Czytelnia Karmel wróć

Modlitwa św. Teresy od Jezusa. Drugi sposób podlewania ogrodu – modlitwa uciszenia


Luty 11, 2020

Wprowadzenie

Może się komuś wydawać, że pisanie o kolejnych stopniach modlitwy według św. Teresy, czy o kolejnym (drugim) sposobie podlewania ogrodu – jest stratą czasu, gdyż nie wchodzi to w zakres naszego doświadczenia codziennego; że jest to nierealne.

Jednak, czy chcemy, czy też nie chcemy, z codzienną rzeczywistością musimy się zmagać i szukamy właściwej postawy wobec życia. Można więc przyjąć postawę irytacji w stosunku do tego, co dzieje się wokół i uzasadniać ją wieloma trudnymi do odrzucenia faktami, opartymi na codziennym doświadczeniu. Można także przyjąć postawę zdroworozsądkową, którą swego czasu prezentował znany pisarz Ryszard Kapuściński. Nie irytował się, stworzył sobie pogodny obraz mędrca, ale o rzeczywistości pisał tylko to, co mogło być przyjęte, a co nazywał reportażem. I rzecz chwyciła.

To jednak co proponuje Teresa, nie jest żadną fikcją literacką, nie chce ona wyprowadzić ludzi na manowce. To bowiem co pisze, wynika z jej doświadczenia, ona jest reportażystką z wielkiego wydarzenia: kiedy Bóg uobecnia się człowiekowi, gdy dokonuje swoistej „inwazji” wobec człowieka. Jednocześnie zależy jej bardzo na tym, aby osoba, wobec której Bóg dokonuje takiej „inwazji”, umiała się odpowiednio zachować.

Owszem, należy też od razu zaznaczyć, że w ramach drugiego sposobu podlewania tzw. „inwazja” Boga to zaledwie początek uobecniania się Boga wobec człowieka. Określamy tę początkową inwazję mianem modlitwy uciszenia albo zaledwie iskrą Bożą, niemniej jednak Teresa zauważa, że „ta iskra jest znakiem, rękojmią, którą Bóg daje tej duszy, że wybiera ją już do rzeczy wielkich, jeśli ona przysposobi się do przyjęcia ich…” (Ż 15,5). Dlatego podkreśla: „chciałabym je bardzo przestrzec: niechaj uważają, aby nie ukrywały talentu, jako że wydaje się, iż Bóg chce wybrać je dla pożytku wielu innych… (niech) umieją odpowiedzieć na niego według praw, których dobra przyjaźń wymaga nawet na tym świecie…” (Ż 15,5).

Poza tym, pisząc o drugim sposobie modlitwy, chcemy również pokazać zasadniczą myśl Teresy, fundament całego pisania o modlitwie w Księdze mojego życia (Ż 11-21), że modlitwa zmienia człowieka. Jak ta zmiana się dokonuje, jakie to powoduje w nim skutki?

Przedstawimy najpierw opis tej modlitwy, następnie pokażemy, jak dana osoba powinna zachować się w jej trakcie. Następnie kilka słów o jej skutkach i wreszcie jeszcze parę innych szczegółowych wskazań związanych z zachowaniem się danej osoby po modlitwie uciszenia. W miarę możliwości będziemy również starać się odwoływać do przewodniego obrazu, jakim jest podlewanie ogrodu i sam ogród.

1. Opisy modlitwy uciszenia

Wydaje się, że można mówić o dwóch opisach. Pierwszy nawiązuje wprost do sposobu nawadniania przez norię:

„Tutaj dusza zaczyna skupiać się, tutaj dotyka już rzeczy nadprzyrodzonej, gdyż żadnym sposobem sama z siebie nie może tego zdobyć, bez względu na to, jakie podjęłaby starania. Prawdą jest, że wydaje się, iż przez jakiś czas męczyła się obracaniem kołowrotu i trudzeniem się rozumem, i napełniała czerpaki. Ale tutaj woda znajduje się wyżej i w ten sposób trudzi się o wiele mniej, niż czerpiąc ją ze studni. Mówię, że ta woda znajduje się bliżej, gdyż łaska o wiele wyraźniej daje się poznać duszy”.

