Komentarz Biblijny o. Wilfrid Stinissen OCD wróć

Święto św. Teresy Benedykty od Krzyża

Sierpień 8, 2018

Mt 25, 1-13
Przypowieść o dziesięciu pannach

Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść:

«Królestwo niebieskie podobne jest do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie oblubieńca. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. Gdy się oblubieniec opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły.

Lecz o północy rozległo się wołanie: „Oblubieniec idzie, wyjdźcie mu na spotkanie”. Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy.

A nierozsądne rzekły do roztropnych: „Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną”.

Odpowiedziały roztropne: „Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie”. Gdy one szły kupić, nadszedł oblubieniec. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną i drzwi zamknięto.

W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam”.

Lecz on odpowiedział: „Zaprawdę powiadam wam, nie znam was”.

Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny».


Szukaj towarzystwa Jezusa

Teresa radzi: „Postaraj się o towarzystwo. A jakież mógłbyś znaleźć lepsze nad towarzystwo samego Mistrza, który nauczył nas tej modlitwy, do której odmówienia się zabierasz. Przedstaw sobie Pana stojącego tuż przy tobie i patrz, z jaką miłością i z jaką pokorą raczy ciebie nauczać”.

Patrz na Tego, który patrzy na nas

Nawiąż z Jezusem osobisty kontakt, dostrzeż Jego spojrzenie, a następnie patrz Mu w oczy, bez lęku. Uświadom sobie, że nasze życie od Niego pochodzi i że On patrzy na nas z taką ogromną życzliwością.

Wsłuchuj się w Mistrza

Jezus nie tylko patrzy na nas, ale również do nas mówi.

(…) W dzisiejszym tekście Jezus najwyraźniej nie wymienia oblubienicy. Oblubienicą jest Kościół w swojej doskonałej formie, taki, jakim postrzega go Paweł w Liście do Efezjan, „nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego” (5,27). Jezus mówi dzisiaj o Kościele takim, jakim jest widoczny na ziemi, jakim jawi się w ziemskich członkach, w tych, którzy jeszcze nie doszli do celu, ale wciąż są w drodze. Kościół podobny jest do dziesięciu panien, z których pięć jest nierozumnych, a pięć roztropnych. Kościół jest zbiorem głupich i mądrych. My, którzy może zaliczamy się do tych rozumnych, uważamy, że Jezus nie jest zbyt hojny, dzieląc te dziesięć na pięć mądrych i pięć głupich. A może uważamy, że większość z tych, którzy mienią się chrześcijanami, jest nierozumna. Jezus jednak nie jest taki krytyczny. Nie skłania się ani do przesadnego optymizmu, ani pesymizmu.

Zadaniem panien jest wyjść na spotkanie Oblubieńca, kiedy przybędzie, aby zabrać oblubienicę do domu swych rodziców, gdzie odbędzie się wesele. Jednak pan młody spóźnia się. Zwleka. W dzisiejszym drugim czytaniu słyszeliśmy, że Paweł pierwotnie sądził, iż jeszcze przed śmiercią doświadczy ponownego przyjścia Pana: „Sam bowiem Pan zstąpi z nieba… a zmarli w Chrystusie powstaną pierwsi. Potem my, żywi [tak] pozostawieni, wraz z nimi będziemy porwani w powietrze, na obłoki naprzeciw Pana, i w ten sposób zawsze będziemy z Panem” (1 Tes 4,16-17). Tak się jednak nie stało.

Z jakichś powodów pan młody zwleka. Raz po raz coś wskazuje na to, że nadszedł już czas. Jednak okazuje się to fałszywym alarmem. Można zrozumieć, że panny są senne i zasypiają. Te mądre też zasypiają. Nie sposób być wciąż czujnym, nie potrafimy być wciąż tak samo uważni, równie zapaleni. Usypiamy. Pomyślmy jednak, gdybyśmy mogli mówić jak oblubienica z Pieśni nad Pieśniami: „Ja śpię, lecz serce me czuwa” (5,2). Nie możemy zawsze świadomie myśleć o Oblubieńcu. On zresztą wcale tego nie wymaga. Mamy swoje ziemskie zadania, które pochłaniają nasz czas i uwagę. Jednak w głębi nas samych nasze serce może czuwać. Kiedy na poziomie świadomości musimy Go opuścić, aby oddać się naszej pracy, On może nadal pozostawać w naszej podświadomości. Może być obecny w naszej tęsknocie, snach, radościach i smutkach. Jeżeli nazywa się Światłością oświecającą nasze wnętrze, jeżeli Jego miłość jest naszą wielką radością, to mamy oliwę czuwania, nawet kiedy śpimy.

Nasze świadome myśli, słowa i czyny to nie wszystko. Są w nas głębsze pokłady, a jeśli jesteśmy porwani miłością do Niego, On tam żyje i jest siłą napędową dla wszystkiego, co czynimy. Wówczas płonie pochodnia miłości, nawet kiedy nie możemy „myśleć” o Nim. Każdego wieczoru, zanim zaśniemy, mamy szczególną okazję ujrzeć imię Oblubieńca w naszej podświadomości, która właśnie wtedy ma przejąć pracę. Podczas snu Jego imię kiełkuje w naszym wnętrzu. Nasze serce czuwa. Kupujemy oliwę, aby utrzymać płomień pochodni i być gotowi na Jego przyjście.

