blog Zamyślenie

«W Jego ranach jest moje zdrowie». „Historia ludzkiego serca albo dwóch zdrajców”. Część 8. Piotr

Kwiecień 29, 2020 o. Antoni Rachmajda OCD

To niedzielne spotkanie z Jezusem w wieczerniku (J 20,24-29), to nie tylko wspomnienie tego, jak zachował się Tomasz, żądając zobaczenia i sprawdzenia ran Pana, dla Piotra to niezwykle ważna lekcja.

„Potem myślał o tym wielokrotnie, przecież Tomasz był z nimi wtedy, gdy byli świadkami cudów dokonywanych przez Jezusa. Nie było go tylko na górze Przemienienia, jak opisał Marek, na podstawie zresztą moich słów (9,2-13), i jeszcze gdy wskrzeszał córkę przełożonego synagogi (5,35-43), a tak to widział wszystko: przemianę wody w wino w Kanie, rozmnożenie kilku chlebów i nakarmienie nimi tysięcy ludzi (8,1-9), uciszenie burzy, która omal co nas nie zatopiła na jeziorze, gdy odpływaliśmy po tym cudzie (Mt 14,24-33) i tyle uzdrowień z mocy złego ducha, chorób, i to trądu, ślepoty («co nie zdarzyło się jeszcze w Izraelu»; J 9,32), no i to wskrzeszenie syna wdowy z Nain (Łk 7,11-17), a teraz  Łazarza (J 11,1-53). Mówiliśmy mu: «Ujrzeliśmy Pana», a on nie chciał wierzyć, powiedział: «Jeśli nie zobaczę na rękach Jego śladu gwoździ i nie włożę palca mojego w ślad po gwoździach, i nie włożę mojej ręki  w bok jego, nie uwierzę» (J 20,25).

Zastanawiałem się nad tym tyle razy, wielu z nas, rozmawiając między sobą mówiło: «Przecież jeszcze, gdy Pan odchodził do nieba pytaliśmy Go, czy w tym czasie z powrotem ustanowi królestwo Izraela» (Dz 1,6). W czasie gdy żył, tylekroć prosiliśmy go o to. Pamiętam jak bardzo surowo zganił mnie za to, że przypomniałem mu, życzliwie przecież, że Mesjasz nie powinien przegrać – cierpieć i zginąć: «Nie przyjdzie to na ciebie, Panie» (Mt 16,22). Gdy więc Tomasz powiedział o ranach, pomyślałem, że mógłby o tylu innych sprawach pomyśleć, zażądać, skoro widział wszystkie Jego cuda. Jeśli  Jezus jest Mesjaszem, nie byłoby to przecież żadnym problemem, gdyby uczynił nie tylko to, co dla nas najważniejsze – odnowił królestwo Izraela, wyrzucił stąd pogan, odnowił naszą wielkość, tak byśmy mogli zasiadać w Jego królestwie «po prawej i lewej stronie», jak chcieli bracia, synowie Zebedeusza (Mt 20,21). A gdyby chciał, jak często groził, że «zabrane zostanie od was królestwo Boga i dane narodowi czyniącemu Jego owoce» (Mt 21,43), mógłby przecież i inne narody przyciągnąć do Jeruzalem, jak obiecywał: «Mówię wam, że liczni ze wschodu i zachodu przybędą i ułożą się do stołu z Abrahamem i Izaakiem i Jakubem w królestwie niebios. Zaś synowie królestwa wyrzuceni zostaną w ciemność zewnętrzną. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów» (Mt 8,11-12). Przecież mógłby tego dokonać, mógłby wszystkich uzdrowić, nakarmić, wyzwolić z pęt złego, powstrzymać susze i nawałnice, dać urodzaj, pożywienie wszystkim. Tak, by nasz kraj i cały świat były krainą «mlekiem i miodem płynącą» (Wj 3,8)  lub by stało się tak, jak wieszczył Izajasz: «Wilk będzie się pasł razem z owcą na połoninach; pantera będzie spać razem z koźlęciem; cielę, byk i lew paść się będą razem na tej samej hali, a małe dziecko będzie je prowadzić. Krowa i niedźwiedź razem będą wypasane, a ich młode razem przebywać będą; lew i wół wspólnie jeść będą słomę. Raczkujące niemowlę wsunie rączkę do nory żmij i do legowiska młodych kobr» (11,6-8).

Mógłby to wszystko sprawić, przecież jest Mesjaszem, wszyscy byliby szczęśliwi… Tak też wcześniej myślałem, przyznaję się do tego, co przecież zapisali wszyscy w swych ewangeliach, oprócz litościwego Jana, który uznał, że starczą te inne opisy…  Tak myślałem… ale gdy Go zdradziłem, zrozumiałem, że to wszystko nie ma znaczenia, przestaje się liczyć. Jak można bowiem żyć ze zdradą, bez wybaczenia. A jak można wybaczyć sobie taki postępek, zdradę umiłowanego mistrza i Pana który, chciał bym był skałą i mówił, że «na tej skale zbuduje mój kościół i bramy otchłani go nie przemogą» (Mt 16,18). A ja wszystko zepsułem, zaparłem się, mimo  że mnie ostrzegał i to trzy razy!… Zdradziłem go jak Juda, zasługuję na to samo co on… I dopiero ten Tomasz, który na początku wydał się wszystkim dziwny ze swoją prośbą, przypomniał mi, co On mówił: «To jest przykazanie moje, byście się wzajemnie miłowali, jak ja was umiłowałem. Większej miłości od tej nie ma, żeby ktoś życie oddał za przyjaciół jego» (J 15,12-13). A przecież tyle razy odmawiałem ten psalm:

Dokąd mógłbym się oddalić od twego tchnienia
Dokąd uciec przed twoją obecnością?
Gdybym wszedł na firmament nieba, Ty tam jesteś!
Gdybym zstąpił do podziemnej otchłani, jesteś i tam! (Ps 139,7-8).

Pamiętałem, że w czasie świąt paschy skrapia się wieko zakrywające Arkę Przymierza, by zmazać w ten sposób nasze grzechy, ale nigdy nie czułem się po tym w pełni usprawiedliwiony… I teraz ten Tomasz… przecież on cytował Izajasza:

Lecz On był przebity za nasze grzechy,
zdruzgotany za nasze winy.
Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas,
a w Jego ranach jest nasze zdrowie (53,5).

Jego rany… Jeśli zmartwychwstał, to prawdą jest, że umarł za nasze grzechy, także za moje… za moją zdradę: w Jego ranach jest moje zdrowie! Pusty grób nie dał nadziei mojemu sercu, zbyt dręczące  było poczucie zdrady, zbyt świeże, by sam pusty grób mógł jej ukoić. Kiedy spotkaliśmy Go w wieczerniku wieczorem tego samego dnia, powiedział: «Pokój wam» i wszyscy odczuliśmy to jako wybaczenie nam wszystkim ucieczki i naszego tchórzostwa i zdrady… (zresztą potwierdził to mówiąc: «Weźcie Ducha Świętego, komukolwiek odpuścilibyście grzechy, są odpuszczone, komukolwiek zatrzymalibyście, są zatrzymane» (J 20,23), i dodało mi więcej sił, ale nawet spotkanie Jego samego nie uspokoiło mnie. Byliśmy wszyscy razem, nie było możliwości, a może bałem się rozmawiać przy innych… A przecież mówiąc: «Pokój wam», pokazał nam «ręce i bok» (J 20,20).

A gdy przyszedł, mimo drzwi zamkniętych, gdy był z nami Tomasz (dlaczego redaktorzy Pisma świętego upierają się przy nic nie mówiącym przydomku Didymos, Tomasz był bliźniakiem, to wyjaśnia wiele), wtedy to on wykorzystał okazję, by być bliżej Niego i Jego ran (J 20,27).

A gdy łowiliśmy ryby i On ukazał się na brzegu, nie rozpoznałem Go po głosie, ani nie skojarzyłem po poleceniu zarzucenia sieci, ani nawet po tym, jak wyciągnęliśmy sieć pełną ryb… Nic z tego do mnie nie przemawiało, nic nie mogło mnie przekonać, także żaden cud.  Ach, ten Tomasz!… Gdy więc Jan powiedział mi: «To Pan jest», rzuciłem się natychmiast w morze.  Na szczęście połów był obfity i Jan z pozostałymi płynęli powoli łodzią, abym miał czas porozmawiać z Panem. Już nie Rabbim, bo żaden rabbi na świecie nie jest w stanie zmazać winy grzechu, odkupić zła, to może tylko Bóg: «wiedząc, że nie zniszczalnymi, srebrem lub złotem, zostaliście odkupieni […] ale drogocenną krwią jako Baranka niewinnego i niesplamionego, Pomazańca» (1P 1,18-19). Słuchałem Go i patrzyłem na Jego rany, w końcu zamilkłem (zawsze za dużo i niepotrzebnie wyrywałem się z tym): «w nich jest nasze zdrowie»… Wiedziałem, że tylko Bóg może żyć z przebitym sercem  i wiedziałem, że ja Jego serce także swoją zdradą przebiłem, i widziałem, że jest ono otwarte dla mnie, że w Nim została pokonana moja zdrada, tchórzostwo i ucieczka, mój brak wiary: „«On grzechy nasze sam wzniósł w ciele swoim na drzewo [krzyża], abyście odsunięci od grzechów, zaczęli żyć dla sprawiedliwości, ranami Jego zostaliście  uzdrowieni» (1P 2,24). Dopiero wtedy, gdy sam na sam spotkałem  się z Nim, gdy On i Jego rany były całe dla mnie, wtedy poczułem jak przekonują mnie one, że moja zdrada już nie jest moja, że i On ją wziął ze sobą na krzyż. W Jego ranach jest moje zdrowie…”.


Przeczytaj wszystkie części: Cześć 1 | Cześć 2 | Cześć 3 | Cześć 4 | Część 5 | Część 6 | Część 7

o. Antoni Rachmajda OCD

ur. 1961, kapłan, dr duchowości, wieloletni redaktor Zeszytów Karmelitańskich, prowadzący Instytut Duchowości Karmel we Wrocławiu