Czytelnia Karmel wróć

Droga dziecięctwa duchowego. Cz. 2


31 stycznia, 2024

Fundamentem „małej drogi” Teresy jest postawa małego dziecka, które całkowicie ufa Bogu, swojemu Ojcu, co nie jest niczym innym, jak postawą synowską Jezusa Chrystusa względem Ojca.

Mała droga w odniesieniu do Boga.

W swoim drugim rękopisie Teresa notuje: „Jestem tylko małym, słabym i niemocnym dzieckiem, ale to właśnie moja maleńkość i niedoskonałość dają mi śmiałość, aby jako dziecko wydać się Twojej Miłości Miłosiernej, o Jezu”.

W Starym Testamencie ofiary absolutnie oczyszczone były miłe potężnemu i sprawiedliwemu Bogu. Wierni składali w świątyni ofiary ze zwierząt, ale kapłani i prorocy podkreślali, że nie wolno Bogu ofiarowywać zwierząt chorych i z brakami. Potrzebne były tylko ofiary doskonałe, aby zaspokoić i zadowolić sprawiedliwość Bożą.

Teresa mówi: „Po prawie lęku nastąpiło prawo Miłości”. Nie całkiem jest to prawdą, ponieważ już w Starym Testamencie mamy cały szereg tekstów mówiących o łagodności, czułości i dobroci Boga. Teresa jednak ich nie znała, z katechizmu dowiadywała się o Bogu, który rządził prawem strachu, i to właśnie powtarza: „W Nowym Testamencie ja, która jestem niedoskonała i słaba, mogę razem z Jezusem Chrystusem ofiarować się Bogu, ale tylko z Jezusem, Który jest ofiarą doskonałą”.

W Nowym Testamencie można zupełnie swobodnie ofiarować się Bogu, pozostając słabym i niedoskonałym, a nie kimś z elity. Można by wręcz dodać, że mocne i wielkie dusze, które złożyły się w ofierze sprawiedliwości Bożej, w jakimś sensie wróciły do Starego Testamentu. Właściwością miłości jest zniżać się coraz bardziej, aż do nicości, do tego małego „nic”, jakim ja jestem, aby to „nic” przekształcić ogniem Bożej Miłości. „Właśnie taka jest Miłość” – stwierdza Teresa.

Z jednej strony Miłość, która się zniża i z drugiej strony nicość – „nic”, jakim jest Teresa, i Ta Miłość zniża się po to, aby to „nic” zapalić ogniem, który nie jest żadnym innym ogniem, jak tylko Ogniem Miłości. „Przyszedłem przynieść ogień na ziemię i pragnę, aby on już zapłonął” – czytamy w Ewangelii. Celem św. Jana od Krzyża nie było nic innego, jak stać się „żywym płomieniem miłości”.

Wydawszy się na ofiarę Miłości Miłosiernej, Teresa stwierdza, że doświadczyła bardzo licznych i mocnych łask, które zupełnie ją odnowiły. Redaguje akt ofiarowania się i 11 czerwca wraz ze swoją siostrą Celiną, przed figurą Najświętszej Panny od Uśmiechu, wypowiada go w imieniu swoim i siostry. Nie znajduje zrozumienia u swoich współsióstr, które, słysząc słowo „ofiara”, kojarzą je z cierpieniami i odmawiają, kiedy Teresa proponuje im wydanie się Miłości Miłosiernej. Ofiarować się Miłości Miłosiernej to nie wydawać się na cierpienie, ale ulżyć samemu Bogu, aby cała Jego Miłość, jaką ma do człowieka, mogła być wylana na świat.

Teresa podkreśla, że wszyscy ludzie (również zakonnicy i kapłani) za mało uwagi poświęcają Miłości Miłosiernej, a zajmują się raczej Sprawiedliwością Boga. Ma to wielkie znaczenie dla życia duchowego, ponieważ Teresa na nowo odkrywa Boga jako Ojca, jako Miłość Absolutną, bez żadnych podejrzeń względem Niego. Sądzi, że głównym powodem grzechu pierworodnego jest podejrzliwość względem Boga: Bóg jest dobry, ale… W Księdze Rodzaju szatan mówi do Adama i Ewy, że Bóg, owszem, jest dobry, ale zabrania tego i tamtego czynić – wsącza tym samym w serca pierwszych ludzi pewną podejrzliwość względem Boga.

