blog Zamyślenie

Historia ludzkiego serca albo dwóch zdrajców. – część 5 – Piotr. Nadzieja i wątpliwości o poranku

Kwiecień 12, 2020 o. Antoni Rachmajda OCD

Zestawione obok siebie zdrada Piotra: „Po małej chwili zaś, podchodząc, stojący powiedzieli Piotrowi: Prawdziwie i ty z nich jesteś, i bowiem wymowa twa jawnym cię czyni. Wtedy zaczął się zaklinać i przysięgać: Nie znam tego człowieka. I zaraz kogut zapiał. I przypomniał sobie Piotr słowo Jezusa, który powiedział, że Zanim kogut zapieje, trzykroć mnie się wyprzesz. I wyszedłszy na zewnątrz, zapłakał gorzko” (Mt 26,73-75), i Judasza, który po niewyrażeniu zainteresowania jego wyrzutami sumienia przez robiących interesy żydów „cisnąwszy srebrniki ku przybytkowi oddalił się i odszedłszy powiesił się” (Mt 27,5), kończą się diametralnie inaczej. Piotr wraca do apostołów – nie wiemy, czy bezpośrednio po swej zdradzie, czy może to Jan, który wprowadził go na dziedziniec arcykapłana, wykorzystując swoją z nim znajomość , czując się winny z tego powodu, odprowadził Piotra do pozostałych.  W każdym razie nie ma Piotra pod krzyżem Jezusa, razem z niewiastami i Janem, pojawia się dopiero w poranek niedzielny, gdy Maria Magdalena biegnie do apostołów od grobowca, gdzie w piątek złożono ciało Pana Jezusa z nowiną, tak jak to opisuje św. Jan:  „Zaś pierwszym dniem tygodnia Maria Magdalena przychodzi rano, ciemność jeszcze gdy była, do grobowca; i widzi kamień usunięty z grobowca. Biegnie więc i przychodzi do Szymona Piotra i do innego ucznia, którego kochał Jezus, i mówi im: zabrali Pana z grobowca i nie wiemy, gdzie położyli go. Wyszedł więc Piotr i ten inny uczeń i szli do grobowca”(20,1-3).

I teraz w drodze do grobowca, Jan zapisuje, że „Biegli zaś dwaj razem” (20,4). Biegli – dla nich bowiem, nierozumiejących jeszcze absolutnie, co się stało, oczywisty był na razie tylko fakt pustego grobu. Maria Magdalena chciała tylko porządnie namaścić ciało, czego nie mogła uczynić w piątek w związku z rozpoczynającym się świętem paschy, dlatego Jan zapisuje: „zabrali Pana z grobowca i nie wiemy, gdzie położyli go”. „Nie wiemy” – natomiast oznacza że nie była ona sama, jak zapisują inni ewangeliści: była z inną Marią (Mt 28,1-10); u Marka z Marią Magdaleną i Marią Jakuba, jest jeszcze Salome (Mk 16,1-8); według Łukasza są to „Towarzyszące kobiety, które razem przybyły z Galilei” (Łk 23,55-56; 24,1-12). Różne opisy są dla uczniów Jezusa jedynie świadectwem nowości (tego, co się wydarzyło) przekraczającej jakiekolwiek ich wyobrażenia i pomysły. Nigdy wcześniej nikt z nich nie doświadczył Zmartwychwstania (nawet gdy będą spotykać zmartwychwstałego Jezusa, nie będą potrafili go rozpoznać…). Łączy ich jednak jedno: wszyscy całą swą przyszłość i swe życie związali z Jezusem. Nadzieje i oczekiwania, przeróżne (przecież jeszcze w momencie wniebowstąpienia Jezusa będą go pytać: „Panie, czy w tym czasie z powrotem ustanowisz królestwo Izraelowi?”; Dz 1,6). Dla Niego zostawili swe dotychczasowe życie, rodziny, domy, prace i znajomych (jak św. Jan „znajomy arcykapłana”).  Jezus nie był dla nich dodatkiem jak sobotnia „święconka”, która „zawsze była”, jako część organizująca czas świąteczny, zastępująca to, co istotne w świętach Zmartwychwstania, bez dotykania jednak serca… Jezus był dla nich wszystkim! I wraz z Jego śmiercią wszystko przepadło.

