Czytelnia Karmel wróć

Trzeci sposób podlewania ogrodu – czyli na statku w stronę nieznanego lądu


Maj 9, 2020

Wprowadzenie

Obraz wędrówki ku nieznanemu lądowi – wyprawa Krzysztofa Kolumba…

Drogę życia duchowego można ukazać jako wyprawę Krzysztofa Kolumba do nieznanego kraju. Wszystko bowiem jest po raz pierwszy. Mimo wszystko droga jest nieznana, ląd, do którego się przybywa, nie jest znany.

Choć zarazem niektórzy pozostawili nam opisy z takiej wędrówki. Do takich opisów niewątpliwe należą dzieła św. Teresy, również i to, które opisuje trzeci sposób podlewania ogrodu.

Jednak wróćmy do obrazu wyprawy Kolumba. Z tego, co wiemy o tej wyprawie, wyruszyła ona z trzema statkami z Palos de la Frontera, 3 sierpnia 1492 r. Po jakimś czasie zatrzymała się na Wyspach Kanaryjskich, konkretnie na wyspie Gran Canaria, w najstarszej części miasta Las Palmas de Gran Canaria. Do dziś jest zachowana „Casa de Colón” (Guía turistica, España, Baleares y Canarias, s. 440), na której Kolumb uzupełnił zapasy słodkiej wody i naprawił jeden ze statków.

Ten etap w podróży może oznaczać w rozwoju modlitwy – modlitwę uciszenia, pierwsze doświadczenie czegoś niezwykłego w tej podróży, symbolikę tę może jeszcze bardziej uwydatnić dziwny język mieszkańców owych wysp.

Należy jednak wyruszyć w dalszą drogę. Wtedy dokonuje się przeprawa ku nieznanemu lądowi, podróżujący znalazł się w rozległej przestrzeni oceanu pomiędzy tym, co zna, co jakoś było mu miłe i tym, czego nie zna, wydany na żywioł oceanu. I to bycie pomiędzy uobecnia się w jakiś sposób w modlitwie snu władz, o której Teresa pisze w rozdziałach 16 i 17 Księgi mojego życia.

Przy tym dziwna rzecz, Teresa wyznaje, że wiele razy doświadczała tej łaski 5 czy 6 lat temu, czyli gdzieś około 1559-1560 roku. Nie rozumiała, na czym ta łaska polegała, wiedziała, że jest większa od modlitwy uciszenia, ale nie była jeszcze modlitwą zjednoczenia władz. Dopiero kiedy zabrała się za pisanie o tej modlitwie, zostało jej dane przeżywać ją – stąd to, co pisze, jest bezpośrednią relacją pisaną z pola doświadczenia. Wymowa tych rozdziałów o tym rodzaju modlitwy nabiera szczególnego znaczenia. Czyli nie jest to tak, że Teresa szuka jakichś porównań, aby tę łaskę modlitwy wyrazić, gdyż to porównanie – trzeba to powiedzieć – już jest, ale w ramach tego porównania pisze bezpośrednio o tym, czego doświadcza.

Czego doświadcza dana osoba?

Na etapie tej modlitwy uzależnione to jest od zachowania się władz duchowych człowieka. Chociaż w kontekście dzisiejszej psychologii to, co pisze Teresa o władzach duchowych człowieka, może wydawać się trochę dziwne, niemniej przekazuje nam pewne ważne wskazania, o których się zgoła nie pamięta.

Zachowanie władz przybiera dwie formy. W pierwszej formie sen władz ogarnia wszystkie trzy władze. Zwłaszcza, gdy towarzyszy temu swoiste „obłąkanie i upojenie miłością” (Ż 16,2). Wówczas władze

pozostają niemal całkowicie zjednoczone, ale nie tak zatopione, aby nie działały… Władze są tu jedynie zdolne dla zajmowania się całkowicie Bogiem. Nie wydaje się, aby któraś z nich ośmieliła się wzburzyć, ani nie możemy nią zarządzać… (

św. Teresa do Jezusa, Ż 16, 2.3

Czy dalej zauważy, że w czasie tej modlitwy „jedynie wola zgadza się na te dary, którymi się cieszy… i rozumie dana dusza, że «On sprawia to w niej bez żadnego umęczenia rozumu» (Ż 17,2).

