Kalendarz Wydarzenia więcej

Rocznica reformy Naszego Zakonu


24-08-2019

W 1562 roku, dnia 24 sierpnia św. Matka Nasza Teresa od Jezusa, w klasztorze w Awili, dała początek reformie Naszego Zakonu. Tego dnia został założony klasztor św. Józefa. Święta Nasza Matka opisuje ten dzień w 36 rozdziale swojej autobiografii.


Tak więc po załatwieniu wszystkiego Pan zechciał, aby w dzień św. Bartłomieja kilka osób przywdziało w nim habit i został tam umieszczony Najświętszy Sakrament, i tak w pełni zgodnie z prawem został założony nasz klasztor chwalebnego ojca naszego Świętego Józefa, w roku tysiąc pięćset sześćdziesiątym drugim. W tych obłóczynach uczestniczyłam ja oraz dwie inne zakonnice z naszego domu, z klasztoru Wcielenia, które akurat znajdowały się poza klasztorem. A ponieważ dom, w którym założono klasztor był tym samym, w którym mieszkał mój szwagier (gdyż, jak mówiłam, to on go kupił, aby lepiej ukryć całą tę sprawę), miałam pozwolenie na przebywanie w nim i nie robiłam niczego, co nie byłoby zgodne z opinią teologów, aby w najmniejszym punkcie nie wykroczyć przeciwko posłuszeństwu. A ponieważ oni uważali, że ten dom z wielu powodów przyniesie wiele pożytku dla całego Zakonu, to – chociaż działałam w tajemnicy i uważałam, aby nie dowiedzieli się o tym moi przełożeni – mówili mi, że mogłam to robić. Albowiem z powodu nawet bardzo małej w tej sprawie niedoskonałości, gdyby oni mi o niej powiedzieli, zrezygnowałabym z tysiąca klasztorów, a co dopiero z tego jednego. Co do tego nie ma wątpliwości. Albowiem choć pragnęłam go dla większego oddalenia się od wszystkiego i wypełniania mojej profesji zakonnej i powołania z większą doskonałością i zamknięciem, pragnęłam tego w taki sposób, że gdybym zrozumiała, iż większą służbą Panu byłoby zrezygnowanie z tego wszystkiego, uczyniłabym to – jak zrobiłam to poprzednim razem – z całkowitą swobodą i spokojem.

Tak więc było to dla mnie jak znalezienie się w chwale, gdy ujrzałam umieszczany w tym domu Najświętszy Sakrament, i że podjęły się tego te cztery ubogie sieroty (gdyż nie przyjmowano ich z posagiem) i wielkie służebnice Boże – to właśnie zamierzone zostało na początku, aby wstępowały do tego klasztoru osoby, które swoim przykładem będą fundamentem, ażeby mogła urzeczywistnić się nasza intencja wielkiej doskonałości i modlitwy, którą nosiłyśmy w sobie – i że dokonało się dzieło, które – jak dane mi było zrozumieć – było na służbę Panu i cześć szaty Jego chwalebnej Matki, gdyż takie były moje najgorętsze pragnienia. A nadto wielką pociechę dawało mi to, że uczyniłam to, co Pan mi tak usilnie nakazywał, i to, że powstał jeszcze jeden kościół w tym mieście, i to mojego chwalebnego ojca Świętego Józefa, jakiego tu wcześniej nie było. Nie dlatego, jakoby wydawało mi się, że ja w tej sprawie czegoś dokonałam, gdyż nigdy tak mi się nie wydawało, ani mi się nie wydaje. Zawsze jest dla mnie oczywiste, że Pan to sprawiał, a to, co było z mojej strony, wykonywałam z tak wieloma niedoskonałościami, że przeciwnie, widzę, że miałabym raczej o co się obwiniać, niż za co oczekiwać wdzięczności. A tymczasem wielkim wynagrodzeniem była dla mnie świadomość, że Jego Majestat wziął mnie sobie za narzędzie do tak wielkiego dzieła, pomimo że ja byłam tak nielojalna. I dlatego odczuwałam w sobie tak wielkie zadowolenie, że byłam jakby poza sobą, doświadczając wielkiej modlitwy.

Księga mojego życia, 36, 5-6