A Piotr… biegnie, bo dla niego, „opoki”, oprócz odzyskania nadziei na wszystko, co było związane z Jezusem, oprócz nadziei, jak u Jana, że ukochany Rabbi żyje, pozostaje jeszcze inna sprawa, jego zdrada. Jeśli Jezus żyje, to dla Piotra-zdrajcy jest nadzieja, że mu wybaczy tę zdradę, że nie będzie żył do końca życia z jej piętnem…. Ale Piotr nie wie do końca, ani co oznacza pusty grób, czy faktycznie ktoś zabrał ciało, czy…  zaczyna usilnie przypominać sobie, co Jezus mówił im o pustym grobie, bo przecież powtarzał, że „po śmierci zmartwychwstanie” (kobietom wszystko to przypomina anioł; Łk 24,6-9). „A jeśli żyje, jeśli zmartwychwstał, to jaki jest, jaki będzie, jak z nim postąpi? Znał Jezusa przed śmiercią, wtedy mu wybaczał, nawet wtedy, gdy go pouczał co do jego misji, ratował go, gdy chciał chodzić po wodzie… A teraz?…  Gdyby mógł wybierać, wolałby, by żył, woli nawet ponieść karę za swą zdradę…”. Dlatego już nie biegnie, przepełniony nadzieją zmieszaną z wątpliwościami: „Przychodzi więc Szymon Piotr towarzyszący Janowi i wszedł do grobowca” (J 20,6).

Jan rozumie, co przeżywa Piotr, dlatego czeka na niego przed grobowcem, ustępuje mu miejsca – nie tylko jemu jako wyznaczonemu przez Jezusa na przewodzenie apostołom, ale dlatego, że Piotr bardziej niż on jest „potrzebujący”: „Biegli zaś dwaj razem. I ten inny uczeń przodem pobiegł szybciej od Piotra i przyszedł pierwszy do grobowca. I zaglądnąwszy widzi leżące płótna, nie wszedł jednakże” (20,4-6). Nie wiadomo jednak, czy „grób pusty i płótna, i chusty” dały Piotrowi wiarę lub wlały ukojenie w serce: „ogląda płótna leżące, i chustkę, która była na głowie jego, nie z płótnami leżącą, ale osobno zwiniętą w jednym miejscu” (20,6-7). Tylko relacjonujący wizytę u grobu Jan podsumowuje ją następująco: „Wtedy więc [po Piotrze] wszedł i ten inny uczeń, ten przybyły pierwszy do grobowca, i zobaczył, i uwierzył”  (20,8). Jan pisze o sobie, że uwierzył, do wiary mogła mu posłużyć chociażby analiza leżących płócien i chusty:

„Gdyby złodzieje wykradli ciało, zabraliby je razem z płótnami, a gdyby nawet je pozostawili, leżałyby w nieładzie. Ktokolwiek je pozostawił, bardzo schludnie je poukładał. Chusta, którą przykrywano twarz, była nie tylko „złożona”, lecz „zwinięta”, co wskazywałoby na staranny sposób , w jaki to uczyniono albo, że w dalszym ciągu była zwinięta w taki sposób, w jaki umieszczono ja na głowie Jezusa, co znaczyłoby, że jego ciało zmartwychwstało wprost z płócien i chust, jakimi było owinięte. Hipoteza sceptyków, jakoby Jezus jedynie utracił przytomność, później zaś ją odzyskał, nie wyjaśnia, w jaki sposób uwolnił się z płócien, w które Go zawinięto i wyszedł z zapieczętowanego grobu, ignoruje też naturę [skutki] ukrzyżowania”.

C. S. Keener

Piotr przejęty myślą o swojej zdradzie, nie myśli trzeźwo, nie zauważa tego, co widzi i zapisuje Jan. Dlatego św. Łukasz opisuje następująco tę wizytę Piotra (samotną tym razem) w swej Ewangelii: „Zaś Piotr, wstawszy, pobiegł [podkreśl. – AR.] do grobowca i, zajrzawszy, widzi płótna same; i odszedł do domu, dziwiąc się temu, co się stało” (Łk 24,12). Zdrada, okazuje się, to nie przelewki, jak Judasza ostrzegał Pan Jezus. Nie tylko Piotrowi jest trudno uwierzyć w Zmartwychwstanie, to zdarza się i dziś wielu…  Nasze serca często wątpią i trzymają się od Boga (i Boga samego trzymają) na dystans. Jak żydzi, jak Judasz, jak całe mnóstwo innych… bojąc się tego spotkania, konfrontacji z Nim, z powodu naszego życia: co powie, nakaże, ukarze? Wątpiąc w Tego – który przyszedł po to, by umrzeć, przyjąwszy na siebie wszystkie nasze grzechy – kurczowo trzymając je w sobie, jak Piotr…


Przeczytaj wszystkie części: Cześć 1 | Cześć 2 | Cześć 3 | Cześć 4 | Część 5 | Część 6 | Część 7

 

o. Antoni Rachmajda OCD

ur. 1961, kapłan, dr duchowości, wieloletni redaktor Zeszytów Karmelitańskich, prowadzący Instytut Duchowości Karmel we Wrocławiu