Ponieważ Teresa relacjonuje swoje doświadczenie na żywo, stąd jej opisy są liczne, stanowią próbę oddania tego, co przeżywa. Warto nad nimi się nachylić:

  • „jest tak, gdyż ta woda łaski zalewa tę duszę aż po samo gardło, tak że nie może już iść naprzód, ani nie wie jak, ani nie może zawrócić” (Ż 16,1);
  • „jest jak ktoś, kto trwa już ze świecą w ręku i niewiele mu brakuje do skonania śmiercią, której pragnie; rozkoszuje się w tej agonii z większym upojeniem niż można to wypowiedzieć. Wydaje mi się, że nie jest to nic innego, jak tylko niemal całkowite obumieranie dla wszystkich rzeczy świata i cieszenie się doświadczaniem Boga” (Ż 16,1);
  • „ponieważ nie wie, ani czy mówi, ani czy milczy, ani czy się śmieje, ani czy płacze. Jest to chwalebny obłęd, niebiańskie szaleństwo, gdzie nabywa się prawdziwej mądrości, i jest to dla duszy najrozkoszniejszy sposób cieszenia się doświadczaniem Boga” (Ż 16,1).

Tych opisów jest bardzo wiele, warto jednak przytoczyć i te, w których Teresa mówi o sobie i o tym, czego ona doświadczała w stosunku do innych i całej doświadczalnej rzeczywistości tego, co nazywamy dzisiaj czy tego, co nazywamy otaczającym nas światem.

Teresa, znajdując się w takiej modlitwie, pisze cały rozdział 16. Widać, że to, co przeżywa, rozwija się w sposób bardzo dynamiczny i odnosi się do niej, do innych i do Jezusa, jak już przed chwilą zaznaczyłem w kontekście tzw. świata i doczesności.

Najpierw w aurze uniesienia wyznaje, że:

  • „cała chciałaby być językami dla wychwalania Pana” (Ż 16,4) i wypowiada wierszem czy pieśnią swoje uwielbienie;
  • następnie zdaje sobie sprawę, że jej życie jest wygnaniem, swoistym snem, prosi przeto, aby do niczego, co niewłaściwe, nie przywiązywała się. Może warto wsłuchać się w tę modlitwę:

Nie wydaje mi się jednak, abym właściwie oddała w słowach coś – co nie byłoby zbyt przyziemnie – z tego sposobu cieszenia się, którym Pan chce, aby dusza cieszyła się na tym wygnaniu. Bądź błogosławiony na zawsze, Panie! Niechaj na zawsze wychwalają Cię wszystkie rzeczy! Zechciej teraz, Królu mój błagam Cię o to – albowiem, gdy to opisuję, nie jestem z Twojej dobroci i miłosierdzia poza tym niebiańskim świętym obłędem, gdyż bez moich zasług ten dar mi uczyniłeś – aby wszyscy, z którymi będę przestawała, oszaleli z Twojej miłości, albo pozwól, abym już z nikim nie przestawała, albo zarządź, Panie, abym nie miała już związków z żadną rzeczą tego świata, albo wyrwij mnie z niego! Nie może już, Boże mój, ta Twoja służebnica ścierpieć tylu trudów, które przychodzą na nią, gdy widzi się bez Ciebie, a jeśli ma żyć dalej, to nie pragnie wytchnienia w tym życiu, ani Ty jej go nie dawaj! Ta dusza chciałaby widzieć się wolną: jedzenie ją zabija, spanie zadręcza. Widzi, że kończy się czas jej życia spędzanego na rozkoszach, i że nic, poza Tobą, nie może jej sprawić rozkoszy; i tak wydaje się, iż żyje wbrew naturze, albowiem nie chciałaby już żyć w sobie, a jedynie w Tobie (Ż 16,4).

