Czytelnia Karmel wróć

Św. Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej | Część 2: Młodość i powołanie


Wrzesień 16, 2017

Życie Elżbiety ubogacone zostało nową treścią. Odtąd widzia­ła wszędzie Boga – obecnego i żywego. Świadomość tego faktu stawała się motywem i celem jej modlitwy.

Znaki powołania

Słowa przeoryszy Karmelu, Marii od Jezusa, tłumaczące jedenastolet­niej wówczas Elżbiecie znaczenie jej imienia jako domu Boga, naprowadziły ją stopniowo do zrozumienia i odkrycia życiowego powołania. Podstawowe prawdy, że jest dzieckiem, a także – domem Bożym, początkowo nie dość wyraźnie uświadomione, z czasem stawały się coraz oczywistsze.

Odkrywanie Boga i Jego miłości porywa Elżbietę. Spontanicznie oddaje Jezusowi siebie, składając ślub czystości i życia wyłącznie dla Niego. Odda­nie takie rodzi miłość oblubieńczą, która stanowi istotę dziewictwa. Gdy po złożeniu ślubu czystości, w czasie dziękczynienia po Komunii św., usłyszała Elżbieta w sercu wezwanie do życia w Karmelu, odpowiedziała Bogu „tak”, lecz oczywiście nie mogła wtedy o niczym decydować. Liczyła zaledwie 14 lat; matka wychowywała ją dość surowo, a ponadto zajmowało ją wiele in­nych „ważnych spraw” dziewczęcych i nie dozwalało patrzeć wyłącznie w kierunku powołania.

Przez długi czas było ono jej osobistą tajemnicą, aż wreszcie wyznała matce, że pragnie wstąpić do Karmelu. Maria Catez, chcąc zapobiec wybu­jałej – jak się jej zdawało – religijności córki, ograniczyła jej chodzenie do kościoła, przystępowanie do Komunii św. i zabroniła odwiedzania Karmelu. Elżbieta poddała się z bólem rozkazom matki. Tymczasem łaska Boża nadal działała w niej skutecznie, pogłębiając świadomość, że jest wła­snością Boga. Elżbieta żyła odtąd w szczególnej sytuacji osoby przez Pana „powołanej”, jeszcze nie „wezwanej”; Bóg, gdy „na­dejdzie godzina”, sam zatroszczy się, aby zdołała dojść do bramy Karmelu i zastała ją otwartą.

W świadomości Elżbiety łączyły się w całość myśli o wieczności, o Bogu obecnym w duszy, Jezusie w Eucharystii i – Ukrzyżowanym; także o przy­wiedzeniu Mu przez kontemplację jak najwięcej dusz Jego krwią odku­pio­nych. Myśli te stanowią podstawę i tło jej duchowości, choć ona nie zdaje sobie wcale sprawy, że jest wyjątkowo obdarowana łaską. W siedemnastym roku życia Elżbieta coraz częściej trwa w głębokim modlitewnym skupieniu. Rozwija w sobie predyspozycje kontemplacyjne, dorasta stopniowo do przyjęcia z pełną odpowiedzialnością życiowych za­dań. Dla natury często bywa to wysiłek przekraczający jej możliwości, ona jednak ufa, iż Bóg nie obciąży ją trudem ponad siły. Rzeczywiście, w następ­nym roku natura zdawała się jej ulegać. „Skończyła się walka. Wśród zaba­wy, świadoma obecności Pana, myśląc o jutrzejszej Komunii św., czułam się tam obca, obojętna wszystkiemu, co mnie otaczało”.

Jedna refleksja jawi się prawie na wszystkich kartkach Dziennika; jest nią trwanie w Obecności przebywającej w jej wnętrzu. Z zapisków tych przebija nuta nadziei, że matka wreszcie zgodzi się, by wstąpiła do Karmelu. Dlaczego do Karmelu? Elżbieta czuła w sercu, że Bóg tam ją wzywa i dobrze rozumiała, dlaczego. Karmel był dla niej miejscem uwielbienia Boga i cał­kowitego oddania siebie. W powołaniu do Karmelu znalazła swój cel i całe swe posłannictwo życiowe, urzeczywistniane w milczeniu, modlitwie i cier­pieniu.

Wierność powołaniu i walka z własną porywczością oczyściły Elżbietę dostatecznie na pierwsze łaski mistyczne. Uświadomiła je sobie w czasie rekolekcji w styczniu 1899 r. Nie rozumie ich, pragnie zapytać spowiednika, co się w niej dzieje i jak się zachować wobec przeżywanych doświadczeń duchowych. Spowiednik nie tyle tłumaczy jej znaczenie wewnętrznych doznań, ile wyznacza cel woli: całkowity i czysty dar z siebie. W lutym tego roku Elżbieta czyta Dzieła św. Teresy od Jezusa i sama zaczyna pojmować, do jakich wyżyn kontemplacji wynosi ją dobroć Boża.