św. Teresa od Jezusa, Ż 14,2

Drugi z opisów nawiązuje do iskierki:

„A zatem ta modlitwa uciszenia jest iskierką prawdziwej Jego miłości, którą Pan zaczyna rozpalać w duszy i chce, aby dusza coraz lepiej rozumiała, czym jest ta miłość z czułością, to uciszenie i skupienie, i iskierka… Natomiast gdy ta iskierka jest wzbudzona przez Boga, choćby była ona maleńka, powoduje wielkie poruszenie, i jeśli dusza nie zadusi jej z własnej winy, staje się tą, która zaczyna rozpalać wielki ogień, który bucha płomieniem przeogromnej miłości Boga…”.

św. Teresa od Jezusa, Ż 15,4

Opis modlitwy uciszenia należy jeszcze uzupełnić następującym fragmentem: „Modlitwa uciszenia jest skupieniem się władz w sobie samych dla cieszenia się tym zadowoleniem z większym smakiem, ale one nie zatracają się, ani nie usypiają. Sama tylko wola jest tym zajęta w taki sposób, że nie wiedząc jak, zostaje pojmana” – ten opis ukazuje zachowanie się władz dzięki omawianej modlitwie.

Natomiast opis nawiązujący do drugiego sposobu podlewania ogrodu zaczynamy zaraz na początku w taki sposób:

„Pan ogrodu zarządza, aby za pomocą urządzenia złożonego z kołowrotu i czerpaków ogrodnik uzyskiwał więcej wody i z mniejszym trudem, i aby mógł wypocząć bez konieczności nieustannego trudzenia się. Tak więc ten sposób, zastosowany do modlitwy, którą nazywają modlitwą uciszenia…”).

św. Teresa od Jezusa, Ż 14,1

2. Jak ma zachować się dana osoba w trakcie udzielania tej łaski?
a. Na poziomie swojej pamięci i rozumu

Nie wystarczy więc samo obdarowanie, ale ważne jest odpowiednie przyjęcie daru, a to oznacza odpowiednie pokierowanie poszczególnymi władzami: wolą, pamięcią i rozumem.

Możliwy jest wariant pozytywny: „pozostałe dwie władze wspomagają wolę, aby coraz bardziej stawała się zdolna do cieszenia się tak wielkim dobrem” (Ż 14,3). Wówczas nie ma problemu.

Możliwy jest jednak i wariant negatywny: „nawet będąc zjednoczone z wolą, zdarza się im wielce jej przeszkadzać…”. Na czym to przeszkadzanie może polegać? Polega ono na tym, że pozostałe dwie władze próbują z wolą współpracować. A przejawia się to w tym, że „pamięć i rozum zachowują się jak gołębie, które czekają na karmę od woli, odchodzą i przychodzą… i te władze myślą nawet, że przynoszą woli pożytek, i nieraz pamięć lub wyobraźnia (czyli rozum w pojmowaniu przez Teresę), pragnąc uobecnić jej to, czym się cieszy, szkodzą jej…” (Ż 14,3). Oto pamięć, zgodnie ze swoją zasadą działania, pragnie przyjść woli z pomocą, ale skutek jest odwrotny. Powoduje to swoiste wrzenie, niesprzyjające modlitwie uciszenia, gdyż jak sama Teresa ocenia to na podstawie swojego doświadczenia, „to rozpamiętywanie pamięcią swoich grzechów i wad, aby lepiej widzieć, że nie zasługuje na nie. To wszystko kotłuje się tutaj, rozum przedstawia a pamięć wrze, tak że niewątpliwie te władze zamęczają mnie chwilami, a choć pamięć mam słabą, to i tak nie mogę jej ujarzmić” (Ż 15,6). Rozum również stara się przyjść z pomocą, ale powoduje to tylko niepotrzebną wrzawę, a „wrzawą nazywam tu to nieustanne wyszukiwanie rozumem słów i rozważań dla dziękowania za to dobrodziejstwo” (Ż 15,6).