Wołanie: „Oto pan młody [idzie]” słychać o północy. Przychodzi w momencie, w którym najmniej się Go spodziewamy. Jego nawiedzenia są najczęściej niespodziewane. Wielkich darów Jego łaski, które przeprowadzają nas przez nowy próg, nie można zaprogramować. Właśnie dlatego jest tak ważne, byśmy zawsze mieli oliwę przy sobie , by Jego święte imię, które oblubienica w Pieśni nad Pieśniami nazywa „olejkiem wylanym” (1,3) – zawsze w nas mieszkało.

Nie możemy w ostatniej chwili pójść i kupić oliwy od innych. Może się to wydaje brakiem miłości, że panny mądre nie są chętne do podzielenia się swoją oliwą. Jezus ma tutaj na myśli to, że istnieją decyzje, których nikt za nas podjąć nie może. Nikt za nikogo nie może przeżyć życia. Jakkolwiek byśmy sobie wzajemnie pomagali, i tak każdy odpowiada sam za siebie. Wielu przychodzi do nas do klasztoru, prosząc o modlitwę. Jesteśmy za to wdzięczni. Jednak ważne jest, aby sami też się modlili. Możemy prosić Boga, aby szczególnie głośno pukał do drzwi naszego bliźniego, jednak to on sam musi Mu otworzyć. Kiedy Jezus mówi, że o północy rozległo się wołanie: „Oto pan młody [idzie]”, myśli w pierwszym rzędzie o swoim powtórnym przyjściu na końcu czasów. Dla ludzkości będzie to niepojęta radość, kiedy wreszcie nadejdzie czas uczty weselnej.

Możemy jednak także pomyśleć o naszej śmierci. Oby kapłan albo ktoś z naszych przyjaciół mógł wówczas do nas powiedzieć: „Oblubieniec jest tutaj, wyjdź Mu na spotkanie” i obyśmy i my wówczas z radością potrafili podążyć za Nim na ucztę weselną! Jakże jednak byłoby smutne, gdybyśmy na wspomnienie Oblubieńca mieli wrażenie, że mówią nam o kimś obcym, o kimś nam obojętnym, z kim nie chcemy mieć do czynienia, ale kto w każdym razie przyjdzie i nas zabierze. Jakie to straszne, być porwanym przez obcego! Jednak nikt z nas nie jest za stary, by zmienić nastawienie, dla nikogo z nas nie jest za późno na zakup oliwy, na to, aby pozwolić świętemu imieniu Oblubieńca ożywić się w naszych sercach.

Jest jeszcze trzeci sposób interpretacji wołania: „Oto pan młody [idzie]”. Właściwie On jest tutaj zawsze. „Oto stoję u drzwi i kołaczę, mówi, jeśli ktoś posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną” (Ap 3,20). On puka zawsze. Jeśli ćwiczymy nasze wewnętrzne ucho, to coraz wyraźniej będziemy słyszeli Jego kołatanie. Dzisiaj, na tej mszy, Oblubieniec jest tutaj, równie rzeczywisty, jak podczas powtórnego przyjścia w dniu ostatecznym. Zanim przyjmiemy Go jako nasz pokarm, kapłan mówi w liturgii: „Błogosławieni, którzy zostali wezwani na Jego ucztę”.

Jednak również poza Eucharystią Oblubieniec jest tutaj. Mieszka w nas, głębiej niż nasza podświadomość, w naszym centrum. Tam cierpliwie kołacze do drzwi. Tęskni za tym, aby nas całkowicie napełnić, zarówno naszą świadomość, jak i podświadomość. Podobnie jak głos archanioła i Boża trąba będzie ogłaszać Boży nakaz w dniu ostatecznym, tak wszyscy mamy anioła, który często nam mówi: „Pan młody idzie, wyjdź Mu na spotkanie!”. Wyjdź ze swego więzienia, nie zasklepiaj się w swoich zmartwieniach, nie tkwij w użalaniu się nad sobą, wyjdź i spotkaj się z Nim!

Byłoby dobrze, gdybyśmy w tych pozostałych jeszcze dniach roku kościelnego często wsłuchiwali się w te słowa, wypowiadane bezpośrednio do nas: „Oblubieniec nadchodzi, wyjdź Mu na spotkanie!”.

Jeżeli uparcie chcemy wyjść, przyjdzie chwila, kiedy nasze wewnętrzne więzienie runie i będziemy uwolnieni. Chwila, w której z radością zawołamy: „Dusza nasza jak ptak się wyrwała z sidła ptaszników” (Ps 124,7).

Mów do Niego

Po wsłuchiwaniu się w Mistrza my podejmujemy z Nim rozmowę. Mamy do Niego kierować słowa proste i prawdziwe.


Rozważanie zaczerpnięte ze zbioru medytacji biblijnych „Drogocenna Perła”. Pełne rozważania o. Wilfrida Stinissena OCD do wszystkich czytań roku liturgicznego są dostępne w naszym sklepie internetowym wydawnictwa Flos Carmeli.