Jedenaście lat walki z wadami uczyniło ją podatną na radykalizm Ewan­gelii. Program wyrzeczenia się siebie we wszystkim, umocnił w niej dążenia, które w kontakcie z Jezusem w Eucharystii stają się koniecznością. Jednak posty i włosiennica, odkryte przez matkę i siostrę, zostały zabronione. Spo­wiednik potwierdzając decyzję matki, ukazuje Elżbiecie wyższość umartwie­nia wewnętrznego, zapierania się siebie, przekreślania na korzyść innych własnych upodobań i pragnień.

Upodobnić się do Ukrzyżowanego

Są to najbardziej osobiste przeżycia Elżbiety. Objawiona jej została ta­jemnica Jezusa Ukrzyżowanego i pouczenie, jak upodabniać się do Niego. Światło Boże spływa na nią jako coś tak potężnego i niepojętego, jak sama nieskończoność. Te doświadczenia tak ją przemieniają, że trudno odnaleźć dawną, porywczą, nadwrażliwą dziewczynę. Pragnie teraz jedynie upodobnić się do Jezusa Ukrzyżowanego, uczestniczyć w Jego zbawczym dziele. Pra­gnienia te są naturalnym następstwem kontemplacji miłości Bożej. Oddanie się Bogu prowadzi do jedności z Jezusem, a wymogi jedności ukazuje kon­kretnie życie Pana, od żłóbka po krzyż, w ciągłej uległości Duchowi Świę­temu i w całopalnej ofierze.

Matka zgodziła się na wstąpienie Elżbiety do Karmelu za dwa lata, gdy córka ukończy dwudziesty pierwszy rok życia. W ciągu dwóch lat oczekiwa­nia Elżbiety przed furtą Karmelu przeorysza sprawowała, w pewnym sensie, rolę jej „kierownika duchownego”, pomagając poznawać siebie i umacniać się w Bogu. Jej nauki zapadły głęboko w serce kandydatki. Dwuletni nieofi­cjalny nowicjat ugruntował duchowe podstawy przyszłego, świątobliwego życia Elżbiety-karmelitanki.

Elżbieta rozumie dobrze, że poszukiwanie Boga w kontemplacji i po­korne upodabnianie się do Ukrzyżowanego Pana oznacza współuczestnicze­nie w apostolskiej misji Kościoła. Żyjąc w czasach laicyzacji i ateizacji, bo­leje nad swą ojczyzną, nad niewiarą, cierpi, że Jezus, jej Miłość, tak mało jest kochany. Uporczywe początkowo starania o własne uświęcenie i duchowe szczęście, zmienia wkrótce w troskę o inne dusze, w odpowiedzialne działa­nie wspierające zbawczą misję Chrystusa. Chce na wzór św. Teresy od Jezusa, przez modlitwę, pokutę i ofiarę wyrywać dusze z grzechu i religijnej obojęt­ności.

Wierność wartościom

Dwa lata oczekiwania Elżbiety w świecie, były zapewne w jej życiu najtrudniejsze. Broniła taktownie, cierpliwie i z miłością swego prawa do wierności obranemu ideałowi. Maria Catez, kobieta uczciwa i dobra matka, zrozumiała religijne ideały córki, ulegała jednak zmiennym nastrojom chwili. Elżbieta jest wierna temu, co uznała za wartość i prawdę. Coraz nowe wrażenia nie zdołają zachwiać jej stałości i wytrwałości w dążeniu do celu. Zrozumianą raz prawdę o wartości wyrzeczenia i skupienia, o wzniosłości pokory i miłości, Elżbieta nieustannie pogłębia i umacnia. Posiada w sobie wewnętrzną ciszę, cała oddaje się poznanemu dobru i pięknu. Żyje pełnią swej głębi, toteż zdoła kierować tym, co chwilowe czy nieautentyczne. Pra­wość i stałość rozwijają w niej czystość, pokorę i miłość. Fundamentem jej duchowego rozwoju jest wierność wartościom.

