym w swoim rodzaju karnawałowym światopoglądzie stapiało się na moment w jedność to, co idealno-utopijne z tym, co realne” (Dialog, język, kultura, s. 149).

Inny jest ideał ładu i porządku realizowany przez zabawę. Huizinga charakteryzuje zabawę podobnie do charakterystyki, jakie Gadamer i Bachtin dają świętu. Podkreśla, iż zabawa – podobnie jak święto – rożni się od zwyczajnego życia miejscem i okresem trwania. Łączy precyzyjną określoność z prawdziwą swobodą i radosnym nastrojem, a także tym, że zabawa jest bezinteresowna. „Bezinteresowna” to znaczy, że znajduje się poza bezpośrednim zaspakajaniem potrzeb i pożądań. Nie oznacza natomiast, że jest bezcelowa. „Rozgrywa się w obrębie określonych granic czasu i przestrzeni. Zawiera sama w sobie swój przebieg i sens” (J. Huizinga, „Homo ludens” zabawa jako źródło kultury, Czytelnik, Warszawa 1985, s. 23). Zabawa rożni się od życia, ale jednocześnie jest jego częścią. Uzupełnia życie i upiększa je. Jest niezbędna dla pojedynczego człowieka i dla społeczeństwa. Zaspokaja ideały wyrazu i współżycia. Przynależy przecież w swoich wyższych formach, w których coś oznacza, czy też coś święci do sfery uroczystości i kultu – do sfery świętej. Huizinga podkreśla jeszcze jedną właściwość zabawy – swoisty i bezwarunkowy porządek. „Wnosi w niedoskonały świat i zawiłość życia ograniczoną w czasie doskonałość” („Homo ludens” zabawa jako źródło kultury, s. 23). Zabawa – inaczej niż święto – tworzy poczucie inności, odrębności. Separuje od norm obowiązujących powszechnie. Jednocześnie stwarza łączność pomiędzy grającymi. Łączy się z tym tajemniczość, niezwykłość, zamaskowanie. W zabawie przebieramy się za istotę inną, niż sami jesteśmy. Co więcej, stajemy się tą, za którą się przebieramy. W zabawie mamy do czynienia z partycypacją, z methexis, z uczestniczeniem, a nie z mimesis. Zabawa jest – jak pisze Huizinga – walką o coś lub przedstawieniem czegoś. Dziecko „naśladuje coś innego. Przedstawia coś piękniejszego, wznioślejszego lub też niebezpieczniejszego od tego, czym zazwyczaj jest. Przekształca się w księcia albo ojca, albo wiedźmę albo tygrysa” („Homo ludens” zabawa jako źródło kultury, s. 29). Zabawa, w przekonaniu Huizingi, była pierwotna. Kult nakłada się na zabawę. Ale zabawa jest – jak pisze – „tylko na niby”. Mimo to nie należy kojarzyć zabawy z brakiem powagi. Huizinga nawet używa określenia „święta powaga w zabawie”. Dlatego nazywa czynności sakralne zabawą, powołując się na Platona (por. Platon, Prawa VII 794 B). Nastrój zabawy ma jednak dwa bieguny – rozpasanie i zachwycenie. Święta oficjalne – niezależnie od tego, czy są to święta państwowe, religijne czy ludowe – utwierdzają stabilność istniejącego porządku społecznego. Są poważne, nie ma w nich miejsca na śmiech, na zabawę. Odcięcie świętowania od zabawy, od śmiechu – to przecięcie człowieka na poł, to wypaczenie natury świętowania. Człowiek bowiem to nie tylko duch, ale i ciało. Świętowanie obejmuje całego człowieka. Uwzniośla, ale nastrojem skrajnym jest rozpasanie: „Posiłki, uczty i wszelkiego rodzaju rozpasanie towarzyszą uroczystości przez cały czas jej trwania” („Homo ludens” zabawa jako źródło kultury, s. 39).

Pozostaje otwartym pytanie, dlaczego nie potrafimy, czy nie chcemy, świętować? Dlaczego bywa tak, że wyjeżdżamy na święta? Czy doświadczenie świętowania jest nam niedostępne? Czy nie możemy zaakceptować form świętowania i już nie możemy zrozumieć i przeżywać rytuałów świąt? Czy mamy rożne światy ideałów, czy też zagubiliśmy ideały i zatopiliśmy się w codziennej empirii? Wszak i słabe formy świętowania, czyli zabawa i karnawał, gdzieś zniknęły. Jeszcze tylko dzieci potrafią się bawić. U nas, dorosłych, pozostały tylko szczątki. Okruchy zabawy, okruchy karnawału. Okruchy świętowania.

Zofia Rosińska-Zielińska

(ur. w 1940) – polska filozof, profesor nauk humanistycznych. Zajmuje się problemami z pogranicza psychologii i filozofii oraz historii psychologii.