  • będąc w tej modlitwie, wie, że nikogo więcej nie pragnie, jak tylko Pana, ale zarazem uświadamia sobie, że to, co dotychczas przechodziła, nie było wielkim krzyżem, a od teraz jest gotowa na podjęcie większego krzyża, który jest dla niej słodki i zarazem ciężki (por. Ż 16,5);
  • rzecz dziwna, ale będąc w tej modlitwie zwraca się do swojego spowiednika i prosi go, aby w imię łączącej ich miłości przysposobił się do tego, „aby Bóg uczynił ci ten dar, gdyż widzę bardzo niewielu tych, u których nie widziałabym nadmiaru zdrowego rozsądku w tym, do czego są zobowiązani”, czyli chce, „aby przysposobił się do tego, aby mógł Bóg obdarować tym, czym ją samą obdarował” (Ż 16,7);
  • poza tym zwraca się do swoich przyjaciół, do szczególnie bliskich jej 5 osób, aby regularnie spotykali się od czasu do czasu i nawzajem wyprowadzali się z błędu i mówili sobie, w czym możemy się poprawić i bardziej zadowolić Boga (Ż 16,7);
  • i w końcu doświadcza czegoś z wolności polegającej na tym, że zdaje sobie sprawę, że prowadzi tu, na ziemi życie niewolnika i chcąc od Pana uzyskać wolność, wszystko zaryzykuje, aby siebie wykupić i wrócić do swojego kraju… (Ż 16,8).

Ale należy jeszcze wspomnieć o innym zachowaniu się władz, o czym pisze w 17 rozdziale.

W tej innej formie modlitwy snu władz rzecz wygląda trochę inaczej. Sama Teresa zaznacza, że

Bóg bardzo często udziela mi tego daru w ten sposób, gdy Bóg chwyta wolę, a nawet w moim przekonaniu – i rozum, gdyż on nie rozważa analitycznie, a jedynie jest zajęty cieszeniem się Bogiem, tak jak ktoś, kto wpatruje się i widzi tak wiele rzeczy, że nie wie, w którą stronę patrzeć; jedne nakładają mu się na drugie, tak że nie zdoła uchwycić, czym one są

św. Teresa do Jezusa, Ż 17,5

Natomiast pamięć i wyobraźnia pozostawione niejako sobie samym, zaczynają dokazywać. Teresa przedstawia to w sposób dramatyczny. Z jednej strony czuje się tym, co czyni pamięć i wyobraźnia zmęczona:

i mam jej tak dosyć, i często błagam Pana, jeśli tak bardzo ma mi ona zawadzać, niechaj pozbawi mnie jej w tych chwilach. Czasami mówię do Niego: „Kiedyż, mój Boże, cała moja dusza będzie w końcu złączona w wychwalaniu Ciebie, a nie tak rozbita, nie mogąca poradzić sobie sama z sobą?”

św. Teresa do Jezusa, Ż 17,5

A zarazem wyniszcza ją pragnienie, „aby znaleźć się złączoną tam, gdzie znajduje się jej większa cząstka” (Ż 17,6).

Jak tę sytuację należy przeżywać?

Z tych opisów modlitwy, jednego i drugiego, wyłania się szczególna sytuacja danej osoby, odnosi się wrażenie, że jest w jakieś sytuacji pośredniej.

Od strony poznawczej ta sytuacja pośredniości wyraża się w tym, że wola jest zaangażowana w Boga, czyli dusza pozwoliła, aby Pan udzielił jej darów, a wola przylgnęła do nich. Rozum zaś jest zdumiony tym, czego doświadcza wola, czyli nie wie i tym bardziej nie rozumie tego, czym dusza w woli jest obdarzana, a zarazem nie przyjmuje tego, co chcą mu przekazać pamięć i wyobraźnia w sferze poznawczej z tego, co doczesne i widzialne.

Stąd można mówić o pewnym śnie władz, jeśli rozpatrujemy to od strony poznawczej.