W uwagach Teresy dotyczących zachowania pamięci i rozumu, uderza jej wnikliwość obserwacji własnego wnętrza, ale kryje się w tym również pozytywne widzenie osoby ludzkiej, która stara się otworzyć na Boga tym, czym dysponuje. Zarazem jednak widać, że Bóg nie mieści się wewnątrz tego, co może ogarnąć pamięć i wyrazić rozum. Pozostaje tu działanie woli, czyli osoba w swojej woli musi dokonać właściwego, mimo wszystko rozważnego działania nie w oparciu o to, co może, ale w oparciu o to, czego nie może. I jakie będzie to działanie na poziomie woli?

b. Na poziomie swojej woli

To działanie woli musi być dostosowane do danej osoby. Aby tak mogło być, potrzebna jest znajomość samego siebie, jak i pomoc kierownika duchowego. W owych wskazaniach w tej dziedzinie Teresa odwołuje się do własnego doświadczenia i doradza zarazem jako kierownik.

W przypadku osoby o podobnej wrażliwości poznawczej co św. Teresa

Najpierw przedstawimy wskazania dotyczące sposobu zachowania się na modlitwie dla osób o podobnych, co Teresa, problemach. Chodzi o osoby, które nie są w stanie prowadzić rozważań metodycznie, a do tego ich wyobraźnia nie jest poddana rozumowi, ale ma swój bardzo dowolny ciąg skojarzeniowy. Teresa doradza im, aby przekazały inicjatywę woli, skupiły się na postawie wolitywnej, może ubogiej, co do poznania i samego zakresu działania, ale będącej najlepszą postawą w takiej sytuacji. Mówi: „Wola, ze spokojem i rozwagą, niechaj zrozumie, że w negocjacjach z Bogiem nie osiąga się wiele siłą ramion i są one jak wielkie kloce drewna wkładane bez rozeznania, co może zadusić tę iskrę. I niechaj to uzna i z pokorą powie: Panie, co ja tutaj mogę? Co ma wspólnego służebnica z Panem, a ziemia z niebem? Lub inne słowa, które nasuwają się tu z miłości, opartej mocno na przeświadczeniu, że jest prawdą to, co mówi. I niechaj nie zwraca uwagi na rozum, który jest upartym natrętem. A jeśli wola chce udzielić mu część z tego, czego doświadczaniem się cieszy lub trudzi się dla skupienia go (gdyż często zdarza się, że przy tym zjednoczeniu woli i spokoju rozum całkiem bredzi od rzeczy), lepiej będzie, gdy pozostawi go, niż gdyby ona – to znaczy wola – poszła za nim zamiast cieszyć się tym darem i pozostawać skupioną jak mądra pszczoła” (Ż 15,6).

Natomiast w nawiązaniu do obrazu ogrodu zdaje o sobie relację, w jaki sposób próbowała zachować się podczas modlitwy uciszenia: „wielką rozkosz sprawiało mi rozważanie (czy raczej myślenie), że moja dusza jest ogrodem i o Panu, który przechadza się po nim. Błagałam Go, aby wzmocnił zapach tych kwiatuszków cnót, które już zaczynały wybijać się – jak się zdawało – i aby były dla Jego chwały, i aby On je podtrzymywał, gdyż ja nie chciałam niczego dla siebie. I przycinał te, które zechce, gdyż już wiedziałam, że wyjdzie im to na dobre” (Ż 14,9).

Teresie zależy na tym, aby przyjść takim ludziom z pomocą, gdyż jest świadoma, jak wielka jest to łaska modlitwy uciszenia, a zarazem – w oparciu o swoje doświadczenia – wie, jak trudno taką sytuację obdarowania właściwie przejść. Stąd pisze: „Otóż chciałabym dać to dobrze zrozumieć, gdyż są to początki, a gdy Pan zaczyna czynić te dary, sama dusza ich nie rozumie, ani nie wie, co z sobą począć. Albowiem, jeśli Bóg prowadzi ją drogą bojaźni – jak uczynił ze mną – jest to wielki trud, gdy nie ma nikogo, kto ją zrozumie. Natomiast wielką radość sprawia jej, gdy siebie odmalowaną jak żywą, i widzi wówczas jasno, że tędy podąża. A wielkim dobrem jest wiedzieć, co trzeba robić, aby odnosić pożytek w każdym z tych stanów. A ponieważ ja sama wiele przeszłam i straciłam mnóstwo czasu, gdyż nie wiedziałam, co powinnam robić, bardzo mi żal takich dusz, które gdy docierają tutaj, widzą się osamotnione… a jeśli dusza nie jest wielce zaprawiona, nawet gdyby objaśniało się wiele, to i tak wiele będzie musiała napracować się dla zrozumienia siebie” (Ż 14,7).

