Czytelnia Karmel wróć

Głębia człowieka u Jana od Krzyża


Styczeń 9, 2019

Tekst: Płomień żywy miłości: 3,18.22.

Głębokie otchłanie zmysłu (…)

  1. Tymi otchłaniami są władze duszy: pamięć, rozum i wola, które są tak głębokie, do jak wielkich dóbr są zdolne, gdyż nie zapełnią się niczym mniejszym od nieskończoności.
    Należy tu zaznaczyć, że te otchłanie władz, jak długo nie są puste, ogołocone i oczyszczone z wszelkiego przywiązania do stworzeń, nie odczuwają wielkiej próżni swej głębokiej pojemności. Każda bowiem, nawet maleńka rzecz, gdy w tym życiu do niej przylgną, wystarczy, by je trzymać tak skrępowane i omamione, że nie czują doznanej szkody, nie widzą swych skarbów bezcennych, ani nie poznają swej zdolności do ich przyjęcia. Dziwna rzecz, że chociaż zdołają pomieścić nieskończone dobra, wystarczy drobiazg, by tak jej wypełnić, że nie mogą przyjąć żadnego z dóbr doskonałych, dopóki całkowicie nie zostaną opróżnione, jak o tym zaraz będziemy mówić. Gdy jednak te jaskinie są próżne i czyste, powodują nieznośne pragnienie, głód i utęsknienie ducha. Tak bardzo cierpią, jak pojemne są głębie tych otchłani, bo pokarm, którego brak odczuwają, również jest pełen głębi – a jest nim Bóg.
  1. Jest więc głęboka pojemność (zdolność) tych otchłani, ponieważ to, co może się w nich zmieścić, jest głębokie i nieskończone, tym jest Bóg.

Wyjaśnienie

W antropologii wcielonej, przyjętej przez Jana od Krzyża, człowiek jako byt powołany do komunii z Bogiem-Miłością – wspólnotą Osób (R l), został również stworzony istotą komunijną – otwartą, wychodzącą poza siebie i realizującą się poza sobą. Biblijnie wyraża to stworzenie człowieka na obraz Boga (Rdz 1,27; P 39,3-4), filozoficznie zaś pojęcie duszy duchowej, która wyróżnia człowieka jako byt wyjątkowy wśród pozostałych stworzeń. Tę komunijność zapewnia człowiekowi jego kondycja duchowa. Być duchem oznacza – wg Jana – posiadać duchową wolę, rozum i pamięć (Pł 3,18). Zatem to możność i wymiar ducha, otwartego na nieskończoność (Boga) – zdolność i „pojemność” woli, rozumu i pamięci – tworzy głębię (jej możliwość) w człowieku (Pł 3,18 a. e; 22). Wolność odpowiadająca miłości jest tu najważniejszą władzą, tylko bowiem przez nią człowiek wybiera i przyłącza się do Boga (wartości); ani rozum, ani pamięć nie są w stanie Go „objąć” (według Jana od Krzyża tylko miłość jest w stanie zjednoczyć z Bogiem-Miłością; 2 D 8,4).

Człowiek nie jest jednak duchem „czystym”, lecz duchem ucieleśnionym. Duch jest w nim „duszą organizującą ciało” (P 12,3-4). To sprawia, że duch i ciało są w nim jednością (por. Pł 1,19), ale jednością wielowymiarową: duch-psychika, ciało-zmysły (por. P 18,7). Wynika z tego możliwość wyboru przez człowieka „poziomu”, na którym może przeżywać swą egzystencję; oraz wzajemna współzależność i oddziaływanie ducha i ciała (por. P 18,7).

Konsekwencje

Pierwszą i podstawową konsekwencją natury duchowej (wolności rozumnej i pamiętającej) jest sama możność-wolność jej wybierania, życia głębią! Głębia – jest „miarą” człowieka, „wymiarem” duchowym jego istoty, możliwością realizacji, spełnienia! A ponieważ głównym jej wymiarem jest wolność, także sam wybór głębi jest możliwością dla człowieka. Głębia nie jest więc wymiarem przestrzennym:

Należy najpierw wiedzieć, że dusza jako duch, nie ma ani długości, ani szerokości, ani wysokości lub jakieś mniejszej czy większej głębi w swej istocie tak, jak je mają ciała posiadające wymiary (…) Najgłębszym środkiem jakiejś rzeczy jest to, do czego najbardziej ciąży jej byt, skłonności, siła działania i ruchu, z czego nie może już wyjść; podobnie jak ogień czy skała (…) (Pł 1,10-11).