Ale jednak to, czego doświadcza dana osoba, nie jest snem ani grą wyobraźni, gdyż na poziomie woli dusza została wzmocniona pod kątem cnót. Cnota, tak wyśmiana i niedoceniana obecnie i tak często spychana na teren wyobraźni, w tym przypadku jest osadzona na poziomie woli (por. Ż 17,3).

Myślę. że w tym miejscu warto przytoczyć fragment z Lewisa:

Myśl o swoim pacjencie jak o serii kół koncentrycznych: najgłębszym kołem jest wola, następnie idzie intelekt, a na koniec wyobraźnia. Nie należy spodziewać się, że od razu będzie można z tych kręgów wyrugować to, co trąci Nieprzyjacielem, lecz winieneś nieustannie wszystkie cnoty wypychać na zewnątrz tak, by w końcu znalazły się w kręgu wyobraźni, natomiast wszystkie pożądane właściwości – do wewnątrz, do kręgu woli. Cnoty są rzeczywiście dla nas czymś fatalnym, jednak tylko o tyle, o ile docierają do samej woli i są wcielone w przyzwyczajenia. Mówiąc o woli, mam naturalnie na myśli nie to, co pacjent mylnie bierze za swoją wolę, to świadome złoszczenie się i zżymanie oraz zaciskanie zębów przy podejmowaniu postanowień, lecz to rzeczywiste centrum, które Nieprzyjaciel zowie Sercem. Wszelkiego rodzaju cnoty istniejące w wyobraźni albo uznanie przez intelekt lub nawet w pewnej mierze lubiane i podziwiane nie uchronią człowieka od domu naszego Ojca. Doprawdy, mogą go uczynić jeszcze bardziej zabawnym, gdy tam się znajdzie.

C.S. Lewis, Listy starego diabła do młodego, tłum. S. Pietraszko, Warszawa 1990, s. 45-46.

W przypadku Teresy czegoś takiego nie ma. A potwierdzeniem tego jest pokora, ale w czym ona się wyraża? Można tu wskazać na wiele przejawów:

  • zdaje sobie sprawę, że zmierza ku czemuś nieznanemu, ale zarazem nie chce i nie ma gdzie za bardzo wracać, jeśli to ujmiemy od strony przestrzeni;
  • natomiast od strony patrzenia na życie, to jest to coś, co przypomina śmierć, ale jeszcze nią nie jest. Do tego, co jest godne podkreślenia, towarzyszy temu niezwykła radość, która jednak otwiera na krzyż i na potrzebę mądrego zaangażowania się w życie;
  • pragnie prowadzić życie, w którym Marta współpracuje z Marią – nie jest to zawsze proste.

Zwłaszcza, kiedy dokazuje pamięć, jednak Marta wie, gdzie jest lepszą cząstką. I wydaje się, że obie już znoszą udręki spowodowane działaniem pamięci i zarazem zdają sobie sprawę, jak wiele ze zła pozostawił w człowieku grzech pierworodny. Potrafi mądrze żyć w sytuacji, kiedy nie przeszkadza pamięć i wyobraźnia:

Dlatego niemal jednocześnie działa w życiu aktywnym i kontemplacyjnym. I tak zajmuje się dziełami miłości i innymi sprawami, które są zgodne z jej stanem, oraz lekturą, choć władze nie są wówczas całkowicie paniami siebie, a rozumieją dobrze, że lepsza cząstka duszy znajduje się po innej stronie. To tak, jak gdybyśmy rozmawiali z jedną osobą, a z drugiej strony ktoś inny do nas mówi, i tak nie zajmiemy się w pełni ani jednym, ani drugim

św. Teresa do Jezusa, Ż 17,4

Po latach zaś zmagań z pamięcią i wyobraźnią dochodzi do tego, że i z nią próbuje żyć w taki sposób, aby nie dać się zatrzymać w drodze, aby nie dać się wciągnąć w jej zamęt i niepokój:

Najlepszym środkiem zaradczym, jaki na to znalazłam – po tym, jak sporo lat namęczyłam się z tym – jest to, co powiedziałam przy modlitwie uciszenia: nie zwracać na nią większej uwagi niż na szaleńca i pozostawić ją z jej natręctwem, gdyż jedynie Bóg może ją od niego uwolnić. A i tak, ostatecznie, pozostaje tutaj jako niewolnica. Musimy ścierpieć to z cierpliwością, jak Jakub postępował z Leą, gdyż wielki dar czyni nam Pan, że cieszymy się Rachelą. Mówię, że „pozostaje niewolnicą” ponieważ ostatecznie nie może – jak wiele by nie robiła – przyciągnąć do siebie pozostałych władz. Przeciwnie, to one, bez żadnego trudu, wielokrotnie sprowadzają ją do siebie. Niekiedy Bóg raczy użalić się nad nią, widząc ją tak zagubioną i niespokojną, oraz z pragnieniem przebywania z pozostałymi, i zezwala Jego Majestat, aby spłonęła w ogniu tej boskiej świecy, gdzie pozostałe są już zmienione w popiół, utraciwszy niemal swój naturalny byt, w sposób nadprzyrodzony ciesząc się doświadczaniem tak wielkich dóbr.

św. Teresa do Jezusa, Ż 17,7

Dana osoba zdaje sobie sprawę, że na etapie tej modlitwy „On sam jest ogrodnikiem i tym, który wszystko wykonuje” (Ż 16,1), ale nie jest to czas, czyli „Pan nie daje jej jeszcze pozwolenia, aby rozdzielała te owoce” (Ż 17,2). Jednak jest to czas, aby prosić, aby inni przysposobili się do przyjęcia darów od Pana. Stąd jej niezwykła prośba skierowana do jej spowiednika, aby pozwolił na to, aby oni zachorowali na tę samą chorobę co i ona:

To, co widzę wydaje mi się snem i nie chciałabym widzieć niczego innego, jak tylko chorych na tę samą chorobę, na którą ja teraz jestem chora. Błagam waszą miłość bądźmy wszyscy obłąkanymi z miłości do Tego, którego z miłości do nas takim nazywali. Skoro wasza miłość mówi, że mnie kocha, pragnę, abyś okazał mi to przysposabiając się do tego, aby Bóg uczynił ci ten dar, gdyż widzę bardzo niewielu tych, u których nie widziałabym nadmiaru zdrowego rozsądku w tym, do czego są zobowiązani. A może być i tak, że ja mam go więcej niż wszyscy inni. Nie pozwól mi na to, wasza miłość, ojcze mój – skoro również i nim dla mnie jesteś, tak jak synem – gdyż jesteś moim spowiednikiem, i tym, komu powierzyłam moją duszę. Wyprowadź mnie z błędu zgodnie z prawdą, gdyż te prawdy są tak mało praktykowane

św. Teresa do Jezusa, Ż 16,6

Nie można pominąć w tym momencie celnej uwagi, że teolog prawdziwy dąży do pytań granicznych, które otwierają człowieka na Boga i pozwalają coś z Niego doświadczać, zaś upadły teolog prowadzi ku granicy człowieczeństwa. Przechodzi ono w to, co nachylone ku temu, co zewnętrzne, ku temu, co prowadzi ku zezwierzęceniu. Stąd Teresa w innym miejscu – kierując się do mniszek karmelitanek, co jednak można odnieść do każdego człowieka modlitwy – mówi: „A wśród was, siostry, mam nadzieję w Jego Majestacie, nic takiego nie będzie miało miejsca ze względu na istniejący tu nawyk zajmowania się sprawami wewnętrznymi, co jest wielce pomocne, aby nie popaść w tym podobne zezwierzęcenie” (1M 1,8).

Jest to również czas do zawierania przyjaźni, aby razem umacniać się w dążeniu w prawdzie do Boga: „Albowiem nie ma nikogo, kto by tak dobrze znał samego siebie, jak znają nas ci, którzy nas obserwują, jeśli robią to z miłością i troską o przyniesienie nam pożytku” (Ż 16,7). I w tym miejscu nie należy pominąć jej celnych uwag, że mało jest ludzi, którzy łączą się w tym, co dobre, natomiast są w stanie łatwiej to czynić ku temu, co złe. Oraz ze smutkiem stwierdza, że w sytuacji, kiedy ludzie w ramach grup przyjaźni tak mało pomagają sobie, aby stanąć w prawdzie o sobie, to na domiar wszystkiego jeszcze kaznodzieje nie pomagają stawać ludziom w prawdzie i zachowują wiele niewłaściwej przezorności (Ż 16,7).