W przypadku teologa, osoby zdolnej do metodycznego rozważania

Teresa zdaje sobie sprawę z tego, że jej problemy, opisane wyżej, nie dotyczą wszystkich. Przez kontakt ze swoimi spowiednikami i doradcami uświadomiła sobie, że istnieją i takie osoby, rzecz dotyczy głównie teologów, które mają łatwość metodycznego rozważania i korzystania z pomocy wyobraźni. Jak więc powinni się zachować tacy ludzie wobec łaski modlitwy uciszenia?

Teresa świetnie rozumie również ich sytuację i zagrożenia z niej wynikające. Dlatego najpierw ostrzega: „I tak dusza wiele straci, jeśli nie zachowuje w tym czujności, zwłaszcza wtedy, gdy rozum jest przenikliwy. Albowiem, gdy zaczyna on porządkować rozumowania i poszukiwać uzasadnień – choćby troszeczkę – jeśli są one dobrze sformułowane, będzie sądził, że czegoś dokonał…” (Ż 15,7).

Nie neguje ona szlachetności takiej postawy, ani potrzeby uświadomienia sobie potrzeby wdzięczności. Ale w tym przypadku dokonuje się to na innej drodze. Teolog w swojej pracy teologicznej musi się ograniczyć i przyjąć w postawie prostoty coś bardzo zwyczajnego, ponieważ „jedynym uzasadnieniem, które powinno się tu mieć jest: jasne zrozumienie, że nie ma żadnego innego powodu, dla którego Bóg miałby uczynić nam tak wielki dar, jak tylko Jego dobroć, i uświadomienie sobie, że jesteśmy tak blisko Niego, i prośba o dary i błaganie Go za Kościół i za tych, którzy nam się polecili, i za dusze w czyśćcu, ale nie wrzawą słów, a z uczuciem pragnienia, aby Jego Majestat nas usłyszał” (Ż 15,7).

Owo pragnienie, aby Pan daną osobę będącą teologiem wysłuchał, jest ważniejsze niż odwoływanie się do pomocy rozumu. Taką niby prostą modlitwą, tak mało bogatą od strony poznawczej więcej się osiąga, gdyż „taką modlitwą ogarnia się wiele i osiąga więcej niż poprzez obszerne opowiadanie rozumu. W niej wola rozbudza w sobie pewne uzasadnienia – które przedstawiają się jej z tejże racji, że widzi w sobie taką poprawę – aby ożywić tę miłość, i wzbudza pewne miłosne akty odnośnie tego, co uczyni dla Tego, któremu tyle jest winna, bez – jak mówiłam – dopuszczania wrzawy rozumu, jakoby w modlitwie miał on szukać wielkich rzeczy. Więcej sprawią tu małe źdźbła położone z pokorą (a będzie to mniej niż słoma, skoro my sami je dokładamy) i bardziej wspomogą wolę w rozpaleniu się, niż wiele połączonych razem drew bardzo uczonych – w naszym przekonaniu – racji, które w ciągu jednego Wierzę zaduszą tę iskrę” (Ż 15,7).

Kolejną charakterystyczną dla teologów pokusą jest chęć ciągłego odnoszenia się do Pisma Św. podczas modlitwy (Ż 15,7), co wynika zapewne z troski, aby być w zgodzie z nauczaniem Kościoła. Jednak i w takim przypadku Teresa zaleca odpowiedni dystans do siebie i do swoich zabiegów oraz możliwości. „Tak więc w tych okresach uciszenia należy pozwolić odpocząć duszy w jej odpocznieniu. Niechaj wykształcenie pozostanie z boku. Przyjdzie czas, że przyniesie ono pożytek dla Pana, ale na razie niechaj je zachowają na później, gdyż za żadne skarby nie powinni chcieć przestać go pogłębiać, wyłącznie dla służenia Jego Majestatowi, ponieważ wiele ono dopomaga. Ale wobec Mądrości nieskończonej, niechaj mi wierzą, że odrobina studiowania pokory, i jeden jej akt wart jest więcej, niż cała wiedza świata” (Ż 15,8).