Teresa mówi o absolutnym zaufaniu, jakie ma dziecko względem swojego Boga, który jest Ojcem, który jest Miłością. Jest to istotne dla naszej epoki, gdyż nasz wiek chciał zabić Boga jako Ojca. Zostaliśmy wychowani przez mistrzów i nauczycieli podejrzliwości: Marksa, Freuda, Nietzschego, Sartre’a. Bóg Ojciec jest Bogiem, który oblega i miażdży człowieka – i dlatego jedyną sensowną reakcją jest bunt.

Teresa stwierdza, że Bóg jako Ojciec jest przede wszystkim Ojcem Jezusa Chrystusa, będąc jednocześnie Bogiem Absolutnej Miłości Miłosiernej. To pozwala nie mieć żadnych podejrzeń względem Niego. Ten prawdziwy obraz Boga pochodzi z kontemplacji Jezusa Chrystusa, który jest doskonałym obrazem Ojca („Kto widzi mnie, widzi Ojca”). Teresa nie ma żadnych podejrzeń względem Boga, ponieważ w Ewangelii spotyka takiego Jezusa Chrystusa, który przebacza ludziom, stawia ich na nogi.

Fundamentem „małej drogi” Teresy jest postawa małego dziecka, które całkowicie ufa Bogu, swojemu Ojcu, co nie jest niczym innym, jak postawą synowską Jezusa Chrystusa względem Ojca. Jezus w momencie swej męki, w czasie modlitwy oddaje się w geście zaufania Bogu, swojemu Ojcu, który jest Absolutną Miłością.

Charakterystycznym słowem, jakim Jezus zwraca się do Ojca, jest „Abba” – aramejskie zawołanie, jakim małe dziecko zwraca się do swojego ojca, „tatusiu”. Wiadomo, że nikt z Żydów nie śmiał i nie miał odwagi nazywać Boga „Abba”. Jeżeli ewangeliści zachowali ów aramejski termin, znaczy to, że był on jakimś nadzwyczajnym sposobem zwracania się do Boga. Chrystus, który jest Synem Bożym w stopniu doskonałym, przez działanie Ducha Świętego w chrzcie świętym również nas czyni synami Boga i pozwala nam zwracać się do Boga Ojca słowem „Abba”.

Teresa od młodości jest nauczona mówić do Boga „Abba”, chociaż by w prawdzie wypowiadać to słowo, trzeba długiego rozwoju duchowego. Łatwo jest bowiem mówić do Boga „Abba”, gdy wszystko idzie nam dobrze, gdy wszystko „gra”, ale zwracać się tak do Niego, gdy jest źle, kiedy wszystko się wali, nie jest rzeczą łatwą. Jezus w Ewangelii mówi do nas: „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 18,3).

Jasno więc widać, że droga dziecięctwa duchowego jest mocno zakorzeniona w samej Ewangelii. Cała praca odkupieńcza, jaką podjął Chrystus, polega na skłonieniu człowieka, aby w prawdzie zwracał się do Boga „Abba”, bez cienia podejrzenia w stosunku do Ojca. Teresa nigdy nie czyni syntezy teologicznej swojego odkrycia. Musimy dokonać tego sami na bazie jej pism. „Trzeba żyć jak małe dziecko, które całkowitą swoją ufność składa w Bogu i zasypia w ramionach Jezusa Chrystusa”. Jeżeli będziemy analizować to zdanie, nie znając reszty pism Teresy, możemy uznać je za coś infantylnego, ale w istocie jest ono sercem nauczania Jezusa Chrystusa.

Jeden z teologów francuskich powiedział: „Celem życia chrześcijańskiego jest stać się synem w Synu”. Oczywiście, zawsze w tym kontekście znajdziemy cały szereg obiekcji względem Boga, biorąc pod uwagę wszystko, co w świecie jest negatywne, całe jego zło i cierpienie. Teresa przeżywa swoją drogę dziecięctwa do końca: w czasie ciężkiej choroby, która doprowadzi ją do śmierci, a także w doświadczeniu próby wiary i nadziei, która pogrąży ją w duchowej ciemności na 18 miesięcy.