Świadomość własnej ograniczoności oraz wola przekraczania siebie wraz z Jezusem i z miłości dla Niego, otwierały przed nią, już w świecie, nieskończone horyzonty świata nadprzyrodzonego. W duchowej walce z sobą Elżbieta skupia wszystkie siły. Między naturą a łaską, ludzkim reali­zmem a boską realnością, wybiera ostatnią – wolna wewnętrznie, niezależna. Otwiera się na łaskę, ta zaś zmienia jej charakter, skłonność do konfliktów, proble­mów, marzycielstwa; oddana Bogu, ulega działaniu Jego łaski.

Zdolność koncentracji oraz introwersji Elżbiety nabiera cech wewnętrz­ności i duchowości. Wewnętrzności – jako życie wespół z Bogiem, co z kolei stawia przed nią konieczność całkowitego uwalniania się od egoizmu. Wzno­szenie się z podłoża czysto ludzkiego w sferę nadprzyrodzoną, teologalną, dokonuje się w poczuciu pustki i opróżniania natury z wszystkiego, co nie­godne Boga. Elżbieta odczuwa wtedy silnie potrzebę uciszenia i spokoju. Osiąga je po wielu wysiłkach i ofiarach. Nikt się tego nie domyślał, nie znano prawdy i głębi jej życia duchowego. Radosna, uprzejma, serdeczna, dostosowywała się do wymogów towarzyskich, ale sama usuwała się w cień. Nie kochała świata, ale w nim żyjąc, chciała żyć w pełni.

„Bóg we mnie, a ja w Nim…”

Nie domyślano się w Elżbiecie rozterek i duchowych zmagań; zawsze opanowana nie ulegała zmiennym nastrojom. Podjęte wytrwałe wyciszenie serca, opanowanie sensibilite, adoracja Boga obecnego w duszy, oto co przy­nosiło Elżbiecie poczucie, niemal dotykalne, Jego bliskości, obecności w sobie. Przeorysza Karmelu upewniła ją, że nie ulega złudzeniu. Kiedy jednak tego rodzaju przeżycia zdarzały się częściej, a doznawanie obecności Bożej wy­dawało się sięgać głębiej, należało fakt ów gruntownie, teolo­gicz­nie uza­sadnić. Matka Maria ułatwiła Elżbiecie spotkanie z o. Gon­zalvesem Vallee, uczonym teologiem. Rozmowa zdecydowała o ży­ciu Elżbiety. Zapytywany, co oznaczają poruszenia łaski, które ją upewniają o zamieszkaniu w jej duszy Boga, teolog-kontemplatyk wyja­śnił jej, że przez łaskę chrztu stajemy się duchową świątynią Boga, o czym naucza św. Paweł. Wraz z Duchem Świę­tym mieszka w nas cała Trójca Przenajświętsza, z pełnią swej mocy twórczej i uświęcającej. Nie godzi się w duszy pozostawiać Jej samej, lecz należy trwać przy Niej w wierze, miłości, w nieustannej adoracji. Elżbietę zachwycił ten dogmatyczny wykład, odtąd wszystkie wcześniejsze dotknięcia Boże stały się dla niej zrozumiałe.

Na razie Elżbieta żyje nadal w świecie i liczy miesiące dzielące ją od dnia wstąpienia do Karmelu. „Bóg we mnie, a ja w Nim! Jak dobroczynne jest to poczucie Bożej obecności w nas, w najgłębszej, najbardziej ukrytej świątyni naszego serca. Tam chcę Go zawsze szukać. Nie pozostawiajmy Go nigdy samotnym. Uczyńmy nasze życie nieustanną modlitwą… Zagubmy się w Trójcy Przenaj­świętszej, w Bogu, który jest samą miłością…”

Elżbieta – „zakochana jest w miłości”. Kochać znaczyło poświęcać się, wyrzec się siebie, złożyć siebie w ofierze. Wyrazi to później krótko: „Uko­chać aż do śmierci z miłości”. Pragnęła, aby kontemplacja Ukrzyżowanego jak najpełniej ją upodobniła do Niego. Odkryła oczywistą „tajemnicę” świę­tości: nieustanne naśladowanie Syna Bożego. „Pragnę być świętą z Tobą, Mistrzu, i dla Ciebie, lecz czuję moją niemoc. Ty sam stań się moją święto­ścią! – W miłosnym zapale czasem przyzywała cierpienia i pragnęła śmierci. – Przyjmuję wszystkie cierpienia, wszystkie doświadczenia, nawet to, by nie odczuwać Cię w sobie. Spraw, bym była zawsze wspaniałomyślna i wierna”.


Część 3: Karmelitanka >

Immakulata J. Adamska OCD

(1922-2007), karmelitanka bosa, autorka książek o karmelitańskich świętych, tłumaczka i znawczyni myśli św. Edyty Stein.