Odnośnie teologów i dawanych im zaleceń – Teresa nie neguje wartości ich wykształcenia, gdyż „przedtem i potem wykształcenie teologiczne nie przestaje przynosić im pożytku; tutaj, w tych chwilach modlitwy mała jest jego potrzeba – w moim mniemaniu – chyba że dla ostudzenia woli. Albowiem wówczas rozum, będąc tak blisko światła, jest przeniknięty tak przeogromną jasnością, że nawet ja – będąc taką, jaką jestem – wydaję się być inną” (Ż 15,7).

Można jednak zauważyć we wskazaniach dla tych grup osób pewien element wspólny – wobec obecności Boga, należy się wyciszyć i skupić się w swojej woli na otwarciu wobec Boga, który jest Miłością.

3. Skutki modlitwy uciszenia

Skutki, jakich doznaje dusza po otrzymaniu daru takiej modlitwy są liczne. Najpierw zaznaczmy ogólnie o skutkach, które ujawniają się w perspektywie ogrodu: „zobaczmy, jak te drzewa zaczynają wypuszczać pączki, aby zakwitnąć, a następnie wydać owoce, i tak samo kwiaty i goździki dla wydania zapachu…” (Ż 14,9). Przede wszystkim „Bóg w swojej wielkości chce, aby ta dusza zrozumiała, że Jego Majestat znajduje się tak blisko niej, że nie potrzebuje posyłać Mu posłańców, a jedynie aby ona sama rozmawiała z Nim, i to nie mówiąc niczego na głos, gdyż jest tak blisko, że On rozumie ją, gdy tylko poruszy ustami” (Ż 14,5). Czyli Bogu zależy na tym, aby dana osoba zdała sobie sprawę, że On chce wejść z nią w relację, chce jej coś zakomunikować. Jednak ta bliskość Pana pozostawia po sobie wielorakie skutki w odbiorze samego siebie.

Po pierwsze, bez większego trudu dana osoba dochodzi do życiowego, egzystencjalnego przekonania, że „żadnego dobra nie ma sama z siebie”, a więc nie przypisuje sobie jakichś zasług. Nie odbiera siebie jako osoby, która pracą swoją doszła do czegoś i teraz widzi owoc, ale widzi siebie jako osobę, która została obdarowana (por. Ż 15,14).

Po drugie, rodzi się w niej pewna dynamika do działania, ale to działanie odnosi się do podążania drogą modlitwy i do nieporzucania jej choćby pojawiły się poważne przeszkody (Ż 15,14).

Po trzecie, pojawia się w niej uczucie pewności, że będzie zbawiona, ale towarzyszy temu pokora i bojaźń (Ż 15,14).

Po czwarte, zamiast bojaźni służalczej, ujawnia się bojaźń, w której jest troska o to, aby pozostać wiernym, aby nie zawieść (Ż 15,14).

Po piąte, rodzi się w osobie bezinteresowna miłość do Boga, jest ona zaczątkowa, ale już coś z niej jest (Ż 15,14).

Po szóste, ma w sobie pragnienie samotności, aby bardziej cieszyć się obecnością Boga (Ż 15,14), a zarazem „traci pożądanie tego, co tutaj na ziemi”, gdyż widzi, że zarówno bogactwo, władza, zaszczyty i rozkosze nie mają żadnego porównania z tym, czego doświadczyła w trakcie modlitwy uciszenia (Ż 14,5).

Można zauważyć, że te skutki modlitwy uciszenia dynamizują daną osobę do podjęcia szeregu ważnych postaw, które nakierowują na Boga i zarazem dystansują do świata. Skupiają na właściwej ocenie siebie i na trwaniu przy modlitwie, jako sposobie do trwania w ciągłej otwartości na Boga. Nie mówimy tu o pewnych wypracowanych cnotach, ale o przyjęciu określonych postaw, których pogłębianie jest najlepszym gwarantem na przyszłość.

4. Jak ma zachować się dana osoba po modlitwie uciszenia – postawa rozwagi i determinacji

Jest rzeczą wiadomą, że modlitwa uciszenia jest czymś przejściowym. Następuje czas po niej; co wówczas powinna czynić dana osoba? Jej zachowanie powinno być nacechowane rozwagą. Najpierw osoba ta powinna liczyć się z tym, że demon może próbować podrobić coś w rodzaju modlitwy uciszenia. Jednak przy pewnym doświadczeniu można rozpoznać, że to co oferuje demon, zgodnie z jego działaniem, wywołuje niepokój i zadufanie w sobie oraz brak otwartości na dary pochodzące od Pana, czyli brak uciszenia. Nie pozostawia także światła i stałości w prawdzie (por. Ż 15,10).