Zakończenie

Powinno się jeszcze parę rzeczy dodać, czy uzupełnić.

Należy jeszcze przywołać wyjściowy obraz modlitwy snu władz, jakim jest trzeci sposób podlewania. „Jest to woda płynąca z rzeki lub źródła. Nawadnia się nią ze znacznie mniejszym trudem, chociaż wymaga go nieco samo skierowanie wody do ogrodu”, czyli dana osoba jest na to obdarowanie otwarta i w jakiś sposób przysposobiona, i zarazem dana osoba wyraziła chęć, aby płynąć ku czemuś nieznanemu. Wie, że wracać nie powinna, wie, że powinna wszystko uczynić, aby nie wracać. A dokąd to wszystko prowadzi? Prowadzi ku coraz pełniejszemu spotkaniu z Bogiem, ale ważne na tym etapie jest zrozumienie tego, co dzieje się z daną osobą i dar wypowiedzenia tego.

Pisząc te rozdziały Teresa doznała nie tylko łaski modlitwy snu władz, ale również i łaski jej zrozumienia i wypowiedzenia, i tym ona chce służyć o. Gracjanowi, który jest pierwszym adresatem tej książki:

Bardzo się ucieszy wasza miłość – gdy Pan udzieli ci ich wszystkich, jeśli już ich nie doświadczasz – znajdując to tu opisane i rozumiejąc, co to jest. Ponieważ jednym darem jest to, że Pan daje nam dany dar, innym jest zrozumienie, jaki to dar i jaka łaska, innym zaś jest umiejętność wypowiedzenia go i dania do zrozumienia, jakiego jest on rodzaju. I chociaż nie wydaje się, aby było potrzebne coś więcej niż ten pierwszy dar, aby dusza nie czuła się zażenowana i bojaźliwa, i kroczyła z większym zapałem po drodze Pana, trzymając pod stopami wszystkie rzeczy świata, to wielkim pożytkiem i darem jest zrozumienie tego daru. I dlatego za każdy z nich słusznie niech wielce wychwala Pana ten, kto go doświadcza, a kto nie doświadcza, niechaj wychwala Go za to, że Jego Majestat dał go komuś z tych, którzy żyją obecnie, aby przynosił pożytek nam wszystkim (Ż 17,5).

Na sam koniec warto jeszcze zaznaczyć, jak Teresa dochodzi do rozróżnienia w sobie poszczególnych władz. Kiedy ona mówi o rozumie, woli i pamięci z wyobraźnią, to nie na zasadzie kogoś, kto powtarza stwierdzenia teologów i filozofów, ale te władze czuje w sobie w strumieniu tego wszystkiego, co w niej i z nią się dzieje. Do tego jeszcze pogłębia się jej świadomość odnośnie pamięci i wyobraźni, o czym będzie pisała 12 lat później (4M 1,8).

Przywołajmy obraz z wyprawy Kolumba – osoba przy trzecim sposobie podlewania ogrodu czy przy modlitwie snu władz znajduje się pośród oceanu pomiędzy Wyspami Kanaryjskimi i nieznanym lądem obu Ameryk…

Dana osoba wie, że nie powinna wracać i wie, że wszystko, co najlepsze jest przed nią…

o. Wojciech Ciak OCD

specjalizuje się w duchowości karmelitańskiej, szczególnie w dziełach św. Teresy od Jezusa jako współtłumacz i komentator. Wieloletni prezes i wiceprezes wydawnictwa Flos Carmeli w Poznaniu, twórca Piwnicy duchowej, opiekun wielu grup duszpasterskich, rekolekcjonista, wykładowca, obecnie kierownik Studium Teologii Duchowości na Solcu