Mała droga w odniesieniu do człowieka.

Pod koniec swojego pierwszego rękopisu Teresa zwraca się do Matki Agnieszki: „Mogę powiedzieć Ci, Matko Agnieszko, któraś pozwoliła mi oddać się Miłości Miłosiernej, że na skutek tego oddania przyszły na mnie potoki, a nawet ocean Bożych łask. Od tego dnia wydaje mi się, że Miłość mnie przenika i otacza, wydaje mi się, że w każdej chwili odnawia mnie Miłość Miłosierna, oczyszcza moją duszę i nie pozostawia żadnego śladu grzechu”.

Kilka dni po wydaniu się Miłości Miłosiernej Teresa odbywa drogę krzyżową (tak jak to czyniła każdego tygodnia) i nagle otrzymuje duchowy cios w serce, który każe jej myśleć, że za chwilę umrze: „Wydaje mi się, że przeżyłam to samo, o czym mówili święci, kiedy opowiadali, że coś odczuli, ale zaraz potem, po tym odczuciu, wróciłam na nowo do swojej oschłości”.

Łaska, jakiej doświadczyła Teresa, często bywa niezauważalna, człowiek nierzadko przechodzi obok niej. Dla Teresy jednak było to coś ważnego: łaska, którą można nazwać łaską „przebicia serca”. Św. Jan od Krzyża zinterpretował tę łaskę jako to, co było udziałem założycieli, fundatorów. Teresa jest z pewnością fundatorką – narodziła miliony dusz dla nieba.

Jeden z kardynałów francuskich definiował „drogę dziecięctwa duchowego” jako „nieskończone pragnienie wśród nieskończonej niemocy”, tzn. w doświadczeniu całkowitej niemocy. Maleńkość i niemoc na tej drodze nie negują wielkich pragnień, nie przeczą im. Byłoby błędem i wielką pomyłką uważać, że „mała droga” to odrzucenie mocnych duchowych pragnień. Teresa ciągle mówiła o nieskończonej nieograniczoności swoich pragnień. Pragnęła żyć z Bogiem, więcej – żyć tak jak Bóg. Mówiła jasno, że nieskończone, ogromne pragnienia współegzystują z totalną niemocą urzeczywistnienia ich. W akcie oddania się Miłości Miłosiernej mówiła: „Pragnę być świętą, ale odczuwam moją niemoc”. Chrystus żąda od Teresy czegoś, czego ona nie może uczynić, nie może odpowiedzieć, wobec tego czyni to sam Chrystus – oto jeden z sekretów Teresy.

Doświadczała niemożności odpowiedzenia Bogu i prosiła, aby On sam tego w niej dokonał: „Bóg prosi mnie, abym stała się świętą, ale ja jestem do tego niezdolna, nie mogę tego osiągnąć. Wobec tego On sam tego dokona, spełni we mnie tę świętość pod warunkiem, że wydam się Mu całkowicie”.

Matka Gonzaga prosi Teresę, aby pełniła funkcję mistrzyni nowicjatu i kierowała formacją pięciu nowicjuszek. Sama Teresa jest ciągle jeszcze w nowicjacie, w którym przeżywa praktycznie całe swoje życie zakonne – poza infirmerią (pozostawała cały czas w nowicjacie, ponieważ dwie jej rodzone siostry były już w kapitule klasztornej, a nie mogło być ich więcej; Teresa więc nigdy nie przeszła do zgromadzenia, czyli nie wyszła poza nowicjat).

Teresa przyjmuje to zadanie, czując się jednak niezdolną do tego, aby formować siostry, z których cztery są od niej starsze. Zwraca się do Jezusa: „Przeorysza prosiła mnie o tę przysługę, do której sama z siebie jestem absolutnie niezdolna, wobec tego proszę Cię, Jezu, byś we mnie działał i posługiwał tym nowicjuszkom. To, co jest istotne, to złączyć się z Tobą, Chryste, abyś Mógł posłużyć się mną jako narzędziem na rzecz tych nowicjuszek”. Oto klucz do rozwiązania sekretu życia duchowego.