Jej wymiar stwarza realizacja nieskończonej możności człowieka wyboru pomiędzy wartościami go otaczającymi; począwszy od wartości „niskich”, przyjemnościowych, witalnych, przez wartości wyższe, estetyczne, moralne, duchowe, aż po sam Absolut. Wymiar zależy od tego wyboru i od tego, przez co człowiek sam zostanie wybrany (por. Pł 3,18 b-c). Człowiek żyjąc jako możność, zadanie dla siebie, realizuje się na różnych „poziomach” wartości – w zależności od tego, do kogo się przyłączy („z kim przestajesz…”), czym się będzie zajmował, ku czemu się skieruje („gdzie skarb twój…”). Albowiem miłość (wola) upodabnia, a nawet zrównuje kochającego z tym, co kocha (1 D 4,3-4; P 9,5; 39,4). A ponieważ dusza ludzka jest duszą rozumną, wola winna kierować się rozumem w (roz)poznawaniu wartości, które wybiera i którymi żyje.

Poznanie człowieka nie jest jednak prostą konsekwencją obserwacji rzeczywistości, a rozum nie jest rozumem „czystym” (tak jak duch nie jest duchem „czystym”). Poznanie już dokonuje się w kręgu myślenia człowieka. A myślenie wyznacza horyzont zainteresowań i życia człowieka. Gdy więc ktoś żyje na poziomie zmysłów i emocji – takie staje się jego myślenie i jego świat! I tym staje się on sam („z kim przestajesz…”)! Wtedy człowiek nie jest w stanie poznać prawdy o sobie, o rzeczywistości go otaczającej, a nie poznając prawdy, nie może wybrać! Nawet nie będzie wiedział, że istnieją inne wartości, i nie będzie odczuwał braku głębi (por. Pł 3,18 b-d).

Poznanie nie oznacza jednak jeszcze wyboru, a wybór realizacji, od tego natomiast zależy możliwość (i skuteczność) „tworzenia siebie”. Bez realizacji poznanych celów, podjętych wyborów, nie ma urzeczywistniania wartości – tworzenia głębi! Głębia nie jest więc „luksusem”, „dodatkiem” do człowieka, lecz jego „miarą”, wymiarem duchowym, właściwym jego kondycji – zamierzonej przez Boga. A ponieważ człowiek jest jednością, nie będzie w pełni sobą, będzie niespełniony, jeśli jej nie zrealizuje – bo nie osiągnie swej „miary” (Pł 3,18 e). Jej brak oznacza życie bez ducha, brak wolności, a to oznacza – nie-panowanie nad sobą, brak świadomego kształtowania swego życia.

Objawy kryzysu dziś

Efektem tego jest kryzys człowieka, przejawiający się dziś w upadku moralności, rozkładzie relacji międzyludzkich, życia społecznego. Wieczna niedojrzałość człowieka sprowadza życie na poziom zmysłów, emocji, które nie pozwalają wybierać, lecz go uzależniają, czyniąc z niego wiecznie niesytego „konsumenta”. W efekcie człowiek nie wie, czego chce, nie chce mu się chcieć, nie umie wytrwać w realizacji tego, co chce.

Przejawem tej prawdy o człowieku, objawem charakterystycznym i dostrzeganym przez samego zainteresowanego (choć nie rozumianym czy analizowanym w tych kategoriach) są „rozproszenia”, brak skupienia („ciekawy wierzchołek góry lodowej”). W rzeczywistości oznacza to „rozproszone” samo człowieczeństwo – życie na powierzchni, na poziomie zmysłów i emocji, które z natury są zmienne i nietrwałe. Brak zintegrowania sfery duchowo-psychicznej i emocjonalno-zmysłowej. Brak wolności! Bez względu bowiem na świadomość przyczyn tego stanu, jest on odbierany przez człowieka jako „nieprzyjemny”, „utrudniający życie”, etc. Zwykle jest on dostrzegany, co ciekawe (!), na poziomie relacji z Bogiem: brak skupienia, niepanowanie nad myślami podczas prób modlitwy, udziału w Eucharystii. Nie ma świadomości, jakie są konsekwencje wpływu tego „rozproszkowania” w innych sferach życia człowieka: niezdolność bycia dla i wobec drugiego człowieka, niezdolność panowania nad własnymi emocjami, słowami, czynami! Bo „aby siebie dać, trzeba siebie mieć”. Mieć siebie oznacza być wolnym.