Może jednak zdarzyć się i tak, że dana osoba – nie mając wielkiego doświadczenia – podrobioną przez demona modlitwę uciszenia przyjmie, tzn. przyjmie owo zadowolenie, które jej towarzyszy. Ale i z takiej sytuacji jest wyjście. Otóż demon nie spowoduje tu żadnej szkody, „jeśli tylko dusza swoją rozkosz i słodycz, które tutaj odczuwa, kieruje na Boga i w Nim składa swoje myśli i pragnienia, jak została już co do tego pouczona. Demon nic tu nie może zyskać, co więcej, Bóg dozwoli, aby wiele stracił poprzez tę rozkosz, którą powoduje w duszy. Albowiem ona dopomoże, aby dusza – myśląc, że Bóg ją sprawia – częściej przychodziła na modlitwę, powodowana pożądaniem jej. I jeśli jest to dusza pokorna, a nie żądna wrażeń i szukająca dla siebie rozkoszy, choćby były one duchowe, ale jest przyjaciółką krzyża, małą uwagę będzie zwracała na ten smak, który daje demon; natomiast jeśli jest to duch Boga, nie zdoła tego uczynić, a przeciwnie będzie to sobie bardzo wysoko cenić. A każda rzecz, którą demon podsuwa jest taka jak on, który jest cały kłamstwem; a gdy on widzi, że dusza z tym smakiem i rozkoszą upokarza się (na to musi wielce zważać, aby we wszystkich sprawach związanych z modlitwą i smakami starać się pozostawać pokorną), demon nie będzie powracał nazbyt często, widząc w tym swoją stratę” (Ż 15,10). Czyli dzięki postawie determinacji odnośnie modlitwy i szukania jedynie Pana można nie ulec pokusie demona.

Nie jest również czymś rozważnym samemu wywoływać, czy nawet podtrzymywać łaskę modlitwy uciszenia, gdyż szybko takie działania kończą się na niczym, a co więcej dana osoba pozostaje jeszcze bardziej oschła (por. Ż 15,9).

Na czym więc polega owa postawa rozwagi i determinacji w sensie pozytywnym? Jednym z przejawów przyjęcia takiej postawy jest to, że czymś istotnym dla danej osoby jest pragnienie pomagania Jezusowi w dźwiganiu krzyża, a nie przeżywanie zadowolenia, własnej satysfakcji: „Ze względu na to i na wiele innych rzeczy w tym pierwszym sposobie modlitwy, w tej pierwszej wodzie, zwracałam uwagę na to, że wielką sprawą jest, aby dusze rozpoczynały modlitwę zaczynając od uwolnienia się od wszelkiego rodzaju zadowoleń i wejścia w nią zdeterminowanymi wyłącznie na pomaganie Chrystusowi w niesieniu krzyża, jako dobrzy rycerze, którzy bez uprzedniej wypłaty żołdu pragną służyć swojemu królowi, gdyż uważają go za całkowicie pewny. Oczy mają być utkwione w prawdziwe i wieczne królestwo, które zamierzamy zdobyć. Bardzo wielką sprawą jest mieć to zawsze przed oczyma, zwłaszcza w tych początkach. Albowiem później tak wyraźnie widzi się, jak krótko trwa wszystko i jak wszystko jest niczym, i jak mniej niż nic trzeba cenić sobie wytchnienie, że – aby dalej żyć – trzeba raczej zapominać o tym, niż starać się o noszenie tego w pamięci” (Ż 15,11). To wskazanie Świętej nabiera szczególnie wielkiego znaczenia dziś, kiedy często życie duchowe, a w tym i życie modlitwy, chce się sprowadzić do swoistego duchowego konsumpcjonizmu. Czyli powinna być determinacja, pomimo różnych trudności.