Bóg prosi nas ciągle o rzeczy, do których sami z siebie nie jesteśmy zdolni, wobec tego my prosimy, aby Bóg w nas i przez nas tego dokonał. Jak można być dobrym kapłanem, dobrym karmelitą? To mnie całkowicie przewyższa. Skoro zaś Bóg mnie o to prosi, wobec tego On sam zrealizuje, urzeczywistni to we mnie. Pozostaje mi przyjąć fakt, że Bóg dokona tego we mnie mimo mojej słabości i niemocy, i całkowicie się poddać.

Mała droga w odniesieniu do grzechu.

Jak pamiętamy, skutkiem głoszenia Słowa Bożego, którego Teresa słuchała, były jej skrupuły, niepewności i strach trwające do 1893 roku. Kiedy odkryła „małą drogę”, powiedziała: „Miłość Miłosierna oczyszcza duszę i nie pozostawia żadnego śladu grzechu, wobec tego nie muszę się lękać nawet czyśćca”. Sprawa czyśćca stanowiła niejako główny temat dyskusji w Karmelu w Lisieux, ponieważ zdaniem kaznodziejów dobra karmelitanka, która się modli i umartwia, z łatwością może dostać się do piekła.

Siostry miały nadzieję, że otrzymają chociaż jakieś małe krzesełko w czyśćcu, jeśli będą dobrze żyć. Teresa mówi: „Nie! Jeśli już tu, na ziemi będzie się miało pełną ufność w Miłość Miłosierną, to Ona tak nas oczyści, że nie dostaniemy się nawet do czyśćca. Jeżeli się umiera w tym stanie, wpada się bezpośrednio w ramiona Jezusa Chrystusa”. Karmelitanki orzekły w zdumieniu, że Teresa jest nazbyt śmiała, że jest bezczelna. Teresa zaś odpowiadała: „Popatrzcie na Dobrego Łotra na krzyżu, któremu Jezus powiedział po jego wyznaniu wiary: «Dzisiaj będziesz ze mną w raju»”.

Istnieje pewna anegdota opowiadająca o strachu karmelitanek z Lisieux – s. Teresa od św. Augustyna, bardzo dobra zakonnica, pewnego dnia przerażona zwróciła się do Matki Gonzagi: „Matko, ksiądz kapelan powiedział mi, że jestem już jedną nogą w piekle”. Matka Gonzaga odpowiedziała: „Moja droga córko, ja już jestem w piekle dwiema nogami”.

Teresa, mówiąc o możliwości całkowitego oczyszczenia mocą Miłości Miłosiernej już tu, na ziemi, wiedziała, że nie zawsze jest właściwie rozumiana. Odkryła jasno, że to nie grzech jest absolutną katastrofą, ponieważ właśnie on jest miejscem dla Miłosierdzia. Najodważniejsze, najśmielsze słowa, jakie mamy w liturgii, to te, które słyszymy w czasie śpiewu Exsultet w Noc Paschalną: „Szczęśliwa wina, która ściągnęła na nas Takiego Odkupiciela”. To wcale nie oznacza, że wolno nam grzeszyć bez żadnego niepokoju, ale że droga grzesznika może być sposobem odkrycia Miłosierdzia Ojca.

Teresa cytuje tutaj przypowieść o marnotrawnym synu: trzeba było, aby ten człowiek oddalił się bardzo od swego ojca, by powracając mógł doświadczyć jego miłosierdzia. Tymczasem drugi syn, który zawsze pozostawał w domu i dokładnie wypełniał nakazy ojca, nie mógł zrozumieć miłości ojca względem swego brata. Inna przypowieść bliska Teresie to ta o celniku i faryzeuszu.

Matka Agnieszka tuż przed śmiercią Teresy powiedziała: „Z pewnością opublikujemy coś z Twoich dzieł”. Teresa odczuwała pewien lęk, że przecież nie wyraziła wszystkiego, co powinna powiedzieć swoim czytelnikom. Była zatroskana o wielkich grzeszników, którzy czytając jej pisma mogą pomyśleć, że „mała droga” jest zarezerwowana jedynie dla dobrych karmelitanek. Bardzo mocno akcentowała, że „droga” jest dla wszystkich, również dla wielkich grzeszników.