Fakt uświadamiania sobie tego wobec Boga byłby zatem bardzo ciekawym zjawiskiem. To tak jakby dopiero ta relacja uświadamiała w pełni człowiekowi jego stan, kondycję, co nie dokonuje się wobec innych wartości. I co dopiero potrafi unaocznić stanięcie wobec Boga – Prawdy, Wolności, Dobra i Piękna (J 14,6; Pł 3,18 b-d)!

Co jest, co może być ratunkiem? – Przyłączanie się do tego, co jest „z wysoka”!

Drogi wyjścia

Wolnym można być tylko wybierając swoją wolność i to, co ją wyzwala – wartości „wysokie”, które człowieka wywyższają, i odrzucając wartości „niskie”, które go degradują. Wybranie wartości „wysokich” oznacza pójście dalej, one bowiem nie zatrzymują nas na sobie, tylko odsyłają do źródła – do Boga, który za nimi „stoi”. A „przyłączenie się” do Niego: miłości wolnej, dobrej, pięknej i prawdziwej, oznacza modlitwę – z niej płynie „upodobnienie” (1 D 5,1-7). Ze względu na swą komunijność-duchowość, człowiek zawsze „przyłącza się” do tego, co poza nim. A zważywszy na duchowo-fizyczną jedność, mamy tu do czynienia z „przyłączaniem się” na różnych poziomach: pracy i myślenia, słuchania i patrzenia. W tym wszystkim jest bowiem potrójny sens: poznawanie – wybieranie – realizowanie.

Ocalenie człowieka zależy od tego, kto/co go wybiera, kogo/co on wybiera. Każdy wybór prawdy, dobra i piękna jest uwiecznieniem osoby, albowiem w nich przejawia się Bóg. W ten sposób kształtuje On wolę, rozum i pamięć człowieka (przez miłość, wiarę i nadzieję), prowadząc go do coraz większej głębi-wolności, gdzie w centrum jest On sam (2 D 7. 22; P 12,1; 17,1; 37,1-4; Pł 1,11-12). To właśnie obecność Boga w duszy (2 D 5,3-4; P 11,3) stwarza głębię. Tylko On jest sam w sobie głębią – nieskończoną i wieczną przestrzenią miłości: wspólnotą osób! I to w Nim otwiera się nieskończona możliwość wchodzenia w głębię (Pł 1,11-12). Albowiem to ON jest „dnem” (dnem nieskończonym) naszego bytu, jedyną granicą (nieskończoną) wszechświata!

„Pojemność-zdolność” ducha jest więc nieskończona (Pł 3,18. 22), jest ona zawarta „pomiędzy” materią a Bogiem. W tym „pomiędzy” realizuje się człowiek. Człowiek wolny nie ma nic, wszystko dla niego jest darem, a poprzez to, nie zatrzymując się na czymkolwiek (nawet swej wolności), jest całkowitym otwarciem się na odwieczny Dar. I tak przeżywa swoją egzystencję, nic nie posiadając i nie będąc niczym ograniczony. Fundamentem tej egzystencji jest zakorzenienie w Bogu. A ponieważ to wola-wolność, a nie rozum, jest „zdolna na” Boga-Miłość (2 D 8,4), w takim razie chodzi o życie Nim (i z Nim), a nie o gnostyckie „oświecenie” czy ezoteryczne „wtajemniczenie” zarezerwowane tylko dla wybranych. Bóg-Miłość jest więc „dostępny” dla każdego! Jego realizacja to nie kwestia technik, lecz życia.

o. Antoni Rachmajda OCD

ur. 1961, kapłan, dr duchowości, wieloletni redaktor Zeszytów Karmelitańskich, prowadzący Instytut Duchowości Karmel we Wrocławiu