Poza tym owa rozwaga i determinacja są niezbędne z racji specyfiki tej sytuacji, która niesie sama w sobie pewne napięcie, bowiem owa sytuacja duchowa nie jest stabilna. To nie jest tak, jak w przypadku rozwoju człowieka, kiedy przechodzi się od dziecka do kolejnych okresów życia: „Albowiem, jak już mówiłam – i chciałabym, aby o tym nie zapominano – w tym życiu, którym żyjemy, dusza nie rozwija się tak jak ciało, chociaż mówi się, że owszem i faktycznie rozwija się. Ale dziecko, po tym jak urośnie i nabierze ciała, ma je już takie jak dorosły, i ciało tego człowieka nie zmniejsza się ponownie i nie staje się znowu ciałem dziecka. Tutaj natomiast Pan chce, aby tak było, według tego, co widziałam u siebie, gdyż co do innych nie wiem, jak to wygląda. Zapewne jest to po to, aby nas upokorzyć dla większego naszego dobra i abyśmy nie stracili czujności, dopóki znajdujemy się na tym wygnaniu” (Ż 15,2).

Odwołując się do obrazu ogrodu, można to wyrazić następująco: przychodzą takie czasy na duszę, że nie ma nawet wspomnienia o tym ogrodzie. Wszystko wydaje się być wyschnięte i wydaje się, że nie będzie ona miała wody dla zasilenia go; ani nie wydaje się, aby kiedykolwiek było w duszy cokolwiek związane z cnotą. Przechodzi się wiele trudności, ponieważ Pan chce, aby biednemu ogrodnikowi zdawało się, że cały ten wysiłek włożony w utrzymanie i podlewanie ogrodu, jest zmarnowany. Wówczas dokonuje się prawdziwe plewienie i usuwanie z korzeniami chwastów, które jeszcze pozostały, choćby były one niewielkie. A także wówczas dusza poznaje, że nie ma takiego starania, które byłoby wystarczające, jeśli Bóg pozbawi nas wody łaski i jak mało powinniśmy cenić to nasze nic, a nawet mniej niż nic. Zyskuje się tutaj wiele pokory. I ponownie kwiaty zaczynają się rozwijać” (Ż 14,9).

Jednak ta niestabilność nie jest owocem zachowania człowieka, gdyż on powinien być zdeterminowany. Owa niestabilność sytuacji jest owocem zachowania Boga, ale nie wynika z jakiegoś kaprysu, lecz jest wyrazem troski o człowieka, troski o jego właściwe wychowanie, przeprowadzenie do dalszego obdarowania. Należy bowiem zdawać sobie sprawę, przy tej całej niestabilności, że „jest to początek wszelkich dóbr, jest to stan, w którym kwiaty tego ogrodu są już w takim momencie, że prawie nic im nie brakuje do rozkwitnięcia (pojawia się obraz ogrodu). I dusza będzie widziała to bardzo wyraźnie i wówczas żadną miarą nie da się przekonać, że to nie Bóg był z nią” (Ż 15,15).

Gdyby zaś dana osoba zaprzestała się modlić albo zachowywała się nierozważnie, próbując dokonać fabrykacji doświadczenia mistycznego, to wówczas pozostałaby bez Pana, a to spowodowałoby – odwołując się do obrazu ogrodu, „że ponownie zostaną wycięte kwiaty tego ogrodu i tak ta nędzna ziemia ponownie, tak jak przedtem, posłuży za miejsce na odpady. Nie dozwól na to, Panie, ani nie daj, aby zagubiła się dusza, którą pozyskałeś za cenę tylu trudów, i tyleż razy na nowo odzyskiwałeś ją i wyrywałeś z zębów przerażającego smoka” (Ż 14,11).

Podsumowując, pozostaje jedynie w pełni rozważna postawa determinacji w podążaniu drogą krzyża i nieszukaniu tego, co przyjemne. „Albowiem sam Pan ukazał nam tę drogę doskonałości mówiąc: «Weź swój krzyż i pójdź za Mną». On jest naszym wzorem. Nie ma się czego obawiać ten, kto będzie szedł za Jego radami wyłącznie dla zadowolenia Go” (Ż 15,13).

o. Wojciech Ciak OCD

specjalizuje się w duchowości karmelitańskiej, szczególnie w dziełach św. Teresy od Jezusa jako współtłumacz i komentator. Wieloletni prezes i wiceprezes wydawnictwa Flos Carmeli w Poznaniu, twórca Piwnicy duchowej, opiekun wielu grup duszpasterskich, rekolekcjonista, wykładowca, obecnie kierownik Studium Teologii Duchowości na Solcu