Rękopis C, który napisała tuż przed śmiercią, kończy się słowami: „Czuję, że gdybym na swoim sumieniu miała wszystkie grzechy, które można popełnić, i jeśli moje serce szczerze by się skruszyło, znalazłabym się tak samo w ramionach Jezusa, ponieważ wiem, jak bardzo pieści On syna marnotrawnego, który wraca do Niego. Nie dokonuje się to inaczej, jak tylko dzięki uprzedzającemu Miłosierdziu Ojca. Mocą tego uprzedzającego Miłosierdzia uchronił mnie On od jakiegokolwiek grzechu śmiertelnego”.

Dwa ostatnie słowa rękopisu C to „ufność” i „miłość”. Teresa nie może już pisać, więc przekazuje ustnie Matce Agnieszce: „Nawet gdybym popełniła wszystkie możliwe zbrodnie, miałabym zawsze tę samą ufność. Czuję, że wszystkie te grzechy obrażające Boga byłyby jakby kroplą wody wrzuconą w wielki ogień, w wielkie palenisko Miłości”.

Ojciec Pichon, u którego Teresa odbyła spowiedź generalną przed wstąpieniem do Karmelu, mówi, że „mała grzeszność” Teresy mogła ją wpędzić w pewnego rodzaju pychę. Lecz nic takiego się nie stało, ponieważ Święta była zawsze zafascynowana postacią Marii Magdaleny i mówiła, że w grzechu mogłaby zejść jeszcze niżej niż Maria Magdalena, ale „Pan w swoim miłosierdziu mnie od tego uchronił, dlatego mogę z góry składać dzięki jeszcze bardziej niż Maria Magdalena. On nie tyle przebaczył mi jakieś grzechy, jak Marii Magdalenie, ale z góry przebaczył mi wszystko”. W tym miejscu „mała droga” Teresy styka się z tym, co stanowi serce ewangelicznego orędzia na temat Miłości Miłosiernej Ojca.

Grzechy i słabości powodują, że im bardziej człowiek się starzeje, tym silniej się zniechęca. Teresa odwraca niejako ten problem i pokazuje coś pozytywnego: „Jestem słaba i niedoskonała – i cieszę się z tego. Mija już prawie dziewięć lat, odkąd jestem w Karmelu, powinnam więc postąpić na drodze doskonałości, a jestem ciągle na samym progu drabiny”.

Nie zniechęca się jednak i mówi: „Zniechęcenie to ciągle jeszcze pycha, gdyż pochodzi z rozczarowania, jakiego doświadczamy w kontekście naszego ubóstwa, biedy. Sądziliśmy, że będziemy postępować ciągle naprzód, aby stać się kimś, i gdy doświadczamy naszej niedoskonałości, możemy ryzykować, że będziemy zniechęceni sobą”. Teresa nie kłopocze się własnym życiem i mówi: „Oczywiście upada się, można upaść. Któż potrafi ze wszystkiego skorzystać? Jezus może strawić wszystko, co Mu się nie podoba, nie pozostawiając niczego, tylko pewny, choć pokorny pokój w głębi serca”.

W innym miejscu Teresa powie: „Miłość, doświadczyłam jej, wykorzystuje dobro i zło, jakie jest we mnie. Widzicie, Miłość nawet zło może wykorzystać, ponieważ Miłosierdzie Boga może ze zła wyprowadzić dobro, tak jak to uczyniła miłość z synem marnotrawnym albo z Marią Magdaleną, albo z kobietą cudzołożną i we wszystkich innych przykładach z Ewangelii. Chociaż upadam w każdej godzinie, która mija, podnosząc mnie, wychodzisz mi na pomoc, w każdej chwili udzielasz mi swojej łaski, o Jezu!”.

tłum. Serafin Tyszko OCD

 

bp Guy Gaucher OCD

(1930-2014) - Karmelita Bosy z prowincji paryskiej, został biskupem de Meaux, a następnie biskupem pomocniczym Bayeux-Lisieux. Po zakończeniu posługi biskupiej zamieszkał w klasztorze karmelitańskim w Venasque (Notre-Dame de Vie). Był jednym z wielkich znawców i propagatorów życia i doktryny św. Teresy z Lisieux.